Góry nagradzają przygotowanych

1 udostępnień
1
0
0
Co dają takie wyprawy?

Odpoczynek psychiczny od informacji i ilości niepotrzebnych bodźców. W takich warunkach wszystko sprowadza się do wykonywania pozornie prostych czynności w celu zaspokojenia pierwotnych potrzeb. Sen, głód, pragnienie. Właściwie wszystko kręci się wokół tego. Na co dzień te potrzeby są zapewnione i nie trzeba o nie walczyć. Posiłek ktoś może dostarczyć, kaloryfery grzeją, dach nad głową nie przecieka, woda jest na wyciągnięcie ręki… Potrafimy nawet marnować żywność i wodę. W górach żywność i wodę trzeba nosić na plecach, racjonować je, szanować. Tak samo jak szanować swoje ciało i zdrowie towarzysza, bo tylko na niego i siebie można liczyć. Oczywiście nie mieszkamy w Kanadzie ani na Alasce, więc nie narażamy się na aż tak ekstremalne sytuacje. Tutaj zawsze w razie czego jest gdzie uciec, schować się, można wrócić do cywilizacji. Niemniej takie wyprawy w trudnych warunkach atmosferycznych uczą na pewno szacunku do świata i skłaniają do refleksji nad wszystkim, co się dzieje dookoła. Traktujemy je z bratem jako środek do osiągnięcia odpowiedniego balansu w życiu, w którym dobrze znaleźć miejsce na szczyptę wszystkiego, co wydaje się nam wartościowe.

Zbudowałeś sobie schronienie. Co dzięki temu poczułeś?

To prosta czynność. My z bratem nie myślimy o tym w kategorii jakiegoś osiągnięcia. Dla nas to środek do celu. Satysfakcję daje na pewno fakt, że wykonujemy planowane zadania i nic nas nie zaskakuje. Daje nam to czas na rozmowy i obcowanie z przyrodą na wyłączność.

Jakie korzyści osiągasz dzięki temu, że plan wyprawy został zrealizowany?

Pewność siebie. Jeśli potrafisz planować takie wyjazdy i okazuje się, że robisz to dobrze, masz satysfakcję i jesteś bezpieczny, to masz wrażenie, że jesteś w stanie podjąć się poważnych zadań w życiu. W górach czasem trzeba podjąć trudną decyzję, a kiedy człowiek jest zmęczony, może popełnić błędy. Każda dobra decyzja umacnia cię jednak w przekonaniu o swojej sile.

fot. Jan i Michał Ferlakowie
Możesz opisać, jakie sprzęty przygotowujesz przed takim wyjściem?

Przede wszystkim każdy powinien zabrać ze sobą tylko sprawdzone sprzęty i stosować wyłącznie skuteczne rozwiązania. To nie jest moment na testowanie nowych rzeczy, bowiem trzeba mieć pewność, że nasz ekwipunek zapewni nam bezpieczeństwo termiczne: suche stopy i ciepłe dłonie. Dyskomfort wpływa na obniżenie morale, a więc i na motywację. W górach, jak i w każdym sporcie, jest ona niesamowicie potrzebna. Konieczne są zimowe buty, najlepiej oddychające (np. z gore-texem lub inną membraną), wodoszczelne (wodoodporność bowiem daje ochronę od wody tylko do pewnego stopnia), dwie pary skarpet wełnianych (cieńsza i grubsza), wodoodporne spodnie, np. narciarskie lub zaimpregnowane, kalesony wełniane, np. z wełny merynosa, stuptuty na spodnie, wełniana bielizna, polar lub jakaś warstwa docieplająca, wodoodporna i wiatroszczelna kurtka z kapturem, czapka z windstoperem, kilka par rękawiczek, w tym jedne narciarskie i jedne robocze. Zawsze warto mieć komplet osobny do spania, żeby na noc wskakiwać w ciepłe, suche ubranie. Śpiwór powinien być zimowy, tzn. taki, którego dolna granica komfortu to temperatury ujemne: powiedzmy -10°C. Potrzebne będą też karimata i mata samopompująca, mała karimata do siedzenia i klękania, czołówka, powerbanki, zapasowe baterie czy akumulatorki, kuchenka gazowa z naczyniem do gotowania, przybory do jedzenia, jedzenie i woda, środki higieny, apteczka, sznurki, mapa, kompas, ubrania do zmiany, nóż, piła, łopata, rakiety śnieżne, raki i oczywiście plecak o pojemności 75 litrów lub więcej. Przedmiotów jest wiele i o każdym z nich można napisać osobny artykuł, ale muszę powiedzieć, że nie ma takiego, którego byśmy nie użyli na wyprawie. Wszystko się przydaje. Warto jest więc przed wyjazdem zrobić odpowiednią listę i zadbać, by o niczym nie zapomnieć. Wyznajemy zasadę, że warto być przygotowanym na każdą ewentualność.

Przecież to wszystko sporo waży. Nie można jakoś zmniejszyć obciążenia?

Ostatnio można zaobserwować tendencję do „odchudzania” plecaka, robienia tras w górach „na lekko”. Jest to gonienie za zmniejszeniem wagi ekwipunku. Oczywiście technologia w tym pomaga. Ruch w tym zakresie nakręcają producenci odzieży i sprzętu, którzy korzystają z pomocy vlogerów, reklamujących lżejsze materiały. Zachowajmy jednak zdrowy rozsądek. Logiczne jest zakładać różne scenariusze, w tym zmiany pogody i ewentualne kontuzje, dlatego warto wówczas móc o siebie zadbać, a nie liczyć tylko na szczęście. Pogoda w górach zmienia się gwałtownie, również latem, kiedy są burze i ulewy.

Jak to się wszystko zaczęło? Ktoś Cię zainspirował?

W naszych żyłach płynie góralska krew. Rodzina od strony ojca pochodzi z gór i od dziecka spędzaliśmy tam wakacje – wśród wzgórz, w otoczeniu natury. Cały dzień przebywaliśmy na łonie przyrody, wymyślając zabawy w oparciu o to, co nas otaczało. Inspiracja więc wynika raczej z naszych doświadczeń, a nie z konkretnego człowieka. Najbardziej znaczące jest tu chyba silnie zakorzenione pragnienie wolności. Potrzebujemy podążać swoimi szlakami. Łapiemy dystans do hałasu miasta, cywilizacji, ludzi…

Czy myślisz, że oddaliliśmy się od umiejętności, które pomagają przetrwać?

Tak. Zatracamy instynkt, który pozwalał przetrwać naszym przodkom. Stajemy się bardziej zależni od innych, od technologii. Stare rzeczy wyrzucamy, nie naprawiamy. Nie umiemy zacerować sobie skarpety, ugotować posiłku, wykonać prostych czynności. Dzieci wychowywane są w bezpiecznej bańce, która kiedyś pęknie. Wtedy młodzi ludzie zmuszeni będą zmierzyć się z czymś, co przerasta ich możliwości, co wymaga czasu i cierpliwości. Obecnie przy pierwszej napotkanej przeszkodzie ludzie często się wycofują. Zachowujemy się trochę jakby to, co jest teraz, miało trwać wiecznie. Nie jestem zwolennikiem apokaliptycznego scenariusza, wierzę bowiem w człowieka i jego mądrość. Niektórym jednak brakuje równowagi i instynktu samozachowawczego. W szczególności tym, którzy świadomie narażają swoje życie idąc nieprzygotowanym lub półnagim w zimowe góry. Zapominają o swoim bezpieczeństwie i bezmyślnie wciągają w to ratowników GOPR lub TOPR, którzy będą musieli ich ratować.

Może zainteresuje Cię: Pięć książek, które dodają otuchy

Jak można to zmienić?

Wymagać od siebie więcej, by móc wymagać od innych. Dawać dobry przykład, dbać o najbliższe otoczenie. Uczyć dzieci dobrych manier, nawyków, szacunku do zwierząt, natury i ludzi. Ufać ekspertom. Czytać. Mieć otwarty umysł na nowe koncepcje. Myśleć, a nie podążać utartym szlakiem.

Jak często rodzi się w Tobie potrzeba, żeby przeżyć taką przygodę?

Mniej więcej po miesiącu od powrotu zaczynam myśleć o kolejnej wyprawie. Mój brat właściwie jeździłby stale. Jesteśmy jednak na innych etapach życia, więc mamy inne potrzeby.

fot. Jan i Michał Ferlakowie
Z jakimi kosztami musi liczyć się człowiek, który pragnie przygotować się dobrze do takiej podróży?

Sam wyjazd jest tani. Trzeba tylko kupić żywność i dojechać. Wszystko inne ma się już na miejscu lub w plecaku. Jeśli ktoś zdecyduje się na liofilizowane jedzenie, które jest lekkie, kaloryczne i pełnowartościowe, bez chemii, to musi liczyć się z kosztem około 30 złotych za posiłek. Kompletowanie sprzętu to już inna sprawa i trwa miesiącami, jeśli nie latami. Nie polecam robienia wszystkiego naraz. Warto stopniowo wchodzić w ten klimat, poczynając od krótkich wypadów w teren nawet niedaleko domu, gdy jest jeszcze ciepło, następnie trochę eksperymentować już w zimniejszych porach roku. W góry zimą ruszyłbym dopiero czując się pewnie na nizinach, w każdych warunkach. Zimowe wypady są trudniejsze i wymagają doświadczenia, ale ono z czasem przyjdzie. Wymagają też większej ilości sprzętu, a więc są kosztowniejsze. Wycieczki latem są doskonałe dla początkujących, bo do spania potrzebny jest tarp (80 zł), lekki śpiwór (130 zł), karimata lub materac (30–150 zł). Nosi się mniej odzieży na sobie. Można ją prać i suszyć w trakcie wyjazdu, co oszczędza miejsce w plecaku, a więc i zmniejsza jego wagę.

Nie korci Cię, żeby otworzyć szkołę przetrwania?

Nie lubię tych szkół przetrwania. Uważam, że w Polsce nieprawdopodobny jest scenariusz, w którym człowiek musi walczyć o życie. Nie ma bowiem takich odludnych obszarów, gdzie nie może dotrzeć pomoc. Co innego żyć na północy Szwecji, w Norwegii, Rosji albo w Kanadzie. Tam takie umiejętności są po prostu potrzebne. W Polsce to taka fanaberia, popisywanie się, moda. Nie interesuje mnie to.

Najsurowsza twarz natury to:

Chyba strefa śmierci w górach.

Pojechałbyś na Sybir?

Bardzo chętnie. To mało eksplorowany obszar, w pełni dziki, nieodkryty. Zabrałbym jednak na taki wyjazd dodatkowo przewodnika z Rosji.

może Ci się spodobać
mirabelki

Sezon na mirabelki

Starszym pokoleniom mirabelki kojarzą się ze smakiem kompotu. Dla dzieciaków dorastających w Polsce w latach 70. i 80.…
dostrzeganie

7 zasad obserwacji bez oceniania

Gdy dostrzegamy samych siebie, innych ludzi lub ich zachowania, powstrzymując się przy tym od ocen, odnotowujemy pewne fakty,…