filiżanka
na podstawie fot. Ewy Kotlińskiej

Filiżanka

10 udostępnień
10
0
0

Po strechingu moje ciało jest gotowe, by rozpocząć nowy dzień. Teraz czas na przebudzenie zmysłów. Spoglądam w okno. Szare, gęste chmury zakryły całe niebo. Uśmiecham się na myśl o tym, co będę dzisiaj robiła. Praca, owszem, ale na początek czas dla mnie. Poranna kawa.

Uruchamiam ekspres i oczyma rozpoczynam wędrówkę po półkach w poszukiwaniu mojej ukochanej filiżanki. Nie może to być pierwszy lepszy kubek. Kawa inaczej smakuje w porcelanowym naczynku o cienkich ściankach, do którego mam wielki sentyment.

Ktoś powie, filiżanka jak filiżanka. Nie dla mnie. Bo jestem z nią związana emocjonalnie. Wypatrzyłam ją wiele lat temu, kiedy jeszcze mieszkałam w Polsce. W jednym z tych magicznych miejsc, do których uwielbiałam zaglądać w poszukiwaniu antyków, starych książek i nietypowych cudeniek z duszą. Pewnego dnia w takim miejscu właśnie, buszując wśród mnóstwa bardziej lub mniej wartościowych staroci zgromadzonych na kopii renesansowego biurka, potrąciłam biało-złotą filiżankę. Mimo mojej niezdarnej próby łapania jej w locie, rejestrowałam jak spada. Oczyma wyobraźni widziałam, jak ląduje na posadzce, a jej krucha struktura roztrzaskuje się w drobny mak. Ale ona nie zamierzała ulec własnej kruchości. Niczym kot spadający na cztery łapy po długim locie z wysokości, wylądowała miękko, a brzdęk jaki wydała po zetknięciu z podłożem zdał się okrzykiem zwycięstwa: „Udało się! Żyję!”.

Z każdym dniem zbliżamy się do starości. Z biegiem lat na ciele powstają zmarszczki, pojawiają się rozstępy, wiotczeje skóra. Ale zamknięta w tym ciele dusza ponoć nigdy się nie starzeje. Krucha filiżanka z targu staroci wydawała się emanować tą witalną duchowością. Jej zewnętrzna powłoka urzekała, przyciągała wzrok. Jakby zapis miejsc, w których bywała, rąk, które ją trzymały, ust, które stykały się z jej delikatną strukturą, zapisał się w jej pamięci, dodając jej szlachetności i nieoczywistego piękna.

Opuściłyśmy sklep z antykami razem i rozpoczęłyśmy wspólną podróż przez życie. Zmieniałam miejsca zamieszkania, nowe miasta, domy, kraje, a ona dzielnie mi towarzyszyła. Przywędrowała także za ocean, gdzie mieszkam obecnie. Każdego ranka spoglądamy razem na jezioro, ciesząc się wytwornym aromatem kawy, który ona jak żadne inne naczynie potrafi podbić do rangi napoju bogów.

Dziś również woń aromatycznej kawy pieści moje nozdrza. Siadam z filiżanką w ulubionym fotelu przy kominku. Goldenka Honey śpiesznie rozkłada się u moich stóp. Zanurzam usta w czarnym, gorącym napoju. Za oknem rodzina łabędzi majestatycznie sunie po tafli wody. W tym momencie nawet pochmurne niebo i krople deszczu leniwie spływające po szybie wydają się czymś magicznym. Kawa pobudza zmysły, zachęca do działania. Odstawiam filiżankę i wychodzę na deszcz.

Z cyklu Momenty przeczytaj: Wiewiórka

może Ci się spodobać
Qi Gong

Qi gong

Qi gong jest tak stary jak Chiny. Towarzyszył Chińczykom zawsze. To zdrowotna forma ruchu, uprawiano go terapeutycznie, by…
przesyłka

Przesyłka

W czasach zamkniętych galerii handlowych popularność zyskują zakupy online. Prosto, szybko, z dostawą towaru do domu lub paczkomatu,…