Dzień nieodległości

Dzień Niepodległości powinien skłaniać do refleksji o wolności. Niestety, od kilku lat jest okazją do walki ludzi o różnych poglądach. Nadzieja w ludziach młodych i dzieciach, którzy chcą łączyć, nie dzielić.
5 udostępnień
5
0
0

Zbliża się 11 listopada. W polskim kalendarzu to dzień oznaczony jako święto narodowe. Od jakiegoś czasu jednak to, co narodowe przestaje nas łączyć, a zaczyna dzielić. Dzień Niepodległości – zamiast napawać radością, skłaniać rodaków do refleksji o wolności –stał się najpierw narodową stypą, potem stypą dla uprzywilejowanych, aż w końcu polem bitwy podzielonych żałobników. Może czas wyjść z tego impasu?

Plakat narodowców „Nasza cywilizacja, nasze zasady”, zachęcający Polaków do udziału w tegorocznym Marszu Niepodległości, ponownie zantagonizował społeczeństwo. Na nim bowiem rycerz à la husarz (z najeżonym czerwono-białymi kolcami palem na plecach zamiast charakterystycznego dla husarii skrzydła) rozłupuje mieczem tęczowo-czerwoną gwiazdę, dając jasny sygnał, że na narodowym marszu nie ma miejsca dla lewaków i LGBT+.

W odpowiedzi na tę prowokację, część Polaków wystosowała apel, aby narodowców olać: „niech się biją sami ze sobą, niech sobie husarzą, niech maszerują samotnie”.

Zasadniczo jesteśmy niepodlegli, w praktyce prowadzimy wojnę podjazdową przeciw sobie samym, we własnym gnieździe. Standardowo z braku obcego wroga, produkujemy sobie wrogów wśród swoich. Jak byśmy nie potrafili żyć w pokoju i w spokoju, jak byśmy wciąż musieli być naspidowani, gotowi do bitki, żeby w ogóle poczuć, że żyjemy. Jak by ktoś po osiągnięciu przez Polskę niepodległości zapomniał wyłączyć nam przycisk awaryjny, który zawiadamia o niebezpieczeństwie. Trawieni zbiorową paranoją, widzimy obcego w siostrze, bracie, matce, ojcu, dziecku, w sąsiedzie za płotem. Gotowi jesteśmy podzielić się o wszystko: covidowcy przeciw antycovidowcom, pro-life kontra pro-choice, prawica vs. lewica, praworęczni przeciw leworęcznym, gorszy sort vs. lepszy sort, a ostatnio nawet kobiety przeciw kobietom, mężczyźni przeciw mężczyznom, katolicy przeciw katolikom.

Twórca internetowy Krzysztof Gonciarz przeprowadził ankietę na Instagramie. Zapytał polskich użytkowników tego medium, jak im się żyje w tej „wolnej”, a wewnętrznie podzielonej Polsce. Okazało się, że wiele rodzin już nie siada razem do stołu, nie spotykają się też wspólnie podczas grudniowych świąt, rodzice i dzieci przestali utrzymywać ze sobą kontakt, przestali ze sobą rozmawiać. Wielu przyjaciół przestało się rozumieć i wspierać, a wielu znajomych powykluczało się nawzajem z grona znajomych. W życie dotąd bliskich sobie osób wkradły się obcość, niechęć, wrogość. Osią niezgody stały się poglądy, opinie, ideologie. Alergia na różnorodność.

Za niepodległość naszego kraju miliony osób zapłaciły życiem. Obcych, którzy chcieli nas podzielić i zaorać nasz kraj było wielu. Dziś nie ma już obcych, a my – rodacy – niszczymy się sami od środka, w niwecz obracając trud i poświęcenie ofiar, które tę wolność nam wywalczyły. W tym kontekście stwierdzenie ze wspomnianego plakatu „nasza cywilizacja” brzmi raczej groteskowo niż dumnie.

Pogubiliśmy się w tej wolności. Spartoliliśmy, czyniąc z Polski klatkę, w której sami ze sobą się dusimy. Czy potrafimy wyjść z tego impasu? Czy też może podzielimy się jeszcze bardziej? Rozpętamy w tej naszej klatce własną, polską, narodową wojnę domową?

Nie znam odpowiedzi na te pytania. I bynajmniej nie jestem wolna od tendencji do dzielenia czy antagonizowania. Jestem częścią tej zbiorowej paranoi.

Na szczęście są w Polsce ludzie, których umysły nie są jeszcze zryte żadną ideologią, żadnymi „jedynie słusznymi poglądami”. I myślę, że właśnie ich pomysłów na wolną Polskę czasami warto posłuchać.

– Mamo, jutro założę galowe spodnie – zakomunikował czteroletni Gucio po powrocie z przedszkola.

– A dlaczego akurat jutro musisz mieć galowe? – zapytała mama.

– Bo jutro w przedszkolu mamy dzień nieodległości – odpowiedział chłopiec, dla którego lockdown odcinający go od przyjaciół był ogromną traumą, niepodległość zaś wciąż jest abstrakcją. Za to nieodległość kojarzy się z czymś szalenie ważnym, bliskim i przyjemnym.

Niech zatem 11 listopada 2020 roku będzie dla nas, Polaków, wspaniałym dniem nieodległości.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

może Ci się spodobać

Dobre intencje

Podobno w piekle posadzki i ulice wyłożone są szlachetnymi pobudkami ludzi. Czyżby nasze dobre chęci wcale nie zbliżały…
widok z okna

Widok z okna

W związku z tym, że coraz wyraźniej ujawnia się w Polsce społeczny podział na dwa fronty – wolnościowy…
równowaga

Równowaga

„Równowaga”, jak każde słowo, stanowi jedynie szkielet, na którym umysł nadbudowuje mięsiwo, materię złożoną z własnych chciejstw, wyobrażeń…