Czas ucieka, a ignoranci brylują na salonach

45 udostępnień
45
0
0

Zaledwie 30–40 lat temu jazda samochodem przez Polskę w nocy oznaczała mycie szyb z martwych owadów. Dziś taki test szyby jasno pokazuje, jak wiele przez tych parę dekad się zmieniło. Tempo antropogenicznych, niekorzystnych zmian jest zatrważające. Trzeba naprawdę sporo złej woli, by tego nie chcieć dostrzec.

Wieś z dzieciństwa pokolenia dzisiejszych 40- czy 50-latków jeszcze w ich pamięci jawi się jako obraz pełen wierzb i starych drzewostanów, z łąkami, które latem ogłuszały odgłosami owadów i śpiewem ptaków. Dziś większość tych wsi to praktycznie łysa, cicha przestrzeń, pełna niskopiennych roślin, uformowanych w idealne szeregi sadów. Rzadkością są wypasające się na łąkach zwierzęta gospodarskie. Nie minął nawet okres życia jednego pokolenia, a krajobraz zmienił się nie do poznania. Ale nie o krajobraz tu jedynie chodzi. Za jego zmianą bowiem poszły i inne przemiany. I oczywiście nie tylko w Polsce, choć my – Polacy – usilnie staramy się owym przemianom zaprzeczać.

Gdy myślimy o kryzysie klimatycznym, na ogół widzimy rury wydechowe samochodów, kominy fabryk i puchnące miasta. Umyka nam z oczu rolnictwo i to, co się z nim dzieje mniej więcej od lat 70. XX wieku.

Paradygmat jak najtańszego jedzenia skierował nasze myślenie i działanie na produkcję masową. Małe gospodarstwa zaczęło wypierać rolnictwo wielkoprzemysłowe. A z nim również na wielką skalę rozpoczęło się niszczenie gleb (zmienianie ich żyzności, zwiększanie użycia sztucznych nawozów). Zaczęły powstawać hektary monokultur, wymagające pestycydów, herbicydów i rzecz jasna olbrzymich ilości wody. Rosnąca globalna konsumpcja tanich kalorii oraz zasobochłonnych produktów żywnościowych stała się motorem napędowym błędnego koła destrukcji.

Obecnie na Ziemi uprawy i hodowla zwierząt zajmują 50 proc. powierzchni niepustynnych. Hodowla zwierząt zabiera 78 proc.powierzchni gruntów rolnych na świecie, odpowiadając za 16,5 proc. emisji gazów cieplarnianych (GHG). Od 1970 roku liczebność populacji ssaków, ptaków, ryb, płazów i gadów zmniejszyła się średnio o 68 proc. W tym samym okresie łączna masa dzikich ssaków zmalała o 82 proc. Rolnictwo stanowi zagrożenie dla 24 000 z 28 000 gatunków zagrożonych wyginięciem.

W dodatku w skali globalnej rocznie około 1,3 miliarda ton przeznaczonych na ludzką konsumpcję jest tracone lub marnotrawione.

os wołającego na… pustyni

Dziś nawet w słowniku PWN związek frazeologiczny „głos wołającego na puszczy” zmieniono na: „głos wołającego na pustyni”.

– W języku nowopolskim „puszcza” to miejsce wprawdzie puste, niezamieszkałe przez ludzi, ale pełne drzew, zwierząt. Dlatego konieczne było zastąpienie „puszczy” przez „pustynię”– tłumaczy Krystyna Długosz-Kurczabowa z Uniwersytetu Warszawskiego.

Prawda jest jednak taka, że dziś prawdziwych puszczy już coraz mniej. Stare lasy zastępują leśne monokultury drzew szybko rosnących i szybko przynoszących „drewniany” zysk. Za to coraz więcej na naszym globie terenów pustynnych, z deficytami wody gruntowej. Głos ludzi zauważających te negatywne zmiany to zatem zdecydowanie głos wołających na pustyni, nie na puszczy.

Trzeciego lutego taki głos (tym razem w sprawie wpływu rolnictwa na globalne zmiany klimatyczne) znów wyszedł w eter – w postaci międzynarodowego panelu ekspertów, zorganizowanego przez organizację Compassion in World Farming* wraz z Programem Organizacji Narodów Zjednoczonych ds. Środowiska (UNEP)** oraz Chatham House***, jednym z najważniejszych na świecie think thanków zajmujących się badaniem stosunków międzynarodowych.

Swoje raporty i uwagi przedstawili w nim: Susan Gardner, dyrektor działu ds. ekosystemów w UNEP, profesor Tim Benton, dyrektor programu Energii, Środowiska i Zasobów w Chatham House, Philip Lymbery, prezes Compassion in World Farming oraz dr Jane Godall, założycielka The Jane Godall Institute i ambasadorka pokoju (znana przede wszystkim z zaangażowanej walki o ratowanie małp naczelnych w Afryce).

Udział w panelu wzięło też młode pokolenie. To, które zbierze żniwo wieloletniego rozwoju kierowanego wyłącznie wzrostem i zyskiem. Pokolenie to reprezentowały: Louise Mabulo z The Cacao Project, rolniczka i przedsiębiorczyni oraz Lana Weidgenant, wiceprzewodnicząca szczytu UN w 2021 roku, dotyczącego przejścia na zrównoważone wzorce konsumpcji, zastępca dyrektora w Zero Hour Int. (młodzieżowa organizacja promująca sprawiedliwość klimatyczną).

Przytoczono wiele wstrząsających danych (patrz infografiki), wielokrotnie podkreślano: „czas nam się kończy”, „niezbędne są daleko idące zmiany, i to na wielu płaszczyznach”. Nawiązano nawet do obecnej pandemii COVID-19, ostrzegając, że jest ona wynikiem m.in. obecnego systemu żywnościowego: „Covid jest produktem ubocznym dramatycznych zmian w produkcji żywności”, „bez szybkich zmian przyjdą kolejne pandemie”. Było mądrze, wrażliwie i merytorycznie.

Kilka dni po panelu jeden z polskich „ekspertów od wszystkiego” napisał z ironią na Twitterze:

@TomaszSakiewicz: Hiszpania już wygrała z globalnym ociepleniem. Oczywiście skoro fakty nie pasują do teorii to musimy mieć anomalię. Pogoda w Hiszpanii to ewidentna anomalia”. Madryt walczy ze skutkami śnieżycy

może Ci się spodobać
rybitwy czarne biebrza

Biebrza – oto, co chcemy zniszczyć

Biebrzański Park Narodowy to jeden z ostatnich ptasich rajów Europy oraz unikalne i najlepiej zachowane torfowiska na europejskiej części naszego kontynentu. Budowa drogi ekspresowej na jego terenie budzi protesty ekologów.