Droga do Piekła © Adobe Stock

Dobre intencje

4 udostępnień
4
0
0

Podobno w piekle posadzki i ulice wyłożone są szlachetnymi pobudkami ludzi. Czyżby nasze dobre chęci wcale nie zbliżały nas do „raju”? Konflikty, które dziś dzielą Polaków niejako odpowiadają na to pytanie. Niby wszyscy chcą dobrze, walczą o szlachetne cele: życie, minimalizacja cierpienia, godność, a wychodzi… płacz i zgrzytanie zębów.

Dlaczego jest tak, że ludzie, którzy występują z racji słusznej w ich przekonaniu sprawy, nierzadko kierowani wzniosłymi pobudkami etycznymi, czynią z życia innych piekło? Zwolennicy pro-life w założeniu walczą o prawa tych, którzy sami obronić się nie mogą. To zupełnie tak samo jak obrońcy praw zwierząt. Oni przecież też są głosem bezbronnych, uciśnionych i słabszych. Intencje zwolenników pro-choice również są szlachetne, wszak bronią praw kobiet do wolności, do podmiotowości, do godnego życia. Nawet narodowcom, gdyby przyjrzeć się im bliżej, przyświecają przecież wzniosłe cele – obrona tradycji, rodzimego dziedzictwa itd. Ich hasło „Bóg, Honor, Ojczyzna” – czyż nie brzmi dumnie, nie stoją za tym pewne wartości? Zasadniczo wszyscy chcą dobrze, a wychodzi źle. Ludzie snują się po ziemi podzieleni, wrogo nastawieni jedni do drugich, gotowi wydziedziczać się nawzajem i pozbawiać praw, w tym prawa do istnienia, z powodu racji słusznych i słuszniejszych. W dużym skrócie wygląda to tak, że od obrony życia szybko przechodzimy do wewnątrzgatunkowej, międzyosobniczej potrzeby wyrżnięcia w pień tych wszystkich durni, którzy myślą inaczej niż my.

Niechybnie wszyscy skończymy w piekle.

W Królestwie Ciemności

Pewnego razu śniło mi się, że w ramach wycieczki krajoznawczej trafiłam do Piekła. Nie mam zapędów religijnych, ale mój umysł postanowił skorzystać z kalk kulturowych i zaoferował mi senne wizje w duchu symboliki religijnej z rodzimego poletka. Jednak w miejscu, w którym się znalazłam nie było charakterystycznych dla obrazów piekła kotłów ze smołą, ognia trawiącego grzeszników ani diabłów zacierających z uciechy łapska, że rząd dusz smaży się w gęstym bigosie. W tym piekle wiało pustkami. Jak w muzeum w czasie powszechnego lockdownu. Wystrój wnętrz nie zachwycał. Zupełnie nie w moim guście. Złoto i marmury, atłasy i dekory, przepych do urzygania. Trump Style. Dla amatorki minimalizmu istny koszmar. Przede wszystkim jednak nuda.

Byłam głęboko rozczarowana siedzibą Szatana. Nadal nie wiem, dlaczego mój Anioł Stróż (AS) – bo to on wpadł na pomysł tej wycieczki – postanowił zabrać mnie akurat w to miejsce. Jak to jednak z ASami bywa, te zwykle nie mają czystych intencji. Pod pomysłem każdego ASa z reguły czai się jakiś niecny, mentorski plan. Niby wychodzisz z takim ASem letnią porą pohasać sobie po łące, połapać na słonku witaminę D, a tu bęc… jakaś przypowieść z morałem, jakieś zdarzenie, co wywraca ci życie na drugą stronę i każe łykać kolejną pogłębioną duchowo porcję świadomości. Nie, z ASem sobie nie podokazujesz, nie doświadczysz zwyczajnie błogości chwili, radości bycia tu i teraz. Jak gdzieś wybierasz się z ASem, licz na to, że zaraz coś pieprznie.

Tak więc kiedy AS w trakcie zwiedzania tych wiejących nudą piekielnych zakamarków zwrócił mi uwagę na cudnej urody muzealne podłogi, nie wiedzieć czemu skrywane pod majestatycznie ciężkimi dywanami, od razu poczułam pismo nosem.

Posadzki w piekle rzeczywiście były zjawiskowe. Misternie skomponowane mozaiki z kamieni szlachetnych i minerałów: elbaitów, fluorytów, bizmutów, czaroitów, labradorytów, chalkantytów… Istna feeria barw i blasku. Co za kontrast w stosunku do reszty piekielnego wystroju.

– Piękne! – zachwyciłam się.

– Prawda? – uśmiechnął się Anioł. I ten uśmiech wcale mi się nie spodobał.

– No, dobra, wal – zażądałam. – Już ja wiem, że coś knujesz. Co to właściwie jest i dlaczego w tym koszmarnym miejscu zakrywa się akurat ten jedyny warty uwagi element dekoracji?

Cokolwiek by nie mówić o ASach, miały one na tyle dużo przyzwoitości, by nie pogrywać z człowiekiem w przeciąganie liny, stopniowanie napięcia i inne zmyślne taktyki pseudorozwojowe, dlatego na odpowiedź nie musiałam długo czekać.

– Och, te przecudnej urody kruszce to… dobre chęci, wzniosłe idee, szlachetne pobudki, słuszne intencje. W piekle, jak widzisz, nikt nie zwraca na nie żadnej uwagi. Są nawet mniej wyeksponowane niż inne elementy w tym wnętrzu. Te dywany mają podkreślać wyraz pogardy tutejszych gospodarzy dla nich. Przyjrzyj się im dokładnie – zaproponował Anioł, podając mi wyczarowaną na poczekaniu lupę. – Widzisz?

Z dużą dozą nieufności wzięłam do ręki szkło i zaczęłam oglądać pierwsze z brzegu malachitowe cacko. Aż podskoczyłam z wrażenia. W środku kamienia zamknięto jakąś duszę! Biedna wiła się, krzyczała. Targał nią gniew, domagała się sprawiedliwości. W ametystowym kamyku było już spokojniej. Tam natrafiłam tylko na wycieńczenie i rezygnację. Z opala ziała bezgraniczna pustka – dusza niczym czarna otchłań bez dna. W górskim krysztale znalazłam strach. W jadeicie rozpacz. We wszystkich zaś zapowiedź czegoś nieuchronnego… wiecznej samotności.

– Ale dlaczego? – spytałam Anioła. – Przecież oni… one… wszystkie chciały dobrze?

– Tak, dlatego tak pięknie się mienią. Zobacz jakie są barwne, jak błyszczą. To ich nagroda. Czyż nie tego chciały? Dobrze wyglądać, być dobrze postrzeganym: przez ludzi, przez Boga, przez swoje odbicie w lustrze?

– Oni wszyscy chcieli dobrze nie dla siebie, lecz dla innych! Chcieli zmieniać świat, sprawiać, by stawał się lepszy! – zaprotestowałam.

– Ci, którzy tu trafili nie chcieli, by świat stawał się lepszy – odpowiedział Anioł. – Zmarnowali życie dowodząc, że są lepsi od świata. Że mają na tym świecie nad czymś lub nad kimś kontrolę, że mają wpływ na cokolwiek innego niż oni sami. Próbowali podpiąć resztę świata do swoich iluzji. W imię wolności ograniczali wolność innym, w imię ratowania życia odbierali je innym, w imię sprawiedliwości czynili niesprawiedliwość, w imię miłości siali nienawiść, w imię minimalizacji cierpienia mnożyli je. Ich poglądy stały zawsze przed życiem, opinie przed prawdą, wzniosłe słowa przed dobrymi czynami. Spójrz… – Anioł jednym zwinnym ruchem zdarł z muzealnej posadzki ciężki piekielny dywan. – Tak właśnie błyszczy pycha.

Tej autorki: Rozwój to zmiana


Obudziłam się z myślą, że i ja mam dużą szansę uzupełnić oczko w piekielnej posadzce.

Krótka droga do piekła

W ubiegłym tygodniu w WP.pl ukazał się wywiad z Moniką Zuber, teolożką i pastorką Kościoła Ewangelicko-Metodystycznego. W rozmowie tej Zuber powiedziała między innymi:

„Człowiek staje się lepszy poprzez miłość, a nie cierpienie. Jest ono wpisane w egzystencję, często nie możemy od niego uciec, ale to nie znaczy, że stajemy się przez nie lepsi. (…) Cierpienie nie uszlachetnia. (…) Brać na siebie krzyż to brać na siebie konsekwencje swojej miłości. (…) Na Bliskim Wschodzie, gdzie powstawało Pismo Święte, język jest bardziej czasownikowy, więc i miłość jest postrzegana bardziej czasownikowo. Tak właśnie mierzy się zaangażowanie: że jestem, wspieram, robię, pomagam. Czyli czynem, a nie dobrym słowem, radą, myślą. (…) Narzucanie innym standardów, których nie chce się samemu spełnić, jest bardzo typowe dla fundamentalizmu religijnego. Proszę zauważyć, że ci ludzie nie doskonalą się w miłości do drugiego człowieka, tylko w tworzeniu przepisów, krytyce, obwinianiu. (…) Znam mnóstwo wolontariuszy i ludzi, którzy potrafią piękne rzeczy robić tuż obok nas. I nie znamy ich nazwisk, w mediach ich nie zobaczymy, to nie są gwiazdy. Niestety, nie znajdziemy ich również wśród polityków. Bo to są ludzie, którzy potrafią całe swoje życie oddać innym. Bez nich nie dalibyśmy rady jako społeczeństwo, to im należy się chwała”.

Przeczytaj także: Bóg jest Miłością?

Nie jestem religijną fundamentalistką, w ogóle z religią mi nie po drodze, a jednak mam wielkie szanse stać się częścią piekielnego bruku. Dopóki poglądy przesłaniają mi prawdę, słowo zastępuje czyny, idea jest ważniejsza od człowieka, zwierzęcia, życia… Dopóki wyciągam sztandary, by zbawiać świat, zapominając, że moim podstawowym zadaniem jest owo zbawianie zacząć od samej siebie.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

może Ci się spodobać

Wojna?

Na ulicach, w mediach, w sieci wybrzmiewają obecnie hasła: „To jest wojna!”, „To rewolucja!”, a my w SiedemÓsmych…

Zmiana

Mówi się, że zmiana to jedyna pewna w życiu. Generalnie nie lubimy zmian, boimy się ich. Warto jednak…
równowaga

Równowaga

„Równowaga”, jak każde słowo, stanowi jedynie szkielet, na którym umysł nadbudowuje mięsiwo, materię złożoną z własnych chciejstw, wyobrażeń…