Dłonie

13 udostępnień
13
0
0

Bez pośpiechu nakładam wełniany pulower. Zdejmuję z półki pudełko pierników. Żegnam wzrokiem goldenkę Honey, która cicho pochrapuje na miękkim legowisku i ruszam w odwiedziny do mamy. Dziś nasz rytualny wieczór z rummikubem.

Mama wita mnie szerokim uśmiechem i jeszcze szerszym uściskiem. Na stole czekają już dzbanek herbaty, klocki i tabliczki do gry. Wstępne pogaduchy ograniczamy do minimum. Dziś rządzi rummikub.

Pierwszy łyk herbaty biorę, jednocześnie układając klocki. Mama liczy je, smakując pierniczka. Zgadza się, jest 14.

– Losujmy, kto rozpoczyna! – rzuca komendę.

Ech, cóż z tego, że wylosowałam klocek o wyższym numerze, skoro nie mogę jeszcze wyłożyć żadnej sekwencji. Dobieramy więc kolejne.

Zatrzymuję wzrok na maminych dłoniach. Nigdy wcześniej nie patrzyłam na nie tak uważnie. Są jak mapa odległych krain. Zmarszczki niczym wzgórza i doliny, poprzecinane rzekami ledwo widocznych żyłek. Kiedyś piękne i smukłe, dziś chorobowo opuchnięte, wykrzywione reumatyzmem palce, wskazują na szmat drogi, jaką przebyły z ich właścicielką. Ile w tych dłoniach jest historii? Ile pracy przez nie wykonanej, czułych gestów, którymi przez lata mnie karmiły: pocieszając, dodając otuchy, pielęgnując, wyrażając troskę, wspierając. Zresztą na takie gesty wciąż mają siłę, wciąż wyrywają się do nich z ochotą, jakby ich przeznaczeniem było opiekować się i przekazywać miłość.

– Schodzisz czy dobierasz? – maminy palec z niecierpliwością stuka w stół, wyrywając mnie z nostalgii.

– Tak, tak już dobieram – odpowiadam.

Na stole pojawiają się czerwone klocki w sekwencji 2, 3, 4, 5 oraz trzy szóstki, pomarańczowa, czarna i niebieska. Łącznie dając sumę 32. Mama idzie jak burza. Ja zaś znów zawieszam się na jej dłoniach. Ile uścisków one podarowały, ile dzieci wygłaskały, ile otarły łez? A ugotowane obiady, wytrzepane dywany, pozmywane naczynia, wydźwigane zakupy, ułożone bukiety, udekorowane choinki?

– Dżoker! – wykrzykuje mama. I jest to okrzyk triumfu, bo tym razem dobrany przez mamę klocek sprawił, że ja przegrywam z kretesem.

W gruncie rzeczy jednak czuję się wygrana. Jestem szczęściarą, że dane mi było dorastać pod opieką tych dłoni, dłoni, które za kilka dni będą świętować 80-lecie swojej pracy na ziemi.

– Jakaś dziś, córuś, jesteś nieobecna – spostrzega mama. – Coś się stało? Coś Cię trapi? – dopytuje, znów gotowa na wsparcie.

– Nie, nie, mamo, wszystko w porządku – mówię, głaszcząc jej dłonie. – Kocham Cię.

W cyklu Momenty przeczytaj też: Potwór i Filiżanka

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
filiżanka

Filiżanka

Po strechingu moje ciało jest gotowe, by rozpocząć nowy dzień. Teraz czas na przebudzenie zmysłów. Spoglądam w okno.…
zima

Zima

Nadeszła zima. Za oknem mojego domu świat – niczym panna młoda – wystroił się na biało. Słońce, jakby…
przesyłka

Przesyłka

W czasach zamkniętych galerii handlowych popularność zyskują zakupy online. Prosto, szybko, z dostawą towaru do domu lub paczkomatu,…
wiewiórka

Wiewiórka

W czasie izolacji, pandemii, chaosu, niepewności natura przynosi chwilę wytchnienia, spokój, radość. Daje nadzieję. Spacer po parku to…
pomarańcze

Pomarańcze

Na stole obok półmiska z pomarańczami rozsypuję garść goździków. Gdy pierwszy z nich przebija mięsistą skórkę cytrusa, dzieje…
zaklęcie

Zaklęcie

W życiu każdego z nas zdarzają się chwile, które zostają z nami na zawsze. Jedną z tych, które…