Zrobże coś, Agnieszka Czernecka, fot. Marta Włodarczyk

Czym zająć ręce, by zaznaczyć świat pięknem?

21 udostępnień
21
0
0
Odmierzanie czasu zaczęło się podobno od egipskiego boga Tota, który podzielił dzień na 12 jednostek (z tą częstotliwością obserwowane przez niego pawiany oddawały mocz). Czy człowiek zaczął się już wtedy śpieszyć? Zapewne tak, sprostanie życiu w tempie rozlewów Nilu było gwarantem wyprodukowania niezbędnej ilości pożywienia.

Mamy XXI wiek – dla wygody i oszczędności czasu od dawna używamy pralek i zmywarek, uruchamiane zdalnie irobot oraz ikosiarka praktycznie nie wymagają naszej uwagi. A jednak nadal się śpieszymy, rzadko łapiąc chwile dla siebie. A gdyby tak zapatrzeć się na najbogatszych ludzi XIX wieku? Podróże trwające tygodniami, listy, których całe sterty pisali do szerokiego kręgu znajomych, szachy, szkicowanie piórkiem, muzykowanie i… robótki ręczne.

Kim są ludzie, zajmujący się robótkami ręcznymi? Produkujący własnoręcznie w domowej kuchni mydła, dziergający siatkowe torby na zakupy, szyjący woreczki lniane na chleb. Czy to tylko sposób na zrelaksowanie, pasja, przekonanie o nadrzędnych wartościach ekologii, a może sposób na biznes? Wiadomo, że masowa produkcja azjatycka jest tańsza i ogólnodostępna, ale może nasze domy i nas samych warto doposażyć w coś, co wykonane zostało z duszą i miłością do indywidualnego projektu.

Pętle, węzły, sznur

– Jestem po AWF, jestem niecierpliwa, więc nie dla mnie maleńkie serwetki, chciałam od razu wyszydełkować coś, co będzie widać – śmieje się wysoka brunetka Aleksandra Kowalczyk, właścicielka pracowni szydełkowania artystycznego LOOP. – Dlatego postawiłam na torebki i torebeczki dla dziewczynek (mam kilka zaprzyjaźnionych testerek), kosze, pluszaki. Hobby mnie wycisza, pozwala zebrać myśli. Rodzina przyzwyczaiła się do widoku kłębków, pomaga, jak umie, nawet najnowszy domownik, czyli kot

– A ja kocham kolorowe dywany i właśnie dlatego zaczęłam dziergać. Lubię wielobarwne serwetki, koszyczki, kwietniki, tekstylne opakowania na pojemniki, roznosi mnie energia, stąd nazwa czysto krakowska: Zróbże coś – opowiada Agnieszka Czernecka.

Natomiast Ada Rybak – makramistka, czarodziejka od węzłów i splotów – reklamuje się poetycko: – Na wypłukanym przez wodę kiju snuję jak pajęczyca, czasem łapacze snów, czasem kwietniki.

Nie wyrzucaj, wykorzystaj

– Zaczęło się od potrzeby ekspresji – wspomina absolwentka krakowskiej Akademii Sztuk Pięknych Katarzyna Boguszewska – no i od sterty płytek kafelkowych, pozostałych po remoncie. Zaczęłam na nich tworzyć prace metodą puringu, czyli wylewania warstw farb akrylowych. Uznałam, że to świetny sposób na relaks i utrwalanie wspomnień. Na podobraziach lnianych tworzę podobne projekty, które pięknie komponują się z nowoczesną architekturą, zewnętrzne mechanizmy zegarowe wprowadza do nich mąż. Marka QMA-art to nasz wspólny projekt, jest spełnieniem marzeń o uwolnieniu twórczej pasji właśnie.

https://www.instagram.com/p/CA5MK7YjQSj/
Czy biżuteria może pachnieć kawą?

– Zaczęłam od eksperymentów z kapsułkami, bo wydały mi się takie ładne, a zupełnie niedoceniane – mówi Ewa Polańska. – Pomyślałam, że po spłaszczeniu (dwie deski kuchenne i moje silne ręce) zostanie intrygujący aluminiowy dysk, który można formować, ozdabiać. Śmieci, odpadki, ale po dodaniu kamieni półszlachetnych uzyskałam biżuterię, która prezentuje się godnie i na dodatek daje tyle możliwości: mat, połysk, kolczyki, zakładka do książek. Nauczyłam się wszystkiego sama, zmieniam kształty, eksperymentuję z łączeniem materiałów, mam w głowie projekt dodania do kapsułkowej biżuterii techniki sutaszu. Zapachu kawy w moich ozdobach nie ma, ale w podtekście się pojawia, bo kawoszom na pewno się tak kojarzy. I takich smakoszy zapraszam do mojego sklepu „Szara kropka”.

Marzenia o rękawiczkach

– Skóra moją miłością – deklaruje Kuba Łukasiński. – Zacząłem od tutoriali, zawsze fascynowały mnie naturalne materiały i siła skóry. Od nieśmiałego powtarzania lekcji łączenia, nakłuwania, dziurkowania i skompletowania narzędzi kaletniczych doszedłem do eksperymentów. W ten sposób powstały paski, saszetki, torebki, okładki na notesy i kalendarze. Dochodzę do wyzwań trudniejszych, marzy się wykonanie rękawiczek, ale to muszę jeszcze dopracować.

Co, oprócz nietuzinkowego hobby, łączy wymienionych wyżej twórców? Wszyscy są przewodnikami miejskimi z Krakowa. W tym roku, z powodu pandemii koronawirusa i szczątkowego ruchu turystycznego, mają więcej niż zwykle czasu na hobby. I większą determinację, aby zaprezentować i sprzedać swoje wyroby. Wystawa prac odbyła się podczas pokazu w Galicia Jewish Museum dzięki inicjatywie „Kuźnia talentów przewodnickich” Anny Karteczki-Kusiak, która chciała pokazać rozmaite pasje, często tak odległe od wykształcenia i wykonywanego zawodu.

może Ci się spodobać

Goniące myśli

Wielu z nas zna to uczucie. Kiedy myśli i pomysły nabierają tempa, za którym nie sposób nadążyć. Gdy…