Agata-Osmiałowska-Brzostowska

Czuły barbarzyńca – akceptacja zamiast walki

58 udostępnień
58
0
0

Czym różni się czułość od czułostkowości czy rozczulania nad sobą? Dlaczego warto traktować siebie z czułością? W jaki sposób czułość może wpływać na nasze zdrowie, relacje i poczucie szczęścia? – m.in. na te pytania odpowiada w rozmowie z SiedemÓsmych Agata Ośmiałowska-Brzostowska, psycholog, prezes Fundacji Stacja Czułość.

Izabela Marczak: Czym właściwie jest czułość?
Agata Ośmiałowska-Brzostowska
: Przede wszystkim jest to uważność na swoje potrzeby, na to, co się dzieje w ciele i w emocjach. Ciało i psychika są ze sobą nierozerwalnie połączone. Abyśmy dobrze funkcjonowali, oba te obszary muszą być zharmonizowane, w równym stopniu obdarzone uwagą. Czułość otwiera przestrzeń akceptacji, a w takiej przestrzeni możemy dokonywać właściwych, zgodnych z nami i korzystnych dla nas wyborów. Patrząc bowiem na możliwości naszego organizmu, naszego umysłu, każdy jest ekspertem od swojego zdrowia. Kiedy nawiązujemy połączenie z naszymi wewnętrznymi potrzebami, zaczynamy rozumieć siebie, odkrywać swoje stany emocjonalne, kiedy wiemy, co powoduje nasze złe lub dobre samopoczucie, wiemy jak się motywować, wówczas jesteśmy zdolni właściwie zadbać o nasz dobrostan i wesprzeć układ odpornościowy w trudnych dla organizmu momentach. Czułość jest działaniem bez oceny, bez nadmiernych oczekiwań, bez tego, tak nadużywanego w dzisiejszych czasach, słowa „muszę”. Chodzi o to, by zamiast muszę pojawiło się „chcę”, „potrzebuję”.

W Stacji Czułość zajmujecie się osobami dotkniętymi chorobą nowotworową i ich rodzinami. Pewnie wiele osób opiekujących się chorymi ma taki odruch, by zagrzewać ich do walki: „musisz walczyć, nie możesz się poddawać”. Podobnie działają bliscy osób z depresją, próbując je motywować: „rusz się, zrób coś, nie marudź, ogarnij się”. Tymczasem to nie działa, a nierzadko nawet pogarsza sprawę.
Sądzimy, że jak kogoś nie zmotywujemy, jak odpuścimy mu klimat walki, to on się podda i nie będzie miał siły do wyjścia z kryzysu. Często zapominamy przy tym, że człowiek nie jest w stanie przeskoczyć tak po prostu z poziomu emocji ujemnych (smutek, złość, gniew), do poziomu dodatniego (radość, szczęście, zadowolenie). A tego właśnie od chorych się oczekuje. Niestety daje to jedynie taki skutek, że w osobie poddawanej tego typu praktykom wzrasta frustracja i niezadowolenie z siebie.

Znacznie lepszym rozwiązaniem wydaje się akceptacja, poziom środka – zdrowego myślenia (na skali emocjonalnej to obszar pomiędzy skrajnym minusem a skrajnym plusem). Ludzie mają prawo czuć się gorzej, nie mieć siły, nie dawać rady. Jeśli im na to pozwolić, jeśli z tym nie walczą, zyskują czas na regenerację, na wychodzenie z dołka na spokojnie, we własnym tempie, aż w końcu w naturalny sposób pojawia się w nich chęć do zrobienia kroku naprzód. A jeśli ta chęć wypływa z nich samych, a nie z czynników zewnętrznych, ma znacznie większą wartość i siłę do dokonania i utrwalenia potrzebnych zmian. Oczywiście, jeśli stan obniżonego nastroju utrzymuje się długo, wówczas należy zasięgnąć porady u specjalisty.

Gdy słyszę słowo „czułość”, doznaję czegoś, co określiłabym chyba najlepiej jako error. Gdzie w świecie, który pędzi, w którym liczy się walka i przepychanie łokciami, jest miejsce na czułość? Jak się w ogóle w takim świecie o tę czułość otrzeć?
Po pierwsze, warto zacząć od wygospodarowania czasu dla siebie. To nie musi być długi czas. Niech to będzie kwadrans na dobę, ale w przestrzeni, w której będziemy mogli pobyć sami ze sobą. Pobyć i przyjrzeć się naszym myślom, emocjom. Każdy z nas ma w sobie coś takiego jak emocjonalny GPS – wewnętrzny głos, który podpowiada nam: „odpocznij”, „zwolnij”, „nie rób tego, co w gruncie rzeczy ci szkodzi”.

Te podszepty wewnętrznego głosu są znakami, cennymi wskazówkami, którą drogą iść, żebyśmy czuli się dobrze.

Po drugie, warto zadbać o rozszerzanie swojej uważności na to: „co ja chcę”, „czego potrzebuję”, „dlaczego postępuję tak a tak” i szukać zrozumienia różnych, powielanych przez nas każdego dnia działań.

Naszym życiem żądzą automatyzmy, schematy, z których nawet nie zdajemy sobie sprawy. W efekcie wielu z nas tak naprawdę nie żyje świadomie. Nieustannie popychani przez różne zaprogramowane mechanizmy, gonimy za króliczkiem, nie wiedząc nawet po co i dlaczego. Na szczęście istnieją sposoby przerwania tego ślepego pędu. Uważność jest jednym z nich. Pozwala nam zacząć zwalniać i dostrzegać, co kryje się pod tym pędem. Nabywając świadomości siebie i tych mechanizmów, którym ulegamy, mamy też szansę zrozumieć, co mówi do nas nasz organizm – osobisty ekspert od tego, czego potrzebujemy do dobrego, zdrowego życia.

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
polka na zanzibarze

Polka na Zanzibarze

Prowadzoną przez nią kawiarnię w podwarszawskiej Podkowie Leśnej ludzie z tęsknotą wspominają do dziś. Obecnie, żeby posmakować jej…
antropomorfizacja

W naturze nie istnieją misie

– Antropomorfizacja jest tak stara jak ludzie. Od początku byliśmy zainteresowani innymi niż nasz gatunkami zwierząt. Wiele z…