Dlaczego nie jemy psów?

5 udostępnień
5
0
0

4 września ulicami Warszawy po raz kolejny przeszedł Marsz Wyzwolenia Zwierząt. O co chodzi z tym wyzwoleniem? – zastanawiałem się i by zrozumieć lepiej ideę wydarzenia, poszedłem posłuchać maszerujących. W tłumie padło pytanie: Jadasz psy? Brr, co za pomysł – pomyślałem. – Przecież przyjaciół się nie jada.

Nie jemy psów, kotów, koni. No, może z tymi ostatnimi to tak nie do końca, bo czasem w sklepach mięsnych zdarzają się kabanosy z koniny. W Wielkiej Brytanii kilka lat temu odkryto, że w wołowych burgerach było 40 proc. koniny. Podobnie zdarzyło się w Niemczech z konserwami, mięsnymi pierogami czy puszkami chili con carne. Skąd ta konina? Okazało się, że z Polski. A zatem sami przyjaciół jadamy niechętnie, ale innych poczęstujemy, a jakże.

Na bakier z logiką

Spotyka się dwóch kolegów. Gadu-gadu, czas leci, w końcu jeden z nich robi się głodny. Gospodarz proponuje, by ten wziął sobie coś z lodówki. Po chwili lekko zmieniony na twarzy gość wraca z kuchni.

– W twojej lodówce jest martwy kot! – mówi.

– Aaa, no tak. Zdechł dwa tygodnie temu. Nie wiedziałem, co z nim zrobić, więc wsadziłem go do lodówki.

– Jesteś chory! Trzeba mieć mocno nierówno pod beretem, żeby trzymać w lodówce w domu martwe zwierzę!

(Tutaj zostawmy chwilę do namysłu tym, którzy trzymają w swoich lodówkach martwe zwierzęta).

Istnieje jakaś dziwna asymetria w naszym podejściu do zwierząt. Z jednej strony skatowanie psa lub kota jest nie tylko powszechnie potępiane, ale również karane, z drugiej nasza troska o zwierzęta działa wybiórczo.

Sądy coraz częściej orzekają karę więzienia dla zadających cierpienie zwierzętom zwyrodnialców. Ustawa o ochronie zwierząt chroni też m.in. karpie. Zapisane jest wprost, że żywe ryby nie mogą być przechowywane bez dostatecznej ilości wody, umożliwiającej im oddychanie. Jedne sieci handlowe przed świętami stosują się do tego bardziej, inne mniej. Dziesięć lat temu pewien warszawski sklep należący do dużej sieci nie zastosował się wcale. Adwokatka Karolina Kuszlewicz postanowiła, że – ponieważ ryby głosu nie mają – pomoże w osądzeniu sprawców. Zwłaszcza że ewidentnie złamali prawo. Wydawało jej się, że proces – gdzie wina jest ewidentna – pójdzie szybko, a jednak tak się nie stało.

Był rok 2011. Prokuratura dwa razy postanowiła o umorzeniu. Sąd I instancji uniewinnił sprawców. Podobnie sąd II instancji. Jednak mecenas Kuszlewicz się nie poddała. W 2016 roku uzyskała od Sądu Najwyższego odesłanie sprawy do ponownego rozpoznania w sądzie rejonowym. Sąd Najwyższy podkreślił, że „w ostatnich latach doszło do radykalnego przewartościowania w stosunkach człowieka do zwierząt, które przeciwstawiono rzeczy i uznano ich przynależność do świata istot żyjących oraz zdolnych do odczuwania cierpienia, a człowieka zobowiązano do poszanowania zwierząt, ich ochrony i zagwarantowania opieki”.

Po długich bojach skończyło się na ukaraniu sprawców znęcania się nad karpiami – ale prawomocny wyrok zapadł dopiero w 2021 roku.

Warto przeczytać: PrzeRYBAne, czyli karpiem po oczach

No zaraz – można by powiedzieć. – Czy to jednak nie przesada, by aż do sądu kierować sprawę za to, że ktoś trzymał żywe ryby w skrzynkach bez wody? Przecież i tak potem poszły na patelnię?

Zwłaszcza że przecież pamiętamy, że „ryby i dzieci głosu nie mają”. Mój znajomy twierdzi, że niehumanitarnie jest zabijać krowy, ale ryby to co innego, bo one nic nie czują.

Nie ma racji. Ryby choć nie krzyczą, cierpią. Dorota Sumińska, lekarka weterynarii, pisarka i dziennikarka, popularyzatorka praw zwierząt, w książce Dość pisze, że rybia skóra jest „tak delikatna jak rogówka naszego oka. Ryba złapana w sieć czuje to, co człowiek, któremu wpadnie pod powiekę paproszek. Tylko milion razy bardziej. Nie może wytrzymać, nie może nic zrobić, ociera się o ściany zatłoczonego basenu w sklepie rybnym, dręczona ostrym bólem całego ciała. Wsadzona do foliowej torby, dodatkowo się dusi. Bezgłośnie. Człowiek nazywa martwe ryby śniętymi, tyle że one wcale nie zasypiają. One się duszą. W niewyobrażalnych męczarniach”.

A my jesteśmy na to cierpienie ślepi, bo choć widzimy, że się rzucają ostatkiem sił, to nie odbiera nam to apetytu.

Rozmowę z Dorotą Sumińską przeczytasz TUTAJ

Podobnie jak naszym dziadkom nie odbierało go piszczenie raków, które gotowano żywe we wrzątku (podobnie jak pod inną szerokością geograficzną gotuje się żywe homary). Wszak raki, jak ryby też głosu nie mają (a piszczenie to para wodna przedzierająca się przez skorupkę). Kto nie krzyczy, temu można robić krzywdę.

Wyzwolenie zwierząt – wyzwolenie ludzi

Jak widać prawo daje pewne narzędzia ochrony zwierząt, ale inną sprawą jest, by było przestrzegane i egzekwowane.

Nasz stosunek do praw zwierząt mówi bardzo dużo o naszym człowieczeństwie. Ale jest to temat bardzo niewygodny. Bo co jest podstawowym prawem człowieka i – gdyby przyjąć, że zwierzęta powinny mieć prawa – byłoby i ich podstawowym prawem? Prawo do życia. Ale prawo kręgowców do życia oznaczałoby nie tylko zakaz utopienia ślepych kociaków. Jeśli wszystkie zwierzęta miałyby prawo do życia, to nie moglibyśmy ich jeść. Tu jest główna kolizja praw. Nasze prawo do kotleta kontra ich prawo do życia. A kotlet to sprawa poważna.

Jest pewne wspólne doświadczenie dla wielu wegan. Kiedy, z przyczyn moralnych, przestają jeść mięso, starają się podzielić tym doświadczeniem z innymi. Oglądali filmy, wiedzą jak wyglądają fermy kurcząt, jak cielęta krótko po urodzeniu oddziela się od mam i hoduje w maleńkich kontenerach, jak potwornie zwierzęta cierpią, transportowane bez jedzenia i wody na drugi koniec kontynentu.

Opowiadają rodzinie, znajomym, wklejają linki w internecie. Wielu ma osobiste doświadczenia prób pomocy zwierzętom w transportach lub na przykład na fermach futrzarskich. Po takich relacjach liczą na jakieś wielkie przebudzenie, na okrzyki „nie wiedziałem, teraz to już do ust mięsa nie wezmę!”. Liczą, liczą i… nic. Nic się nie zmienia. Kto jadł mięso, nadal je.

Dlaczego tak się dzieje? Bo to nie o wiedzę chodzi. Przecież wszyscy (może oprócz dzieci) doskonale wiemy, skąd bierze się kotlet w sklepie i na talerzu. Że był wcześniej fragmentem żyjącej istoty, która powinna mieć nie tylko prawo do życia, ale i do wolności, radości, zabawy. Ale nasza przyjemność, nasza korzyść jest od tego prawa ważniejsza.

Warto przeczytać: Sylwia Spurek: Czas na decyzje się kończy. Potrzebujemy rewolucji!

W odmawianiu innym praw mamy bardzo długą tradycję.

Na przykład starożytny Rzym opierał się na pracy niewolników. Jakie prawa mieli niewolnicy? Marek Terencjusz Warron w swoim cenionym dziele O gospodarstwie wiejskim dzielił narzędzia rolnicze na trzy klasy: martwe, niemówiące i mówiące. „Martwe” to wozy, „niemówiące” to bydło, „mówiące” to niewolnicy. Właściciel mógł swojego niewolnika zmuszać do pracy ponad siły, mógł torturować lub zabić. Obywatele rzymscy nie mieli w związku z tym najmniejszych wyrzutów sumienia.

Od tej pory trochę się zmieniło. Ale powoli. Na przykład w Wielkiej Brytanii dwadzieścia sześć lat trwała kampania prowadzona przez Williama Wilberforce’a, która w roku 1807 doprowadziła do uchwalenia ustawy zakazującej handlu niewolnikami. Wilberforce argumentował, że niewolnicy też ludzie, jego oponenci podkreślali, że handel niewolnikami z Afryki to podstawa handlu zagranicznego Wielkiej Brytanii.

Jak pamiętamy, do zniesienia niewolnictwa w USA potrzeba było krwawej wojny domowej w latach 1861–1865, ale na zniesienie segregacji rasowej Amerykanie musieli poczekać jeszcze sto lat.

Widać zatem, że prawa człowieka są wcale niestarym wynalazkiem. Na ile chcemy teraz podzielić się tymi prawami z innymi kręgowcami? Dlaczego tak cenimy sobie prawo do kotleta?

Cena kotleta

Po pierwsze, lubimy mięso. Przez setki, jeśli nie tysiące lat było ono synonimem dobrobytu, bogactwa, sytości. Polska kuchnia, podobnie jak kuchnie wielu krajów, jest pełna przepisów mięsnych. Weganie też mogą lubić smak mięsa, bo przecież decyzja o jego niejedzeniu wynika przede wszystkim z pobudek moralnych, a nie kulinarnych. Dlatego taką popularnością cieszą się rozmaite roślinne burgery, sery, kiełbasy – czego nie rozumieją mięsożercy, zarzucając weganom hipokryzję.

Po drugie, współczesne rolnictwo kręci się wokół przemysłu mięsnego. Nie tylko przy bezpośredniej produkcji mięsa, ale też mleka, jak również pasz – to są olbrzymie pieniądze.

Bo jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze.

Przemysł mięsny, drobiowy, mleczny to tysiące firm, miliardy przychodów i konserwatywny rolniczy elektorat, oddający głosy a to na PiS, a to na PSL. Zresztą, było kiedyś powiedzenie, że wybory w Polsce wygrywa się na wsi. Liczą się z nimi politycy, liczy się każdy minister rolnictwa. Na ten przemysł idą też olbrzymie dotacje z Unii Europejskiej.

Kto stanie naprzeciwko nich? Dziewczyny z Roślinnego Qurczaka? Chłopaki z firmy Bezmięsny? Wege Siostry?

System promuje mięso.

Tyle że ten system, nie tylko w Polsce, lecz na całej planecie, zmierza do jej zagłady. Pierwsze ofiarą padły zwierzęta. Według danych WWF w ciągu ostatnich 46 lat z naszej planety zniknęło 68 proc. dzikich zwierząt. Dwie trzecie!

Przyczyną jest utrata siedlisk, spowodowana przede wszystkim wycinaniem lasów pod uprawy. A upraw, głównie soi, potrzeba coraz więcej, by wykarmić niezliczone zwierzęta hodowlane, które mają zaspokoić nasz coraz większy apetyt na tanie mięso. Zwierząt hodowlanych jest na Ziemi dwa razy więcej niż ludzi. A zwierząt dzikich jest na naszej planecie zaledwie 4 proc.

Co ciekawe, gdy jedna część planety musi się odchudzać, druga – głoduje. Zniszczyliśmy środowisko, ale nie rozwiązaliśmy problemów, z jakimi boryka się ludzkość.

Ludzi, którzy nawołują do niejedzenia mięsa, nie można nazwać pięknoduchami. To raczej heroldzi wieszczący zagładę, jeśli nie zmienimy naszych zwyczajów.

Ale czy homo sapiens, który w historii dał się poznać z ogromnej zachłanności i nieskończonego okrucieństwa, potrafi się samoograniczyć?

Jesteśmy jedynym gatunkiem na Ziemi, którego zniknięcie przyniosłoby planecie oddech.

Nie zjadamy psów czy kotów, bo się z nimi zżyliśmy i nie wyobrażamy sobie, by je pokroić i usmażyć. Ale inne zwierzęta tak samo mogą się cieszyć, martwić, cierpieć i radować. Dlaczego zabijamy je, by trafiły na nasz talerz?

Tego autora: 7 mitów o globalnym ociepleniu (które mają uśpić Twoje sumienie, gdy w tym czasie planeta ginie)

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
cnoty niewieście kobieta patrząca w telefon na tle wybuchu

Niewiasta bez cnót niewieścich

Kimże jest niewiasta bez cnót niewieścich? Babonem, niedopchniętą feministką, lesbą, babochłopem, kurwiszonem? Jak sobie wyobrażają cnotliwą niewiastę mizogini…
widok z okna

Widok z okna

W związku z tym, że coraz wyraźniej ujawnia się w Polsce społeczny podział na dwa fronty – wolnościowy…
jak być uczciwym

I jak tu być uczciwym?

– Wszyscy kłamią – twierdził serialowy doktor House, zgrabnie dystansując się tym twierdzeniem od własnej nieuczciwości. Łatwo wytykać…

Rozwód – kres złudzeń

– Wszyscy wkoło się rozwodzą! – dzieli się ze mną spostrzeżeniem koleżanka, której znajomi kolejno odkrywają, że jednak…
singiel

Życie singla

Dlaczego singielstwo budzi tyle kontrowersji? Czy – jak twierdzą niektórzy – jest ono przejawem egoizmu, nieodpowiedzialności, społecznego niedostosowania,…

Dlaczego już nie jestem katoliczką?

Śledząc wydarzenia w Kanadzie, związane z odkryciem kolejnych masowych grobów dzieci zamęczonych w przymusowych szkołach prowadzonych przez Kościół,…