Góry nagradzają przygotowanych

13 udostępnień
13
0
0

W dzikich górskich przestrzeniach można odnaleźć kojące widoki i świadomość, że potrafimy być niezależni od cywilizacyjnych udogodnień. Jednak wiedza, która dawała nam poczucie fizycznego związku z naturą, przez wielu została zapomniana. A przecież właśnie zrozumienie potęgi otaczającej nas przyrody pomagało zbudować z nią solidną i potrzebną więź. Trzeba mieć jednak, wypływającą z szacunku, świadomość, że góry nie znoszą ignorantów, wymagają od człowieka zaangażowania. Do każdej wyprawy należy dobrze się przygotować, szczególnie zimą.

Ostatnio w mediach pojawiło się sporo wiadomości o nieodpowiedzialnych „turystach”, którzy wybierają się w góry odziani w bikini i szorty. Nie brakuje też takich, którzy w mniej spektakularny sposób postanawiają zignorować zagrożenia płynące z nieprzygotowania się do wypraw w tereny górskie czy w ogóle mierzenia się z zimnem.

Potęga gór nie wybacza lenistwa i ignorancji, dlatego, aby cieszyć się tym, co ma do zaoferowania, trzeba włożyć wysiłek. Jak zawsze, gdy pragniemy osiągnąć coś wartościowego.

O przygotowaniu do zimowej eksploracji gór, nocowaniu w śniegu i szacunku do natury oraz ludzi opowie nam Michał Ferlak – pasjonat wypraw górskich, na co dzień pracujący w branży filmowej.

Jagna Żukowska-Olejniczak: Co pomyślałeś, kiedy zobaczyłeś wiadomości na temat grupy turystów, którzy wybrali się w góry w bieliźnie?

Michał Ferlak: Śledzę ten dziwny trend ze zdziwieniem i niepokojem. Zastanawiam się, skąd taka ignorancja względem gór i natury. Skąd potrzeba narażania swojego życia? Dlaczego ci ludzie idą w góry, skoro to samo można zrobić blisko swojego domu, np. w lesie? Czy to rzeczywiście ma związek z chęcią poprawy zdrowia, czy jest sposobem na popisanie się przed znajomymi?

Jak myślisz, dlaczego rodzą się takie pomysły?

Moim zdaniem z niewiedzy na temat tego, co jest zdrowe, a co nie, z braku doświadczenia i świadomości, jak organizm zachowa się w takich warunkach. Bez przygotowania w górach trudno przetrwać. Z drugiej strony w człowieku przecież jest taka potrzeba przekraczania kolejnych granic i bicia rekordów. Trzeba jednak rozsądnie łączyć wiedzę i umiejętności. Przypomina mi się moda na maratony. Wszyscy się na nie „rzucili”. Wielu nie brało pod uwagę swoich predyspozycji, wieku, kondycji zdrowotnej. Wielu też nie zgłębiło wiedzy o tym, jak powinny przebiegać treningi. Kończyło się to wizytami u ortopedy z powodu zerwanych więzadeł i innych kontuzji, które ujawniały się dopiero po biegu. Chyba mamy takie czasy, że wielu chce wszystko osiągnąć natychmiast, bez zastanowienia się, jaką cenę przyjdzie za to zapłacić.

Ostatnio w mediach społecznościowych przeczytałam opis Twojej wyprawy z bratem w góry. Postanowiliście spać w śniegu. Czy to pierwszy raz?

Z bratem chodzimy po górach i lasach już od jakiegoś czasu. Jesteśmy w stałym kontakcie i wymieniamy się wiedzą. Staramy się poznać mało znane zakątki Polski i czerpać przyjemność z bliskości dzikiej przyrody. Mamy takich wypraw na koncie kilkanaście. Jednak teraz po raz pierwszy zdecydowaliśmy się na wyprawę, podczas której byliśmy narażeni na bardzo surowe warunki. Chcieliśmy sprawdzić nowe rozwiązania sprzętowe i techniki, żeby chłonąć atmosferę gór również w takich mało przyjaznych warunkach. Obecnie, z powodu sytuacji pandemicznej, trudno też inaczej zwiedzać Polskę. Nie ma możliwości nocowania w schroniskach, więc trzeba być samowystarczalnym. Taki styl turystyki pomaga dotrzeć w miejsca bardziej wymagające – zarówno wysiłku, jak i pomysłowości. Nagrodą jest satysfakcja.

fot. Jan i Michał Ferlakowie
Skąd czerpiesz wiedzę o tym, co się sprawdzi?

Wiedza pochodzi przede wszystkim z doświadczenia. Trzeba po kolei, małymi krokami testować sprzęt i swoje możliwości. Oczywiście obaj z bratem dużo czytamy i oglądamy na ten temat. To jest potrzebne, by przygotować się teoretycznie, ale wszystko musi zostać zweryfikowane w praktyce. Z pewnością przydatne jest to, że brałem udział w kilku szkoleniach, dzięki którym dowiedziałem się sporo na temat ratownictwa lawinowego, zdobyłem wiedzę o sprzętach oraz rodzajach materiałów, z których robi się odzież. Taka wiedza to solidna baza do rozwoju.

Jak wybieracie trasy?

Planujemy wyprawy zazwyczaj już dwa miesiące wcześniej. Kluczowe jest wybranie odpowiedniej trasy w postaci pętli, ponieważ ostatniego dnia musimy wrócić do samochodu. Zaczynamy więc od ustalenia celu wyjazdu. Może to być szczyt, park narodowy, inne urokliwe miejsce. Czasem celem jest wyłącznie zrobienie jakiejś trasy i zapoznanie się z obecną tam przyrodą. Brat namówił mnie na zbieranie punktów Górskiej Odznaki Turystycznej w książeczce PTTK. Trasy dłuższe planujemy więc w górach. Chcemy poznać wszystkie pasma górskie w Polsce i okolicach. Tu zaznaczę, że nie chodzi tylko o Koronę Gór Polski, bo to wiąże się wyłącznie z wchodzeniem na jeden, najwyższy szczyt pasma. My góry staramy się poznać bliżej, będąc tam nieco dłużej, zapoznając się z ich charakterystyką, dlatego nie spieszymy się, nie gnamy. Delektujemy się nimi. Wybieramy urokliwe miejsca na noclegi i ustalamy, ile kilometrów chcemy danego dnia przejść, żeby wiedzieć, na co się nastawić.

Na jakie awaryjne sytuacje trzeba być gotowym?

Nie lubimy niespodzianek. Dokładnie sprawdzamy i analizujemy teren. Szukamy punktów poboru wody pitnej, ponieważ trzeba pamiętać o odpowiednim nawadnianiu się. W terenie jesteśmy stale świadomi swojej pozycji. Druga ważna sprawa to cykliczne monitorowanie pogody. Może jesteśmy zbyt skrupulatni, ale potrafimy ją analizować już miesiąc wcześniej, codziennie aż do wyjazdu, by ewentualnie zmodyfikować ubiór albo miejsce docelowe. Planując bagaż: sprzęt i wyżywienie, staramy się brać wszystkiego nieco więcej – taka rezerwa na wszelki wypadek. Wiemy, że może zdarzyć się sytuacja, w której zajdzie konieczność udzielenia pomocy innej osobie na szlaku lub poza nim, a wtedy trzeba się podzielić prowiantem lub ubraniem, czasem nawet skorzystać z apteczki. To zawsze większy ciężar, ale z czasem organizm się wzmacnia i jest łatwiej. Na razie nie mieliśmy awaryjnych sytuacji i oby już tak zostało.

Tej autorki: Amputacja. I co dalej?

Ostatnia wyprawa była wyzwaniem. Jaką trasę przeszliście?

Wyjazd w Karkonosze był nieco inny niż zwykle. Celem było bowiem nocowanie w jamie śnieżnej przez dwie noce. W ramach poznawania pasma górskiego wybraliśmy się w 25-kilometrową wyprawę po graniach, w kierunku Śnieżki. Później wracaliśmy do swojej, zbudowanej wcześniej śnieżnej jamy na nocleg. Śmiejemy się, że był to wypad bez nagrody, bowiem po całym dniu chodzenia po górach czekała nas jama w śniegu, a nie ciepłe kaloryfery i herbata z konfiturą… Aby wyprawa się udała, musieliśmy wszystko dobrze zaplanować. Zaczęliśmy od wyboru miejsca na jamę w okolicach szczytu Suchej Góry na wysokości 1100 metrów n.p.m. Spodziewaliśmy się tam odpowiedniej ilości śniegu. Jest to obszar poza Karkonoskim Parkiem Narodowym, do którego nie prowadzą szlaki, a więc nikogo tam nie ma. Pierwszą noc spędziliśmy na zboczach, w namiocie, bowiem zostawiliśmy auto na parkingu w Przesiece o godzinie 21:30. Każdy z nas zabrał ze sobą dwa plecaki, gdyż mniejszy miał nam służyć do wyprawy w góry już po wybudowaniu jamy. Było to bardzo niewygodne, ale na szczęście droga do przebycia niedługa. W górach jednak odległość nie ma aż takiego znaczenia jak charakterystyka terenu. Idąc poza szlakiem, w rakietach śnieżnych, w 40-50-centymetrowej zaspie białego puchu, poruszamy się z ekwipunkiem w tempie około kilometra na godzinę. Podejście pod Suchą Górę rozpoczęliśmy wcześnie rano. Około godziny 10 na jej szczycie rozpoczęliśmy budowę schronienia. Zajęło nam to sześć godzin. Wbrew pozorom jama śnieżna może zapewnić większy komfort termiczny niż namiot, gdyż utrzymuje temperaturę w granicach zera. Ciała i oddechy bowiem grzeją wnętrze. Po pierwszej nocy, nad ranem ruszyliśmy w kierunku schroniska Odrodzenie, trawersując przez Mały Szyszak (1440 m n.p.m.), Tępy Szczyt (1388 m n.p.m.), Smogornię (1489 m n.p.m.), aż do Śnieżki (1602 m n.p.m.) i z powrotem. Ostatnie pięć godzin szliśmy już po zmroku. Wymagało to znajomości terenu i determinacji, szczególnie że na koniec podchodziliśmy pod Suchą Górę zupełnie od innej strony. Wcześniej, podczas postoju, przeanalizowaliśmy jej budowę i wybraliśmy łagodniejsze podejście.

fot. Jan i Michał Ferlakowie
A skąd w ogóle taka potrzeba? Bo nie wierzę, że to tylko przez to, że nie można spać w schronisku.

Lubimy robić pewne rzeczy po swojemu. W turystyce szukamy tego, co sprawia nam przyjemność. Jest to naturalna potrzeba przebywania w otoczeniu przyrody, z zachowaniem szacunku do niej oraz do własnego zdrowia i życia. Przecież to najcenniejsze, co mamy. W tym konkretnym przypadku sprawdziliśmy się w nowej umiejętności – przygotowaniu schronienia w śniegu i przy tym dobrze się bawiliśmy. W Karkonoskim Parku Narodowym nie można nocować na dziko, więc była to jedna z nielicznych form dających szansę zrobienia tego, co założyliśmy.

może Ci się spodobać
Katarzyna de Lazari Radek

O szczęście trzeba zabiegać

Filozofka i etyczka dr Katarzyna de Lazari-Radek przekonuje, że ważne jest, by mówić o szczęściu, dbać o drobne przyjemności, bo to może ułatwić nam przetrwanie trudnego okresu i pomóc przejść przez niego w możliwie najlepszej formie
architektura po pandemi

Architektura po pandemii – nowe trendy

Pandemia koronawirusa zmieni architekturę i projektowanie wnętrz: w mieszkaniach i domach będzie więcej przestrzeni, aby domownicy mogli się…

Jak izolacja z powodu COVID-19 może wpływać na psychikę dzieci?

Od kilku miesięcy staramy się ograniczać kontakty z ludźmi, część z nas pracuje zdalnie, dzieci uczą się online. Jak tłumaczyć dzieciom tę trudną sytuację? Jak dbać o ich dobre samopoczucie? Na te pytania odpowiada psycholog Monika Socik.