stawianie granic
© Adobe Stock

Dlaczego warto stawiać granice?

11 udostępnień
11
0
0

W praktyce granice określają, gdzie zaczynam i kończę się „ja”. Są warunkiem wyznaczenia naszego miejsca w otaczającym świecie. Dla wielu z nas stawianie ich jest kłopotliwe, wymaga dużej mobilizacji i kosztuje sporo stresu. Bez nich jednak jesteśmy zdani na kaprysy innych ludzi i pozbawiamy się wpływu na własny los. Zupełnie jak w historiach Anety i Iwony oraz Justyny.

Aneta i Iwona

Poznały się w klubie książki. Znajomość zainicjowała Iwona, żywiołowo wychodząc z ofertą przyjaźni i odwożąc nową znajomą do domu. Anecie imponował rozmach koleżanki z klubu i jej odwaga w zabieraniu publicznie głosu na temat przeczytanych lektur. Między kobietami już na starcie dała się jednak odczuć różnica majątkowa. Iwona to rozwódka, korzystająca z zabezpieczeń wywalczonych w sądzie od byłego męża-przedsiębiorcy. Aneta – urzędniczka obracająca się w rzeczywistości, w której koniec z końcem wiąże się „na słowo honoru”. O ile Iwonie różnice w statusie majątkowym między nią a Anetą zupełnie nie przeszkadzały – podkreślała zresztą nie raz, że w koleżance ceni sobie jej znajomość prawdziwego życia i brak zadęcia, typowego dla środowiska zajętego pomnażaniem pieniędzy, w jakim obracał się jej eks – o tyle Anecie już nie było to tak obojętne.

Koleżanka na piedestale

Anecie nie do końca udało się zbudować relację z Iwoną na szczerości. Wszystko przez to, że zaczęła się czuć przez koleżankę lekceważona. Na początku znajomości była zachwycona faktem, że mogą wybrać się razem do modnej kawiarni, oczywiście na koszt majętniejszej z nich. Częste spóźnienia Iwony zdawały się w tym świetle nieistotnym szczegółem. Z czasem jednak zaczęły Anecie doskwierać. Bywało, że stała pod lokalem nawet pół godziny, a koleżanka radośnie ogłaszała przez telefon, że jeszcze nie wyszła z domu.

– Zaręczała, że będzie za pięć minut i radziła, żebym spokojnie zaczęła pić kawkę bez niej – opowiada Aneta. – Nie zdawała sobie sprawy, że ta kawka kosztuje tyle samo, co moje zakupy spożywcze na cały dzień! Poza tym czułam się jak służąca, czekająca na królową. Miałam tego po dziurki w nosie.

Aneta zaczęła sobie uświadamiać, że jej relacja z Iwoną od początku ułożyła się niezbyt harmonijnie, a ona sama stała się swego rodzaju zakładniczką tejże. Iwona zapewniała ją, że nie ma problemu z fundowaniem poczęstunku, wręcz cieszy się, że może sprawić jej radość, ale czy uprawniało ją to do nieliczenia się z czasem Anety?

Jak w tej sytuacji poruszyć sprawę notorycznych spóźnień? – zastanawiała się Aneta. – Przecież jeśli wyrażę swoje niezadowolenie, wyjdę na niewdzięczną naciągaczkę.

Relacja między Anetą a Iwoną zaczęła się psuć. Ta pierwsza coraz mniej chętnie odbierała połączenia od znajomej z klubu, a przed spotkaniami w klubie drżały jej ręce.

Co się ze mną dzieje? – martwiła się.

Bierność z nutą zazdrości

Gdyby Aneta przyjrzała się swojej sytuacji z pomocą specjalisty-psychoterapeuty, mogłaby odkryć, że z domu rodzinnego wyniosła specyficzne poczucie niższości. Córka dwojga urzędników, słyszała od rodziców wieloznaczne komentarze na temat bogatych ludzi z ich otoczenia. Z jednej strony było w nich nieco potępienia dla tych za materializm, z drugiej wyraźna nuta zazdrości.

Jednocześnie także przekonanie, że życzliwość ze strony rzutkich i przedsiębiorczych ludzi należy przyjmować, docenić i korzystać z niej, póki się da, jak z niespodziewanego daru losu.

Z takim bagażem przekonań, nigdy wcześniej przez nią niezweryfikowanych, Aneta weszła w relację z Iwoną. Z pozycji bezbronnej petentki, która powinna cieszyć się względami i nie narzekać na cenę, jaką musi za to płacić. Bynajmniej nie w pieniądzach, raczej w złości, którą tłumiła (trzęsące się ręce), a która domagała się uwolnienia.

Daję, co mam najlepszego

Anecie nie przyszło dotąd do głowy, że mogłaby dla odmiany zapraszać koleżankę do siebie. Pokazać jej, jak żyje, dać się poznać jako zapobiegliwa gospodyni, potrafiąca zorganizować małe przyjemności bez wydawania dużych kwot. Z kolei sama mogłaby dopuścić do siebie myśl, że Iwona nie jest „złotym cielcem”, lecz zwykłym człowiekiem. Że jej spóźnienia nie muszą wcale oznaczać, iż lekceważy koleżankę, ale być elementem jej temperamentu, jak szybka jazda samochodem czy robienie wokół siebie „szumu”. Możliwe, że podobnie Iwona zachowuje się w relacji z wieloma swoimi znajomymi. Aneta natomiast ze stosunkiem do bogatszych, wyniesionym z domu, traktująca towarzyszkę jak niepodważalny autorytet, do którego nie powinno się mieć zastrzeżeń, czuła się zachowaniem koleżanki zraniona. Odbierała je jako wycelowane w nią samą, jako zapłatę za przyjaźń.

Różnice mogą karmić, a nie dzielić – dlaczego warto stawiać granice

Teraz Anetę czeka zainicjowanie ważnej rozmowy z Iwoną, jeśli nie chce, aby nagromadzona złość spowodowała wybuch emocji i awanturę. Może powiedzieć jej, że czekając pod kawiarnią, czuje się zlekceważona i to ją bardzo złości. Sprawdzić, jak koleżanka przyjmie ten komunikat i zapowiedzieć, że kolejne takie sytuacje sprawią, iż będzie musiała zrezygnować ze spotkań. Jeśli zaś Iwona wykaże szczerą skruchę, Aneta ma szansę zaproponować jej budowę tej relacji od nowa, już na bardziej partnerskich zasadach.

Obie mogą skorzystać na dzielących je różnicach, mieć wgląd w życie, jakie na co dzień nie jest ich udziałem – i przez to poszerzać własne horyzonty. Rzecz w tym, by utajone uczucia Anety wyszły na światło dzienne w postaci jasnego komunikatu: „Na to nie chcę się dłużej zgadzać, porozmawiajmy, co dalej z tym zrobimy?”.

Warto przeczytać: Życie jest zbyt krótkie, aby się wikłać…

Justyna. Łatwiej zrobić niż odmówić

Justyna uważa, że najlepiej jest zgadzać się na różne prośby i żądania, jakie mają wobec niej znajomi i rodzina.

– Zrobienie przysługi potrwa krócej niż ceregiele z odmową – mówi, czym prawdopodobnie unieważnia własne prawdziwe odczucia. Kiedy zaczyna je choć trochę analizować, wychodzi bowiem na jaw, że sytuacja wcale tak prosta nie jest.

Sąsiadka Justyny, starsza pani, przywykła do tego, że może do niej zapukać o każdej porze i liczyć na herbatę oraz rozmowę o wnukach, połączoną z oglądaniem zdjęć. Młodsza sąsiadka jest też na zawołanie, gdy trzeba pomóc w domu i przynieść zakupy ze sklepu.

– Gdyby żyła moja mama, tak samo zajmowałabym się nią. Rozumiem sąsiadkę, wiem, jak to jest być samej – twierdzi Justyna, która jest singielką. – Z drugiej strony… – złości się. – Nie zdążę się przebrać po pracy, a pani Krysia już stoi pod drzwiami. Tak jest codziennie.

Z obawy przed fundamentalnymi pytaniami

Zarówno siostra, jak i ojciec Justyny oczekiwali, że to ona będzie w pełni zajmować się pielęgnowaniem chorej matki. Dla Justyny było to dość oczywiste, bo były sobie z mamą wyjątkowo bliskie. Unikała więc proszenia o to, by inni członkowie rodziny przejęli na siebie część obowiązków.

– Nie chciałam kłótni i wypominania, byłam wystarczająco przygnębiona stanem mamy – tłumaczy swoją postawę.

Kiedy matka zmarła, kobieta nie miała odwagi, aby znaleźć czas na pełne przeżycie żałoby. Dopuszczenie do siebie straty, przeżycie jej i opłakanie prędzej czy później zakończyłoby się poczuciem pustki i nieuchronnymi pytaniami: Czego Justyna chciałaby dalej?, Co ją zajmuje i daje jej radość?, Jaki kierunek powinno dalej obrać jej życie? Starsza pani z mieszkania naprzeciwko jakby automatycznie weszła w rolę biorczyni jej uwagi. A ona zgodziła się na to, bo danie sobie dość przestrzeni na fundamentalne pytania ją przerażało.

Zakaz buntowania się

Justyna wie, że zasadniczo unika odmawiania innym. Kiedy to zrobi, staje się niespokojna, bojaźliwa, spodziewa się, że zaraz wydarzy się coś niedobrego. Dlatego właśnie chętnie rozdaje przysługi. Potem ma poczucie, że jest kimś „w porządku” i bez wyrzutów sumienia przyjmuje pozytywne reakcje osoby obdarowanej jej czasem i zaangażowaniem.

– To nie jest tak, że nic z dzieciństwa nie pamiętam. Mama była bardzo niezadowolona, jeżeli się przy czymś upierałam, albo czegoś nie chciałam. Chodziła z taką chmurą na twarzy i nie pozwalała mi się do siebie przytulić. Bardzo to przeżywałam, bałam się, że taka już zostanie na zawsze. Ustępowałam jej szybko – wspomina Justyna.

Tymczasem na różnych etapach dorastania bunt jest niezbędny do określenia, gdzie przebiegają granice osobowości dziecka, a później młodego człowieka. Nie ma innej drogi do dobrego poznania siebie. Niestety, Justynie nie wolno było stawiać jasno sprawy, ujawniać, czego pragnie, co i dlaczego wydaje jej się nie do przyjęcia. W konsekwencji teraz nieświadomie oczekuje odrzucenia, gdy powie otoczeniu wyraźnie: „nie” lub „chcę”. Lęk, który wówczas odczuwa, jest lękiem dziewczynki, obawiającej się, że kiedy rozgniewa dorosłego, może zostać ukarana chłodem, a nawet porzucona. To ją zniewala i sprawia, że często czuje się, jakby była w sytuacji bez wyjścia.

– Właściwie nie wiem, od czego mam zacząć. Nie rzucę się przecież na podłogę przed sąsiadką i nie będę krzyczała jak dziecko: „Ja nie chcę!” – drwi z siebie ze smutkiem w głosie.

Czas na poznawanie siebie

Na początek mogłaby tu pomóc rozmowa z sąsiadką. Wyjaśnienie, że Justyna potrzebuje także czasu dla siebie i odtąd nie będzie już dostępna dla starszej pani w dowolnej chwili. Może zaproponować umówienie się na konkretny dzień w tygodniu, kiedy ta wpadałaby z wizytą. Postawienie granicy w jej przypadku nie musi się wiązać z całkowitym zrywaniem kontaktu, a jedynie z jego przeorganizowaniem.

Przed Justyną pozostaje zaś wolny czas na przemyślenia i przyjrzenie się sobie samej. Warto, aby poszukała zajęć sprawiających jej radość. Niewykluczone, że dobrze zrobiłoby jej nawiązanie kontaktów z ludźmi w jej wieku, o podobnych przeżyciach. Nie da się ukryć, że dotąd kobieta żyła niejako dla innych, czerpiąc satysfakcję głównie z bycia potrzebną. Testy tego co naprawdę lubi, a czego nie, wciąż są przed nią. Kto wie, może towarzyszenie starszej osobie jest dla niej faktycznie rodzajem powołania i ma do tego pewien dar? Jednak powinna to odkryć świadomie, bez przymusu, bo „tak było zawsze”, czy z powodu ucieczki przed lękiem.

Na poznawanie siebie i określanie granic swojego terytorium nigdy nie jest za późno. Każdy z nas ma prawo je poznać i zadbać o to, aby inni mieli je w swojej życzliwej uwadze.

O tym, czym jest parentyfikacja i jakie konsekwencje niesie przeczytasz w tekście: Gdy dorosłość przychodzi zbyt wcześnie

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać

(Nie) bądź grzeczna!

Prezentację TED TALK z jej udziałem odtworzono prawie 5,5 miliona razy. Gdy była na fali, kibicowano jej. Gdy…