esencjalista

Esencjalizm – nie tyle więcej, co właściwie

14 udostępnień
14
0
0

W poszukiwaniu esencji

Chcemy poklasku, robimy coś dla uznania, poczucia ważności. Nie potrafimy odmawiać, bo pragniemy być lubiani, a potem… Potem cierpimy w milczeniu, nienawidząc siebie za to, z jaką łatwością dajemy się wmanewrowywać w cudze obowiązki, za robienie czegoś niechcianego, za realizację niechcianych obietnic, w końcu za to, że nie wiemy dokąd zmierzamy. Doznajemy poczucia bezsensu i jałowości naszej egzystencji. To konsekwencja tego, że nie potrafimy odróżnić rzeczy ważnych dla nas od błyskotliwych obietnic rozwoju, które nawet nie są w polu naszych zainteresowań.

Rzecz w tym, że przyrost możliwości, opcji, szans i ścieżek, jakiego obecnie doświadczamy, zamiast nas rozwijać, potrafi sparaliżować. Jesteśmy wychowywani do biegu, rywalizacji, maksymalizacji oraz ciężkiej pracy, ale niekoniecznie już do refleksji nad sensem tego, co robimy.

„Kiedy masz do wyboru coraz więcej możliwości i okazji, za którymi kryją się tak naprawdę żądania dotyczące udostępnienia twojego czasu i energii, rozpraszasz się coraz bardziej i rozmieniasz na drobne”.

Mogę się podpisać pod tymi słowami. Latami bowiem rzucałam się na wszystko, dlatego że było popularne albo dostępne. W efekcie rozjeżdżałam się w różnych kierunkach, czując tylko coraz większe zmęczenie, frustrację i małą skuteczność tej całej mojej pracy, co z kolei podkopywało istotnie moje poczucie własnej wartości.

Latami również wydawało mi się, że sama się na coś decyduję, a tymczasem ulegałam reklamie, presji społecznej, strachowi przed stratą. Łudziłam się, że wcale nie muszę dokonywać wyboru. Bo wybór to jednak rezygnacja z jednej opcji na rzecz innej, a ja chciałam mieć wszystko. Lub może bardziej niczego nie chciałam stracić.

Nie da się jednak pójść z koleżankami do kina i jednocześnie zostać z dziećmi. Mieć dom pełen zwierząt i nieskazitelnie czyste mieszkanie. Być matką czwórki dzieci i prężnie rozwijać się zawodowo, mieć boskie ciało, czas na spa, naukę języków, siłownię itd.

Tymczasem mnie trudno było coś z tego oddać. Chciałam podołać wszystkiemu. Wystarczy dawać z siebie więcej i więcej – myślałam. Nie ceregielić się ze sobą, nie odpuszczać, nie mazgaić, tylko przeć odważnie na przód z podniesioną głową. Tylko ile tak można? I dlaczego summa summarum okazywało się to tak nieefektywne, choć gdy czytałam różne poradniki rozwojowe i słuchałam mów motywacyjnych mówców, wydawało się właściwym sposobem działania?

Autor Esencjalisty również doszedł do punktu, w którym w jego głowie pojawiły się właśnie takie pytania. Na początku książki opowiada historię, która stała się inspiracją do jej napisania.

Opowiada w niej o swoim udziale w zebraniu firmowym, chwilę po tym jak został ojcem.

Może zainteresuje Cię: Życie jest zbyt krótkie, aby nie słuchać głosu serca…

Wydawało mu się, że nie może go zabraknąć na tym spotkaniu. Wydawało mu się szalenie ważne, choć z perspektywy czasu zobaczył, że spokojnie mogłoby odbyć się bez niego. W tym czasie jego żona rodziła córkę. Nie był przy porodzie, nie doświadczył tego tak istotnego dla ich rodziny, wspólnego momentu, bo nie potrafił dokonać właściwego wyboru. To zdarzenie stało się dla McKeowna wyzwalaczem do wielkiego sprzątania swojego życia. Eliminacji z niego tego, co nieważne i określenia jego esencji.

Wybór priorytetu

Wydaje się nam (szczególnie kobietom, szczególnie matkom), że jesteśmy siłaczami, siłaczkami. Że skoro rozciąga się przed nami tyle możliwości, to naszym obowiązkiem jest nie zmarnować żadnej z nich. W tej wielości gubimy różnicę między pilnym i ważnym. Tracimy wiele czasu i energii na rzeczy nieistotne, za to dające pożywkę naszemu Ego. Np. zawożę mojego 16-letniego syna do szkoły, mimo że mógłby tam dotrzeć autobusem. Zawalam przy tym inne swoje sprawy, bo przecież nie chcę się narażać na jego niezadowolenie, a nuż pomyśli, że jestem złą matką, a nuż sama tak o sobie pomyślę.

Nasze ego domaga się dopieszczenia, czujemy się ważni, dostajemy krótkotrwały zastrzyk energii, adrenaliny i co tu kryć, endorfin, że tak nas lubią/ doceniają/ potrzebują. Tymczasem McKeown ostrzega. Wszystkie obowiązki przyjęte w odruchu uniesienia, poczuciu bycia popularnym czy potrzebnym ZAWSZE okazują się zabierać nam więcej czasu niż zakładaliśmy. Co najważniejsze jednak, w większości nie rozwijają nas, nie prowadzą do wejścia poziom wyżej. Odwrotnie, odbierają energię, skupienie i jasność w dążeniu do celu.

Po przeczytaniu Esencjalisty z trudem, ale próbuję ustawiać priorytet. Tak, priorytet, a nie priorytety. Priorytet – z łacińskiego prior – znaczy pierwszy. I powinien być w liczbie pojedynczej. Tu znów nasza chciwość rozmnożyła jeden cel na… ile się da. Posiadanie wielu priorytetów powoduje, że ciężko jest stwierdzić, co jest naprawdę ważne. Bo, jak pisze McKeown:

„Po raz pierwszy w historii dostępność opcji zaczęła przewyższać naszą zdolność do podejmowania wyborów”.

To widać na wielu płaszczyznach rzeczywistości, w której obecnie przyszło nam żyć. Dlatego konieczność określenia priorytetu powinna dotyczyć różnych obszarów naszych działań.

Sama po przeczytaniu Esencjalisty zaczęłam m.in. zwracać baczniej uwagę na to, co czytam i czy to, co czytam jest faktem czy tylko opinią. Zaczęłam eliminować z życia półprawdy, pseudoinformacje, zaszczepione mi przez innych a nie moje cele, ambicje, obawy. Zaczęłam szanować własny czas, energię, ukierunkowywać dążenia.

Doświadczam już pierwszych efektów tej przemiany: mniejsze zmęczenie, większe zadowolenie z siebie. Skoncentrowanie na WAŻNYM spowodowało, że w krótkim czasie zrobiłam więcej niż wcześniej. I to na czas! Korzyści z tego płyną nie tylko dla mnie. Moje dzieci twierdzą, że jestem „jakaś fajniejsza”.

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
żałoba

Jak poradzić sobie z żałobą?

„Jedynym sposobem na odnalezienie spokoju jest pozwolenie przeszłości na bycie przeszłością” – mawiała dr Elisabeth Kübler-Ross, autorka książki…
pułapka nieodpowiednich pytań

Pułapka nieodpowiednich pytań

Umysł jest tak skonstruowany, że zawsze dostarczy Ci potwierdzenia Twoich teorii i tez. Dzieje się tak, ponieważ sposób…
książki które dodają otuchy

Pięć książek, które dodają otuchy

„Kurz, pot i łzy” Bear Grylls Wciągająca autobiografia nieustraszonego poszukiwacza najbardziej ekscytujących przygód. Podróżnika docierającego w miejsca, w…