Spirited Away
Spirited Away

Czy anime jest dla dorosłych?

1 udostępnień
1
0
0

Myślicie, że anime jest tylko dla dzieci? Błąd. Anime to najpopularniejszy i najchętniej oglądany gatunek filmowy na świecie. To także część kultury, za którą szaleją nie tylko Japonia czy Stany Zjednoczone, ale również cała Azja i reszta globu. Nie bez powodu w końcu anime dostępne są obecnie na każdej platformie streamingowej na świecie.

W 2015 roku podczas swojego inauguracyjnego przemówienia przed Białym Domem Barack Obama dziękował Japonii za wynalezienie mangi, anime i emoji. Zaś rok później podczas konferencji prasowej przed Australian Open jedna z najlepszych tenisistek świata Naomi Osaka zaskoczyła dziennikarzy, odpowiadając na ich pytania słowami tytułowej piosenki z „Pokemonów”:

„Najlepszym być naprawdę chcę jak nigdy dotąd nikt”.

Skoro prezydent Stanów Zjednoczonych i tak słynna tenisistka mają poważanie dla tego gatunku, dlaczego anime w powszechnym odbiorze to kreskówki dla otaku (grupy fanów), zaburzonej młodzieży czy wąskiej grupy amatorów mang (japońskie komiksy – przyp. red.)?

Otaku, otaku

Od 1983 roku terminem „otaku” określa się osoby bardzo zafascynowane kulturą popularną – serialami science fiction, anime, mangą, piosenkami itp. To ci, którzy:

„Znają różnicę między światem rzeczywistym i wirtualnym, ale wolą być w tym drugim”piszeMatt Alt w Czystym wymyśle. Jak japońska popkultura zmieniła świat.

Momentem przełomowym, po którym przestano traktować otaku z pogardą (wcześniej byli uważani za przerośnięte dzieci, nawet za przestępców) był upadek ekonomicznej potęgi Japonii. Młodzi obywatele nie mogli już liczyć na gwarantowane zatrudnienie jak ich rodzice, a to, co ich fascynowało – przestało być tylko sztuką dla wybranych, lecz weszło do mainstreamu jako pełnoprawna rozrywka. Zaczęły powstawać anime dla każdej grupy wiekowej:

  • dla najmłodszych („Anpanman” o Panu z głową bułki – trzeci najdłużej emitowany serial animowany w Japonii; znalazł się nawet w „Księdze rekordów Guinnessa” – jako serial animowany, w którym pojawiło się najwięcej postaci!), dla dzieci z podstawówki („Doraemon” o kocie robocie);
  • dla nastolatków („Gundam” o megarobocie, „Kształt twojego głosu” o licealiście, który dręczył głuchoniemą dziewczynę i sam stał się ofiarą znęcania);
  • dla starszej widowni („Evangelion” o biomechanicznych robotach, choć w gruncie rzeczy o relacjach, które nas łączą – miłości, nienawiści, pożądaniu; „W tym zakątku świata” o Nagasaki tuż przed zrzuceniem bomby atomowej).

Szaleństwo anime

Animowane filmy rysunkowe – w skrócie anime – cieszą się tak wielką popularnością i akceptacją w Japonii, że regularnie osiągają lepsze wyniki niż wysokobudżetowe produkcje z Hollywood. Przykładowo „Your name” (romans dla nastolatek) Makoto Shinkaia z 2016 roku był na czwartym miejscu najbardziej dochodowych filmów w japońskiej kinematografii.

„Manga i nadawane w telewizji anime, dopracowywane przez kolejne pokolenia twórców, z prostej rozrywki dla dzieci zmieniły się w tętniące życiem medium artystycznej ekspresji” – czytamy w Czystym wymyśle… „Pobudzały marzenia młodego pokolenia, zapewniały zaskakującą inspirację dla ruchów społecznych, aż wreszcie wyrosły na uwielbianą przez wielu konkurencję dla fikcji tworzonej na Zachodzie. Szczególna uniwersalność uroku anime sprawiła, że służy ona zarówno jako rozrywka, jak i coś więcej – jako medium przenoszące wartości kulturowe”.

W Japonii rysunki z anime są wykorzystywane w reklamie, telewizji, Internecie – jedna z najpopularniejszych kampanii Ministerstwa Zdrowia o profilaktyce syfilisu wykorzystała wizerunek „Czarodziejki z Księżyca”.

Jeśli nigdy w życiu nie oglądałaś „Czarodziejki z księżyca” na Polonia 1, nie wiesz co to „Dragon Ball” czy „Pokemon” – przejrzyj nasz subiektywny przewodnik po najlepszych anime wszech czasów, skierowanych głównie do dorosłej widowni.

Hayao Miyazaki

W 2003 roku Amerykańska Akademia Filmowa w ramach uznania finezji gatunku przyznała Oscara „Spirited Away: W krainie bogów” – za najlepszy pełnometrażowy film animowany. Film został również uhonorowany Złotym Niedźwiedziem na festiwalu w Berlinie. Skąd taki sukces? I to światowy, nie tylko azjatycki!

Film przedstawia niesamowite przygody Chihiro, dziewięcioletniej dziewczynki z Tokio, która podróżuje przez baśniowy świat, by uratować swoich rodziców. Obraz ten, osadzony w tajemniczej łaźni odwiedzanej przez menażerię istot inspirowanych miejscowym folklorem i rdzenną religią, był z natury (ale też celowo) ostentacyjnie japońskim filmem, pełnym ukrytych podtekstów dotyczących opłakanego stanu środowiska naturalnego i przeszkód, jakim młode kobiety muszą stawić czoła w życiu społecznym. Mało tego, filmowy obraz jest wzorowany na prawdziwym tajwańskim mieście Jiufen, które kiedyś było japońską kolonią znaną z kopalni złota. Jiufen skopiowano z taką dokładnością, że odwiedzając je w realu po obejrzeniu „Spirited Away…”, ma się wrażenie, że jest się w filmie!

Twórca nagradzanej anime Hayao Miyazaki – jako aktywny krytyk obecności amerykańskich sił wojskowych w Japonii – na znak swojego protestu przeciwko amerykańskiej wojnie w Iraku, nie pojawił się w Stanach Zjednoczonych, nie zwołał też konferencji prasowej. Wydał tylko oświadczenie dla prasy, w którym napisał:

„Wielka szkoda, że nie mogę ze szczerego serca cieszyć się tą nagrodą ze względu na głęboko zasmucające wydarzenia, które mają miejsce na świecie”.

To bardzo w stylu Miyzakiego, który w Japonii jest postacią kultową, wręcz skarbem narodowym.

Reżyser raz na jakiś czas ogłasza, że przechodzi na emeryturę – od 2013 roku ogłosił to już osiem razy, co doprowadza do wrzenia media (nie tylko japońskie). Na szczęście dla fanów mimo słusznego wieku, bo skończył już 80 lat, jego studio Ghibli, powstałe w 1985 roku, nadal tworzy. Miyazaki nazywany jest też „japońskim Disneyem” lub „Murakamim anime”: w jego produkcjach jest magia, siły nadprzyrodzone, walka dobra ze złem i wyraźnie japońska estetyka, niewymagająca znajomości japońskiej kultury, żeby się nimi cieszyć. Jego filmy ocieplają nawet trudne stosunki japońsko-chińskie: „Spirited Away” ustanowiło tam rekord po opóźnionej premierze w 2018 roku, a razem z „Mój sąsiad Totoro” ustanowili nowe rekordy kasowe.

Dla znawców gatunku filmy Miyazakiego są zbyt infantylne, ale uniwersalizm i kunszt ich wykonania zapewnia im rzeszę fanów na całym świecie. Przy okazji, co jest wielkim atutem tych animacji – są wielopokoleniowe, czyli osoba w każdym wieku znajdzie w nich coś dla siebie.

Taką wielopokoleniową produkcją jest, wspomniany tu już, „Mój sąsiad Totoro”. Film opowiada historię duszków leśnych, w zasadzie jednak jest opowieścią o miłości i tęsknocie za chorą, przebywającą w szpitalu mamą. Częściowo stanowi też biografię samego Miyazakiego. On też wychowywał się tylko z ojcem, podczas gdy jego matka musiała leżeć w szpitalu. Totora to urocze leśne stwory, które mogą stać się niewidzialne i mimo że mogą wyglądać groźnie, szczególnie kiedy się złoszczą, to mają dobre maniery i kochają muzykę. W Japonii raczej nie ma nikogo, kto nie zna Totoro. Sukces filmu był nieoczekiwany nawet dla samej wytwórni – z tej okazji wizerunek tytułowego bohatera filmu stał się szybko częścią logo wytwórni i pozostaje w nim do dziś.

Inne najbardziej znane animacje Miyazakiego to (w większości dostępne na polskim Netfliksie): „Laputa – podniebny zamek”, „Podniebna poczta Kiki”, „Szkarłatny pilot”, „Księżniczka Mononoke”, „Ruchomy zamek Hauru” i „Ponyo”.

Rozsądnie i romantycznie

Inne anime „Aggretsuko”, podobnie jak w „Spirited Away”, tyle że bez magii, za to z celnymi spostrzeżeniami na temat pracy salary woman, porusza temat ciężkiego losu kobiet w Japonii. Film opowiada o Retsuko, 25-letniej czerwonej pandzie, która pracuje w dziale księgowym japońskiej firmy handlowej. Perypetie biurowe bohaterów niczym nie ustępują słynnemu serialowi „The Office”, ale bohaterka nie wykłóca się tu ze współpracownikami, tylko daje upust frustracji i irytacji, chodząc co wieczór do baru karaoke i śpiewając death metal. Po pięciu latach codziennej męczącej pracy, Retsuko dochodzi do wniosku, że jedynie wyjście za mąż pozwoli jej zrezygnować z pracy. Co ciekawe, maskotka Retsuko powstała na zamówienie Sanrio, firmy która wylansowała „Hello Kitty”, inne znane anime o słodkiej kotce-dziewczynce. Porównanie tych obu anime jest frustrujące – pokazuje, że choć czasy się zmieniły, bo młode dziewczyny jednak się emancypują (pracują, mogą okazywać emocje), na koniec i tak jedynym ich przeznaczeniem jest małżeństwo.

Warto przeczytać: Producentki, reżyserki, aktorki – czas na równe prawa

Z kolei „Wilcze dzieci” w reż. Mamoru Hosody (który stworzył też postacie do „Neon Genesis Evangelion”) to adaptacja popularnej mangi. Młoda kobieta poślubia wilkołaka, z którym ma dwoje dzieci. Jest to melodramat, ale jaki! Zakazana miłość kończy się śmiercią ojca i Hana zostaje sama z dwojgiem małych dzieci, które z mlekiem matki wyssały człowieczeństwo, ale też po ojcu odziedziczyły zwierzęcą naturę, która daje o sobie znać w nieoczekiwany sposób. Po śmierci męża-wilka Hana wyprowadza się na wieś, szukając spokoju – w mieście jest dla nich za głośno i zbyt niebezpiecznie. Film jest metaforą dojrzewania i macierzyństwa, opowiada o uczeniu się jak pokonywać przeciwności losu i czym się kierować podczas dokonywania życiowych wyborów. Przepiękny wizualnie obraz można oglądać ze starszymi dziećmi lub samemu. Wielkim atutem tego anime jest przepiękna muzyka.

– Seriale i filmy anime mogą wyglądać jak kreskówki, ale wiele z nich jest dalekich od dziecinności. Najlepsze tytuły gatunku są nie tylko złożone fabularnie, ale zawierają sceny dla dorosłych, których nie powstydziłyby się najlepsze hollywoodzkie produkcje. Dodatkowo wiele miejsc przedstawionych w anime istnieje naprawdę i stają się miejscem obowiązkowych wizyt fanów japońskiej animacji z całego świata. To za sprawą anime dowiedziałem się m.in. o dzielnicy Akihabara (seria „Steins Gate”), Yotsuya („Your name”) świątyni Washinomiya („Lucky Star”) czy gorących źródłach Dogo („Spirited Away”). Anime jest dla wielu osób bramą do japońskiej kultury i inspiracją do jej zgłębianiamówi mieszkający od 12 lat w Japonii Michał Mazur, adiunkt na uniwersytecie w Hokkaido, którego ulubione anime stanowią „Spirited Away” i kinowa adaptacja serii „Neon Genesis Evangelion”.

Z kolei Daria Miura, Global Marketing Director w UNITIKA Trading, mieszkająca w Japonii od 1997 roku poleca:

– Jest taki fajny reżyser: Makoto Shinkai. Zaczynał właśnie z Ghibli, ale poszedł swoją drogą. Ciekawostką jest, że w jednym z jego filmów („Your name”) polski artysta Mateusz Urbanowicz rozrysował całą mapę Tokio. 10 proc. scen miejskich, które znalazły się w tym filmie jest rozrysowane przez Polaka. Nastała era Makoto Shinkai, więc filmy Makoto Shinkai są mocno na topie, jako swoista kontynuacja stylu Miyazaki. Fani Ghibli najdą tu wszystko co kochają: artyzm, umiłowanie detalu, studia nad człowieczeństwem, tyle że Shinkai nie ma w sobie infantylizmu.

Tu warto dodać, że jeszcze większym hitem Shinkai niż „Your name” było „Weathering with You” z 2019 roku.

– Na szczególną uwagę zasługuje też produkcja „RahXephon” Yutaki Izubuchi, realizowana w Fuji Tv w 2002 roku – dodaje Karina Jancewicz, malarka, od 14 lat mieszkająca w Japonii. – To seria, która fabułą przypomina „Neon Genesis Evangelion”, w której zarówno główny bohater, jak i postacie drugoplanowe nie są do końca określone w swojej roli. Swoista, psychologiczna zabawa z widzem, naruszająca czasoprzestrzeń, trzyma w napięciu i skłania odbiorcę do rozważań. Główny bohater Ayano Kamina poznaje, a właściwie zna (nie wiadomo skąd) Reike Mishimę, która pomaga mu obudzić moce do panowania nad „robotem” RahXephonem, mającym za zadanie walczyć z Mu, czyli samolotami-robotami niszczącymi Tokio. Oczywiście później okazuje się, że nie była to do końca jego rola, gdyż w pewnym momencie RahXephon opuszcza bohatera. Myślę, że nie będę opowiadać nic więcej, zachęcam do obejrzenia i przeanalizowania, ale chciałabym jeszcze dodać, iż wartość artystyczna, czyli muzyka, zwłaszcza początkowa (Maaya Sakamoto – „Hemisphere”) i końcowa (Ichiko i Mayumi Hashimoto – „Yume No Tamago”) oraz grafika to istny majstersztyk. Nie ma w tym anime ani erotyki, ani przesadnej przemocy, jednakże nie jest to seria dla dzieci ze względu na trudną w odbiorze fabułę. „RahXephon” został stworzony z myślą o nastolatkach i widzach starszych.

Mieszkający od 16 lat w Japonii Rafał Gosieniecki – dyrektor artystyczny i projektant postaci, pracujący przy tworzeniu gier i postprodukcji wizualnej, proponuje natomiast:

– Anime dla dorosłych to temat rzeka i wymagałby własnej gatunkowej półki analiz w księgarni. Podam zatem kilka przykładów, które mi najbardziej zapadły w pamięć, głównie z powodu wysokich walorów produkcyjnych i ich unikatowości. Są to również filmy, do których wracam okazjonalnie, czy to rozrywkowo, czy po inspirację w pracy. „Wicked City” – dark fantasy horror, utrzymany w wizualnej stylistyce filmów noir. Jednym z producentów było studio Madhouse, które jak się okazuje, miało coś wspólnego z większością moich ulubionych anime. „Jin-Roh: The Wolf Brigade” – napisany przez Mamoru Oshii, reżysera „Ghost in the Shell” na podstawie własnego scenariusza mangi (thiller polityczny – przyp. red.). „Ninja Scroll” (o czasach feudalnej Japonii – przyp. red.) to prawdopodobnie jeden z najważniejszych filmów animowanych, stworzonych w Japonii. Cytowany jako jedno ze źródeł inspiracji do filmu „Matrix”. „Ninja Scroll” doczekał się drugiej części, która była serialem animowanym przeznaczonym dla, mam wrażenie, nieco młodszej widowni. Madhouse pełniło rolę studia animacji w produkcji oryginalnego filmu. Skoro wspomniałem seriale animowane, to nie mogę pominąć „Wirtualna Lain” oraz „Texhnolyze” – psychologiczny serial science fiction, oraz surrealistyczny thriller; oba w konwencji gatunkowej cyberpunk. Pomimo że budżetowo obie te produkcje odstają od poprzednich przykładów, scenariusz i rozwiązania wizualne plasują je w mojej opinii na pozycji topowej. Na końcu chcę jeszcze wspomnieć z honorami serie „Blame!”, science fiction manga autorstwa Tsutomu Nihei. Mimo że adaptacje filmowe nie oddały atmosfery mangi, warte są odnotowania. Abstrakcyjna, ale bliższa oryginałowi interpretacja „Blame!” pojawiła się w roku 2003 w formie kilku bardzo krótkich i wizualnie eksperymentalnych epizodów. A w 2017 roku Netflix zaprezentował film pełnometrażowy, który luźno opowiada jeden z epizodów serii. Dla mnie „Blame!” jest zdecydowanie najważniejszą serią, która wpłynęła znacznie na to, co robię zawodowo.

Bawią i uczą

Ciekawostką jest, że są też anime (i mangi) opowiadające o… słynnych Polakach, jak np. Marii Skłodowskiej-Curie, która występuje aż w kilku produkcjach! Na przykład w „Afterschool Charisma” opowiadającej o szkole St. Kleio Academy, do której dostać się mogą jedynie… klony wielkich ludzi. Inna to „Mari to Gali” o perypetiach Marice, dziewczynki, która dziwnym trafem znalazła się w mieście Aalihabara, gdzie spotyka wielu słynnych naukowców, takich jak Izaak Newton, Galileusz czy właśnie Maria Skłodowska-Curie. Z tą ostatnią wybiera się na przykład do gorących źródeł, w których kąpią się razem w wodzie z… radem.

Z wątkiem polskim Joanna Shigenobu, pisarka i dziennikarka magazynu „Tori”, od 15 lat w Japonii, poleca także anime „The Perfect World of Kai”.

– O tym anime dowiedziałam się od czołowego japońskiego pianisty Kyohei Sorita, z którym przeprowadzałam wywiad – opowiada. – Sorita podkładał dźwięki fortepianu pod jednego z głównych bohaterów tegoż filmu Sousuke Ajino. Anime opowiada o przebiegu Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina. Co ciekawe, Kyohei Sorita, zupełnie jak bohater anime Kai Ichinose, zakwalifikował się do konkursu głównego XVIII Międzynarodowego Konkursu Pianistycznego im. Fryderyka Chopina!

Joanna Shigenobu poleca też jeszcze dwie anime.

– Mój nastoletni syn ogląda obecnie w Japonii wielki hit: „JoJo’s Bizzare Adventure”, którego akcja rozgrywa się w Anglii, dokładnie w roku 1880 i opowiada o przygodach młodego mężczyzny o imieniu Jonathan Joestar, znanego jako JoJo. To taka troszkę mistyczna przygodówka – mówi. – Polecam też „Sazae-san” pokazujące życie japońskiej żony w różnych sytuacjach – może być takim troszkę swojskim przewodnikiem po codziennym japońskim życiu.

W Japonii od dwóch lat jest ogromny boom na obozowanie na łonie natury, tak samo jak w Polsce, przez pandemię. Ludzie szukają wytchnienia w przyrodzie i z dala od innych. Sklepy są pełne sprzętu do campingów, popularnością cieszą się wozy camperskie, a w tle wszystkiego jest mega popularna seria mang oraz anime. Seriale anime to nie tylko rozrywka, ale mogą też służyć jako swoiste tutoriale/przewodniki i można się z nich na przykład nauczyć jak obozować. Jeden z takich przykładów to „Laid-Back Camp”, które zaczęło się jako manga, a skończyło na anime i grze, a na emisję czeka pełnometrażowy film. Prefektura Yamanashi, którą pokazano w tym anime przeżyła oblężenie – od czasu emisji odnotowano wzmożoną turystykę lokalną do różnych miejsc kampingu bohaterów.

Warto zapoznać się z anime – jeśli nie jakimś familijnym tytułem („Mój sąsiad Totoro”), to dla dorosłych („Wilcze dzieci” czy „Sprited Away”). Na pewno dowiemy się z nich czegoś o życiu w Japonii, o życiu w ogóle, nawet jeśli w filmie będą elementy magii.

Jeśli jeszcze nie złapałe(a)ś bakcyla anime, dobrze zacząć od półgodzinnej relaksacyjnej kompilacji ze Studia Ghibli:

Przyjemnego oglądania!

Tej autorki: Japonia – marketingowa ściema

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
programy ekologiczne

BBC – w trosce o planetę

11 marca BBC Earth rozpoczyna cykl programów o tematyce ekologicznej. Ale już w niedzielę 7 marca, cztery dni…

Supertata w 7 filmowych odsłonach

Filmów poruszających kwestię ojcostwa jest wiele. W Dniu Ojca przypominamy kilka z tych, w których tatusiowie dokonują rzeczy…

7 najlepszych filmów o końcu świata

W pandemicznej rzeczywistości, czyli od marca tego roku, niezwykłą popularnością cieszą się filmy utrzymane w apokaliptycznym klimacie. Focus…