Agata-Osmiałowska-Brzostowska

Czuły barbarzyńca – akceptacja zamiast walki

69 udostępnień
69
0
0

Jeśli ja, kobieta, odbieram hasło „czułość” jako error, to jak wielkim errorem musi ono być dla mężczyzn?
Rzeczywiście, kobiety mają zdecydowanie większy dostęp do sfery emocjonalnej niż mężczyźni. Mężczyźni wychowywani są na zadaniowców – w przekonaniu o tym, że zawsze muszą dać radę. To powoduje, że nawet jeśli dostrzegają emocje, które w nich są, to o nich nie mówią, blokują je i nie pozwalają wyjść na zewnątrz.

Bo przecież chłopaki nie płaczą.
Dokładnie. I pokutuje to zarówno w obszarach związanych z chorobą, jak i z poznawaniem siebie. Aczkolwiek mam nadzieję, że sytuacja (pandemia), której teraz doświadczamy i związane z nią poziomy stresu, lęku, emocjonalnych trudności, skłonią ludzi do otworzenia się na siebie. Nawet jeśli nie mamy dostępu do wielkiej skali emocji, istotne jest, by siebie rozumieć i z akceptacją podchodzić do swoich wyborów.

Ostatnio jeden z moich kolegów non stop chodził zdenerwowany. Miałam wrażenie, że pod tym wkurzeniem kryje się całe spektrum rozmaitych emocji, a nie tylko złość, gniew. Zapytałam go pewnego dnia: „Co ty właściwie czujesz?”. A on na to: „Nie wiem”.
Bo i skąd ma wiedzieć, skoro nikt nas tego nie uczy ani w szkole, ani w domu. Nie uczy się nas rozpoznawania, rozróżniania i nazywania emocji. A tego trzeba się nauczyć. Trzeba wiedzieć, że każda emocja – złość, radość czy smutek – jest dobra, bo emocja to po prostu informacja. Informacja dla nas, że coś się dzieje i jeśli nie jest OK, to należy coś zmienić. Dziś, mimo iż poszerzają się możliwości zdobycia wiedzy o naszej emocjonalności, bo powstają kursy, webinary, szkolenia online na ten temat, zbyt wielu ludziom jeszcze tej wiedzy brakuje.

reklama
reklama

A dlaczego właściwie ważne jest to, by taką wiedzę posiadać – umieć rozróżniać emocje, mówić o nich?
Jak już wspomniałam, emocja jest informacją o stanie, w którym się znajdujemy. Jeśli mamy kontakt ze swoimi emocjami, to jeśli zauważymy, że sięgają one jakichś skrajnych amplitud, jesteśmy w stanie podjąć decyzje, uruchomić działania, które nam je zbuforują. Dlaczego jest to ważne? Bo zarówno gdy jesteśmy emocjonalnie bardzo nisko (na minusie), jak i bardzo wysoko (na plusie), w naszym organizmie dochodzi do wyrzutu różnego rodzaju hormonów, substancji chemicznych, które mogą powodować różne negatywne skutki, np. bóle somatyczne, napięcia, dolegliwości ze strony układu pokarmowego, bóle głowy itd. To są następstwa długo tłumionych lub długo przeżywanych silnych emocji. Sztuka w tym, żeby dostrzec emocję, rozpoznać ją i… puścić. A puścić jesteśmy w stanie tylko wtedy, gdy mamy świadomość tego, co się zdarzyło.

Nie wiem, czy dobrze to rozumiem. Czy chodzi o to, że jeśli przeżywam np. gniew, bo ktoś mnie czymś uraził i przyjrzę się mu bliżej, dostrzegając, że pod tym gniewem kryje się tak naprawdę i trochę smutku, i trochę lęku, i żalu, to widząc to, mam szansę adekwatnie do danych emocji zareagować, czyli zamiast np. agresji wybrać troskę o siebie?
I tak, i nie. Bo faktycznie możemy odkryć, że pod daną emocją jest inna, ale to jeszcze nie wszystko. Bo kiedy już dostaniemy się do tych naszych prawdziwych emocji, musimy jeszcze zobaczyć, jakie pod nimi kryją się przekonania (myśli). Za każdą emocją bowiem stoi jakieś przekonanie. I to ono generuje to, co przeżywamy.

Czyli to nie inni nas denerwują, tylko my bazując na jakichś istniejących w nas przekonaniach, wybieramy wkurzanie się na innych?
To nie inni wywołują w nas emocje, lecz my decydujemy się na określoną reakcję, w odpowiedzi na bodziec, który odczytamy jako uderzenie w nasze przekonania. Np. jeśli odbieramy to, co ktoś nam powiedział oceniając: „On mnie obraził”, to taka myśl staje się generatorem emocji. Jeśli dotrzemy do tej myśli, możemy zastanowić się: „Czy rzeczywiście czyimś celem było obrażenie mnie?”, „Czy chcę czuć urazę?”, „A może korzystniej dla mnie będzie, gdy to odpuszczę?”. Mając świadomość tego, co leży pod emocją, uwalniamy się od automatyzmów, zyskując wybór. Możemy zdecydować, co chcemy zrobić z tym, co się zadziało, możemy wybrać to, co dla nas najkorzystniejsze.

I tu zapewne znów na ring wchodzi czułość. Bo jak już dokopiemy się do tych naszych automatyzmów, to zapewne ważne jest, by rozbrajać je w poczuciu bezpieczeństwa i zaufania do siebie, a nie np. autokrytyka czy krytyka?
Tak. Praca z czułością tworzy taką bezpieczną przestrzeń.

Czułość kojarzy mi się z delikatnością. Czy rzeczywiście delikatność ma tu znaczenie?
Ogromne, bo proces, który rozpoczynamy, szukając połączenia ze sobą, musi być delikatny i nieoceniający. W innym przypadku, jeśli będziemy się na siebie denerwować, strofować się: „A czemu ja mam tak, a czemu tak nie mam, a dlaczego znowu jestem smutna, a dlaczego znowu mi się czegoś nie chce?”, to automatycznie nakręcamy tę falę niezadowolenia i zamykamy się na innego rodzaju odczucia niż tylko frustracja i cierpienie. A w takim stanie nie możemy pójść do przodu ani zaproponować jakichś efektywnych rozwiązań, które mogłyby pomóc nam wyjść z niesatysfakcjonującego status quo.

Poza tym nie dbając o nasz dobrostan, o nasze poczucie szczęścia, szkodzimy nie tylko sobie, ale i innym. Przecież nasz zły stan wpływa również na otoczenie: inaczej działamy, inaczej podchodzimy do pojawiających się problemów, inaczej reagujemy w relacjach z pozycji osoby akceptującej, mającej poczucie własnej wartości, niż z trybu osoby sfrustrowanej, pełnej napięć.

Akceptacja i podchodzenie do siebie z czułością pozwolą nam być szczęśliwymi?
Wielu z nas poczucie szczęścia lokuje w przyszłości. Mówimy sobie: „jak zrobię to i to, jak coś konkretnego osiągnę, wówczas będę szczęśliwy”. Ale gdy osiągamy cel, okazuje się, że szczęście nie nadchodzi. Dlaczego? Bo szczęście jest tu i teraz, jest stanem wewnętrznym. Mało tego, nikt nam tego poczucia szczęścia nie da. Sami musimy o nie zadbać, odszukać, poczuć.

Może zainteresuje Cię: O szczęście trzeba zabiegać

Mam jednak wątpliwość odnośnie do podejścia, o którym tu rozmawiamy. Jak się tak nad sobą za bardzo rozczulimy, to czy nie trudno nam będzie później wrócić do tej brutalnej, nastawionej na walkę rzeczywistości? Czy taki czuły barbarzyńca ma szansę w ogóle przetrwać w tym świecie?
Nie mylmy czułości z rozczuleniem. Rozczulenie ma raczej pejoratywne znaczenie, rozumiane jest jako osłabienie, zalegnięcie w pozycji ofiary, trochę bliżej rozczulania się, roztkliwiania nad sobą.

Czułość zaś bardziej wiąże się z ideą miękkości, elastyczności. Jeśli więc będziemy wykazywać różne postawy miękkie zarówno do siebie, jak i do ludzi z zewnątrz, to mamy większe szanse nie doznawać urazów, złamań, ran, nie tworzyć podziałów, nie generować agresji, nerwów, złości. W czułości oprócz miękkości liczy się też szacunek, bo on pozwala nam rozpoznać, zrozumieć i trzymać się tego, co dla nas dobre.

Dzięki czułości możemy lepiej komunikować się ze sobą i światem, efektywniej działać, lepiej wspierać siebie i mądrzej pomagać innym, bo oparte na czułości działanie wypływa ze zrozumienia i akceptacji. Rodziny, które opierają swoje relacje na czułości, w przypadku pojawienia się tak trudnej sytuacji jak choroba onkologiczna u jednego z jej członków, będą w stanie sprawniej funkcjonować. Pomagając innym często zapominamy o sobie i swoich potrzebach, co w dłuższej perspektywie obniża jakość naszej pomocy. Czułość pozwala łapać równowagę, harmonizować te wszystkie procesy, jakich doświadczamy i w których uczestniczymy.

Tej autorki: TRE – uwolnić się od stresu i traum

À propos miękkości przypomniał mi się wstrząsający eksperyment amerykańskiego psychologa Harry’ego Harlowa. W eksperymencie tym izolował on młode małpki od matek i zamykał w pomieszczeniu z dwoma kukłami: jedną miękką i ciepłą, drugą zimną i twardą. Miękka kukła tworzyła namiastkę bliskości i do tej małpki się przywiązywały, kompensując sobie kontakt z matką. Natomiast małpie dzieci odarte nawet z takiej namiastki czułości praktycznie wariowały, były bliskie śmierci.
Proszę zobaczyć, co dzieje się z pokoleniami z tzw. zimnego chowu. Dorośli, którym w dzieciństwie zabrakło bliskości, przytulania, czułości mają mały kontakt ze sobą, rozmaite emocjonalne deficyty, problemy w relacjach, choroby psychosomatyczne itd. Jeśli w okresie dziecięcym nikt nie zaspokoił naszych emocjonalnych potrzeb, to jako dorośli nie będziemy potrafili mówić o emocjach, odczuwać pewnych rzeczy, być dla siebie dobrymi, okazywać sobie i innym czułości. Dlatego trzeba o tym mówić i trzeba to zmieniać. Wówczas dopiero będziemy w stanie rozpocząć proces zdrowienia, świadomego życia, uwalniania się od schematów i nawyków, które nierzadko nami rządzą. Mój apel do wszystkich jest zatem taki: otulmy się kokonem czułości i miłości, pochylmy się nad swoimi emocjami, znajdźmy czas na kontakt ze sobą i na akceptację. Bądźmy dla siebie czuli, bądźmy dla siebie dobrzy.


Agata Ośmiałowska-Brzostowska – psycholożka, socjolożka i trenerka biznesu. Absolwentka Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Sopocie oraz Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu; terapeutka simontonowska w procesie certyfikacji. Wiedzę i umiejętności poszerzała na wielu kursach (Racjonalna terapia zachowania; Terapia skoncentrowana na rozwiązaniach; Porozumienie bez przemocy; mediacje). W swojej pracy uwagę kieruje na zasoby i możliwości tkwiące w każdym człowieku, bliska jest jej problematyka psychologii zdrowia i możliwości regeneracyjnych organizmu, jak również techniki kreacji. Nieustannie rozwija swoje pasje: prowadzi warsztaty rozwojowe pomagające przywrócić połączenie ze swoim wnętrzem, pomaga pacjentom onkologicznym (jest związana z infolinią onkologiczną działającą przy Wojewódzkim Centrum Onkologii w Gdańsku). Poza tym codziennie uczy się praktykować uważne życie.

może Ci się spodobać

Mów do siebie dobrze

Zacznij traktować siebie jak najlepszą przyjaciółkę Następnym razem, kiedy popełnisz błąd, zrobisz coś, z czego niekoniecznie jesteś dumna,…
placebo nocebo

Nocebo – efekt, który musisz poznać

Umysł ma wpływ na nasze życie. Istnieje efekt placebo – pozytywnie nastawiony chory zdrowieje, mimo że kuracja nie powinna dać efektów. W tym tekście opisujemy efekt nocebo

Opiekun. Zawód czy misja?

„Jesteśmy wołami, wielbłądami, górnikami i hutnikami życia codziennego. Nikt w tym chorym kraju nie pracuje ciężej od nas.…