© Adobe Stock

Ekologia na niby

1 udostępnień
1
0
0

Choć obecnie ekologia stała się modna, a bycie eko niezmiernie ważne, dla wielu współczesnych ludzi „eko” to tylko produkt – motor napędzania konsumpcji i generator zysków.

Po II wojnie światowej, gdy niemal cała Europa i duża część świata odbudowywała się z gruzów – wszyscy przeszli fazę azbestu i atomu jako gwaranta pokoju na świecie. Kiedy w latach 50. zaczęto syntetyzować plastik na masową skalę, mówiono o rewolucji w życiu codziennym, a wszyscy uczeni, którzy przyczynili się do tego, że był tani, dostali Nagrodę Nobla – Hermann Staudinger w 1953 roku, a Karl Ziegler i Giulio Natta dekadę później. Nie na darmo zalążki dzisiejszej Unii Europejskiej powstały z „węgla i stali” (w 1951 roku powstała Europejska Wspólnota Węgla i Stali).

W czasie PRL-u wszyscy byliśmy ekologiczni, bo mleko było tylko w szklanych butelkach na wymianę, nie było plastikowych opakowań, a makulaturę zbierało się nie tylko w czynie społecznym (z czego powstawał gryzący papier toaletowy). Choć już wtedy kiełkowała myśl ekologiczna z prawdziwego zdarzenia – kilkakrotne próby budowy elektrowni jądrowej, chociażby w Żarnowcu, były przez ekologów skutecznie udaremniane.

Po krótkim, bo zaledwie 30-letnim zachwycie nad kapitalizmem i neoliberalizmem, kiedy to upajaliśmy się tym, co nowe, a kiedyś niedostępne (plastik, tańsze samochody i materiały budowlane), pławiąc się w nieograniczonej konsumpcji (czego symbolem stały się walające się wszędzie puszki po alkoholu albo torebki foliowe, kiedyś na wagę złota), w końcu przyszedł moment opamiętania. Coraz bardziej kurczące się zasoby naturalne, gwałtowne ocieplenie klimatu, widmo grożącej katastrofy klimatycznej i naruszone już niemal wszystkie ekosystemy na kuli ziemskiej pokazały człowiekowi, że jest jedynym gatunkiem, który robi wszystko, by wyginąć. Dystans wobec natury to skutek uboczny postępu cywilizacji.

Ekokryzys – przerażenie i olewka

Społeczność Avaaz przeprowadziła niedawno badanie lęku klimatycznego u dzieci i młodzieży. To największe z dotychczasowych badań tego rodzaju – objęło 10 tysięcy osób w 10 krajach świata. W każdym zbadanym kraju stwierdzono bardzo wysoki poziom lęku przed kryzysem klimatycznym. Badanie pokazało również, że lęk ten nie wynika jedynie z obserwowania groźnych katastrof, ale wiąże się również z konsekwentną bezczynnością władz, które nie działają na tyle zdecydowanie, by skutecznie powstrzymać kryzys.

Te wyniki są przerażające, a psychologowie mówią, że lęk klimatyczny dotyczy nie tylko dzieci. Odczuwają go ludzie w każdym wieku, na całym świecie.

Wyniki badania mogą odegrać ważną rolę w procesach sądowych, takich jak ten współfinansowany przez Społeczność Avaaz, w którym młodzi ludzie pozywają do sądu władze 33 krajów. Autorzy raportu postarali się, żeby przed tegorocznym szczytem klimatycznym wyniki badania trafiły na biurko każdego decydenta i mogły wpłynąć na prowadzone negocjacje i na politykę rządów. Sekretarz generalny ONZ wspominał o wnioskach z badania w przemówieniu do światowych przywódców, pisały o nim już wszystkie istotne światowe media.

Zastanawiające jest to, iż mimo lęku klimatycznego, mimo tysięcy badań dowodzących globalnego ekokryzysu, świat masowo i gwałtownie nie wdraża wszelkich możliwych proekologicznych rozwiązań. Dlaczego ludzie nie walczą o ratowanie planety? Dlaczego w podejściu do ekologii jest tak wiele ignorancji, lekceważenia lub pseudoekologii?

Ekodezinformacja

Kryzys klimatyczny to nie tsunami i nie spadający na Ziemię wielki meteoryt. Prawdopodobnie nie zmiecie nas z powierzchni globu w dwie godziny. Wszystko wskazuje na to, że za naszego życia nie doświadczymy tego, co w tym kryzysie najgorsze. To przyjdzie za dwa–trzy pokolenia. Może właśnie dlatego nie traktujemy go dostatecznie poważnie.

Ale co to znaczy poważnie? Zero waste, życie w stylu slow czy gospodarka cyrkularna – czy to nas ocali? Czy to znaczy bycie eko? Czy to wystarczy, żeby uchronić nas od katastrofy klimatycznej?

Według ekspertów nie wystarczą jednostkowe działania. Obecna polityka państw nie prowadzi do rozwiązania związanych z ekokryzysem problemów.

Świat musi podjąć kroki w kierunku radykalnego obniżenia emisji gazów cieplarnianych. I to naprawdę, a nie tylko na papierze czy prezentując dumnie swoje cele zrównoważonego rozwoju, których realizacja w rzeczywistości jest wydmuszką.

– Korporacje od lat przerzucają na obywateli odpowiedzialność za uchronienie planety przed kryzysem środowiskowym. Ludzie często pytają mnie, co robić, aby być eko? W mojej ocenie powinniśmy wymagać od polityków działań systemowych i uchwalania praw, które skutecznie zmuszą korporacje do odpowiedzialności – mówi Kamila Drzewicka z Client Earth Prawnicy dla Ziemi.

Eko fake newsy

Ekologia – jak każda inna dziedzina życia społecznego – jest korupcjogenna. Politycy, korporacje, ci, którzy na ekologii mogą ubić jakieś interesy, szukają rozmaitych sposobów na wykorzystanie ekomody i społecznych ekolęków.

Środowisko globalnej sieci, życie w czasach hiperinformacji sprzyjają generowaniu plagi niesprawdzonych newsów. Na takich newsach różne strony pod hasłem „eko” mogą wiele ugrać. Przykład?

W lipcu opinię publiczną zelektryzowała wiadomość o tym, jak jeden bogacz wystrzelił rakietę w kosmos. Młoda Lewica grzmiała na Twitterze:

„Dzisiaj najbogatszy człowiek na świecie leci w kosmos. Jego lot wyemituje 75 ton CO2. Miliard ludzi nie wyemituje takiej ilości dwutlenku węgla przez całe swoje życie… Jeff Bezos jest uosobieniem ludzkiej pychy, niszczącej planetę w imię prywatnych korzyści”.

Popularny portal Demagog badający, czy wiadomości, jakie pojawiają się w mediach nie są przypadkiem fake newsami, od razu zareagował:

„Wczorajszy lot Bezosa nie wyemitował 75 ton CO2 do atmosfery. Rakieta New Shepard firmy Blue Origin, którą Jeff Bezos odbył wczoraj lot w przestrzeń kosmiczną, napędzana jest paliwem z ciekłego wodoru i tlenu – w wyniku spalania emituje zatem wodę (dwutlenku węgla podczas spalania są jedynie marginalne ilości)”.

Doszliśmy do prawdy? Bynajmniej. Demagog nie dodał już bowiem, że wytwarzanie wodoru łączy się z wysokim poborem energii. Że wyłącznie w przypadku, gdyby cała ta energia pochodziła z OZE, to ten lot byłby bez- albo niskoemisyjny. Tymczasem przy locie Bezosa tak nie było.

Lewica miała swoje pięć minut w sieci, Demagog swoje. A ekologia? Wokół niej znów powstał chaos, który podzielił społeczeństwo, zamiast zjednoczyć je we wspólnej sprawie.

Bardzo ciekawe przykłady ekologicznych fake newsów można znaleźć w książce Merchants of doubts, gdzie pokazano, w jaki sposób wielkie think tanki „siały wątpliwości” w zakresie dziury ozonowej, kwaśnych deszczów, palenia tytoniu czy globalnego ocieplenia.

Warto sprawdzić swoją wiedze w quizie: Etyczna moda. Co o niej wiesz?

Eco-shaming

Popularna jest opinia, że posiadanie dzieci nie jest ekologiczne – planeta jest przeludniona, a poza tym wychowanie dziecka zostawia taki ślad węglowy, że osoby odpowiedzialne nie powinny myśleć o zakładaniu rodziny.

Prawda czy eco-shaming? Czy planeta rzeczywiście nie jest w stanie pomieścić więcej ludzi, czy może raczej nie jest w stanie zaspokoić coraz bardziej rozbuchanych konsumpcjonistycznych ludzkich potrzeb? Może nie tyle wina w ilości naszego gatunku, lecz jego grabieżczym sposobie bycia? Może nie tyle kwestia indywidualnych ludzkich wyborów, co systemowego podejścia?

Tego typu wątpliwych kwestii jest więcej.

Powtarza się nam, że mamy segregować odpady, kupować ekologiczną roślinną żywność. A tymczasem mimo iż coraz więcej ludzi to robi, ilość śmieci na Ziemi nieustannie rośnie, a żywność eko (wielki biznes z niejasnymi standardami oraz procedurami certyfikacji) pozostawia w kwestii eko wiele do życzenia.

Ci, którzy lansują się na eko, są ekologiczni tylko wtedy, kiedy im wygodnie. Dobrym przykładem może tu być casus Norwegii, kraju szczycącego się wdrażaniem różnych ekologicznych rozwiązań. Tymczasem ten sam kraj do karmienia łososi kupuje soję z Brazylii, państwa, które masowo wycina lasy równikowe pod uprawę tejże.

Idąc tym samym tropem, spójrzmy na firmy odzieżowe czy te produkujące zabawki. Dumnie sprzedają one rzeczy z recyclingu – zwykle droższe od tych nie z recyclingu i specjalnie ometkowane. Ostatnio powstał nawet model białego lego – całkowicie z odzysku, z plastiku PET z wyrzuconych butelek. Czy to jest eko? Jak szybko ten nowy twór znajdzie się na śmietniku? Czy powstały z „odzysku” mikroplastik nie jest aby mniej trwały?

Warto przeczytać: Rewolucja w szafie w 7 krokach

Poruszyć system

To, że na hasłach eko można się dziś wylansować, wybić się, zarobić niezłą kasę, ugrać coś dla własnych korzyści, prowadzi do tego, że rozmaite podmioty ekonomiczne i polityczne grają ekologią, realnie zaś nie robią nic istotnego na rzecz rozwiązania kryzysu klimatycznego. Przerzucanie odpowiedzialności za opanowanie kryzysu klimatycznego na jednostkę (moda na życie „eko”) to w gruncie rzeczy manipulacja, odwracanie uwagi jednostek od prawdziwych źródeł kryzysu oraz od sensownych sposobów wyjścia z niego.

– Problemem jest to, że rozpędzony mechanizm nieustającej produkcji i konsumpcji wcale się nie zatrzymuje, przez co drobne działania biznesu w kierunku eko to zdecydowanie za mało – zauważa Kamila Drzewicka. – Kryzys ekologiczny jest efektem nie tyle pojedynczych działań i wyborów ludzi, co systemu ekonomicznego, który od dekad opiera się na niezrównoważonym zużywaniu tzw. surowców naturalnych. A przecież większość naszych kluczowych zasobów kiedyś się skończy. Na szczęście zwykli ludzie mogą skutecznie działać – na przykład wybierać partie, które proponują konkretne działania na rzecz ochrony środowiska; wybierać firmy, które prowadzą autentyczne działania na rzecz środowiska; redukować swoją konsumpcję czy organizować się lokalnie na rzecz zmian i wywierać presję na władzę. Musimy domagać się zmian systemowych, bo w ten sposób zminimalizujemy zachowania, które mogą być przedmiotem eco-shamingu.

Wzbudzanie winy za kryzys klimatyczny w pojedynczym człowieku nic nie da. Bo temu kryzysowi ani pojedynczy człowiek, ani nawet pojedynczy rząd z pewnością nie dadzą rady. Konieczne są globalne zmiany systemowe, które zmienią konsumpcyjne zachowania ludzi na naszej planecie.

– Problem zmiany zachowań konsumpcyjnych będzie z dużą dozą prawdopodobieństwa narastał w kolejnych latach. Mamy świadomość, że transformacja dotychczasowych wzorców produkcji i konsumpcji musi nastąpić, a to będzie wymagać przeprojektowania sposobu myślenia zarówno przedsiębiorców, jak i konsumentów. Wywoływanie poczucia eko winy bez gruntownej edukacji i dania szansy na zrozumienie jak indywidualne wybory przekładają się na funkcjonowanie całego  systemu nie wydaje się najlepszym rozwiązaniem. Potrzebujemy silnego głosu naukowców i pracy na rzetelnych danych. Z drugiej strony zmiana dziać musi się po stronie biznesu, który ma duży wpływ na to, co i w jaki sposób konsumujemy. Biznes też musi wykonać ważną pracę zrywając z greenwashingiem. Te dwie strony muszą się spotkać w ramach wspólnego celu, jakim jest ochrona środowiska. Innym ważnym graczem są ustawodawcy, którzy powinni nakreślić kierunki mądrej polityki wspierającej odpowiedzialne zachowania i umożliwiającej osiąganie realnych celów środowiskowych – mówi dr Agata Rudnicka z Wydziału Zarządzania Uniwersytetu Łódzkiego.

Jest bardzo dużo nierozstrzygniętych kwestii dotyczących ekologii, zrównoważonego rozwoju i tego, co powinniśmy robić jako jednostki, a co jako państwo w celu ratowania planety. Mimo to warto zaangażować się w konstruktywne ekodziałania. Bo najgorsze z możliwych wyjść to udawanie, że problemu nie ma lub że to nie mój problem, nie moja odpowiedzialność.

Warto przeczytać: 7 mitów o globalnym ociepleniu (które mają uśpić Twoje sumienie, gdy w tym czasie planeta ginie)

może Ci się spodobać

Prezent z drugiej ręki

Kilka lat temu nawet nie wpadlibyśmy na taki pomysł. Ale dziś świąteczny podarunek „z drugiej ręki” może być…
radykalizacja młodzieży

Młodzi coraz bardziej radykalni

W Polsce i na świecie proces radykalizacji poglądów i zachowań społecznych przybiera na sile, stanowiąc poważne zagrożenie dla…