© Adobe Stock

Cywilizacja cherlaków

41 udostępnień
41
0
0

Marudni, egotyczni, zalęknieni, nieodporni, wydelikaceni, chorowici, słabi. Gros ludzi cywilizacji zachodniej to mięczaki. Rozleniwieni i rozmemłani komfortem życia, przy byle życiowej zawierusze rozkładają się na łopatki.

Patrzę na mojego ojca. Zaawansowany parkinson telepie nim codziennie, jakby ktoś włączył mu w ciele młot spalinowy do skuwania asfaltu. Choroba degraduje jego organizm, powodując trudności w koordynacji ruchów, problemy z kręgosłupem i innymi narządami. Ale żebym chociaż raz usłyszała od niego słowa skargi.

Na moje: „Cześć, tato, jak się dziś czujesz?”, zwykle słyszę: „Dobrze, jeszcze nie śmierdzę 😊”.

Mój ojciec traci sprawność, ale się nie poddaje. Rwie się do pomocy. Jest zawsze gotowy do pracy.

– Skosić ci trawę? Narąbać drewna do kominka? – dopytuje nieustannie.

– Tato, przecież pada, nie będziesz rąbał na deszczu – protestuję.

– A co tam deszcz, przecież nie jestem z cukru, nie rozpuszczę się – odpowiada.

W porównaniu z moim ojcem jestem mięczakiem. Ból głowy, łupanie w krzyżu, zadra pod paznokciem i już koniec świata. Jak na dworze jest brzydka pogoda, od razu humor mi siada, wystawić nosa za drzwi się nie chce. A zimą najchętniej zaszyłabym się w jakiejś gawrze i przespała do wiosny. Choć i tak – pocieszam się – w porównaniu z innymi cywilizacyjnymi mięczakami nie jest ze mną tak źle.

Potrafię wbić gwóźdź w ścianę, wyczyścić sobie rynny, skręcić meble, pomalować chatę, położyć płytki na podłodze, tynkować gliną, a nawet ostatnio nauczyłam się (no dobra, tu jeszcze muszę trochę poćwiczyć) wyklepać kosę i skosić nią trawę.

Trochę rzeczy potrafię, ale nie chce mi się ich robić. Robię tylko dlatego, bo muszę, ale co się przy tym namarudzę i naklnę. Bo ciężko, bo nieprzyjemnie, bo zimno, a wolałabym poleżeć pod kocykiem z herbatką i poczytać książkę. No, każdy by wolał, ale czy z tego leżenia pod ciepłym kocykiem będą jakieś korzyści?

Gros mieszczuchów w cywilizacji zachodniej od tego leżenia pod kocykiem, chuchania na siebie i dmuchania, żeby się czasami nie spocić, nie przeziębić, nie wysilić, nie zdenerwować, traci zdrowie – zarówno fizyczne, jak i psychiczne.

Żyją w sterylnych, cieplarnianych warunkach, w otoczeniu białych mebli na wysoki połysk, wymytych mopami parowymi podłóg, wyszorowanych żrącymi specyfikami zlewów i wanien, wyodkurzanych kątów. W czystości i w ciepełku. Na mięciutkich łóżkach i fotelach. Z wszystkim podsuniętym pod nos – z dostawą jedzenia do domu; z udogodnieniami typu smart home, które sprawiają, że nawet nie trzeba wstawać, by włączyć światło, wystarczy tylko zaklaskać czy machnąć ręką; z samochodami, które przewiozą ich z domu do pracy czy do sklepu; z bramami na pilota, żeby nie trzeba było wysiadać z auta i samemu otwierać. Wygoda. Liczy się tylko wygoda. Żeby było bez wysiłku, bez kłopotu, przyjemnie, łatwo.

Warto przeczytać: Mniej

Im bardziej jednak ułatwiamy sobie to życie, tym mniej to wychodzi nam na dobre. Cherlawiejemy. Brak nam hartu i ciała, i ducha. Skrzywiają się nam przez to kręgosłupy – i te fizyczne, i moralne.

Byle podmuch wiatru sprawia, że się przeziębiamy. Kłak kurzu, obecność sierściucha w pobliżu czy odrobina glutenu w żywności wywołują u nas alergie. Chowane w takich warunkach, w kulcie czystości i komforcie dzieci, które już nie żrą, jak choćby moje pokolenie w dzieciństwie, piasku z piaskownicy, brudnych jabłek spod drzewa, nie taplają się na podwórku w błocie, nie biegają boso po śniegu, niedługo po pierwszej wizycie w przedszkolu wracają do domów zasmarkane i gorączkujące.

Tracimy odporność. W dodatku wygoda sprzyja bezruchowi. Coraz mniej się ruszamy, coraz mniej używamy mięśni. Dostęp do rozmaitych ułatwień technologicznych powoduje, że do zawieszenia obrazu na ścianie musimy już wzywać „eksperta”. Przy prostych robotach domowych okazuje się, że mamy dwie lewe ręce. Skręcenie szafki według załączonej instrukcji to już wyższa filozofia.

– Po co rąbiesz to drewno? – zapytał ostatnio moją znajomą jej 17-letni pasierb.

– Żeby była draska na rozpałkę w kominku – odpowiedziała.

– A nie można jej kupić? – zdziwił się.

– Można, ale za mały worek draski w markecie trzeba zapłacić 30 zł – tłumaczyła.

Chłopak wzruszył ramionami. Westchnął i w swej łaskawości postanowił jej pomóc.

– Daj mi te 30 zł, to pojadę i kupię.

Komfort rozpulchnia nam mózgi i pozbawia umiejętności radzenia sobie z problemami. Dobrobyt sprawia, że uwstecznia nam się kreatywność – bo po co coś wymyślać, robić coś samemu, jak w zasadzie wszystko można kupić. Zajmujemy się więc zarabianiem pieniędzy, by nabywać rzeczy, usługi, które dadzą nam jeszcze więcej wygody. Przyzwyczajeni do wysokiego standardu życia, przy byle kłopocie, byle dyskomforcie łapiemy stres i rozstrajamy się nerwowo.

Postęp cywilizacyjny zapewnia nam miękką i ciepłą pierzynkę. Przywykliśmy, że wszystko musi być fast – na już i na wyciągnięcie ręki. Gdy coś krzyżuje nam plany, coś się opóźnia, reagujemy jak rozkapryszone dzieci – niecierpliwie i roszczeniowo. Gdy odczuwamy choćby nikły ból, szybciutko redukujemy go antybólowym specyfikiem. Skutek tego jest taki, że nie potrafimy ani chwili pobyć z bólem, z dyskomfortem, z nieprzyjemnym odczuciem czy to fizycznym, czy psychicznym.

Nic dziwnego, że stając się coraz bardziej cherlawi, nieumiejętni i zależni (np. od kasy, bo ta oznacza możliwość kupienia komfortu), łapiemy rozmaite lęki, zaburzenia psychiczne, kompulsje. Łamie to nasze morale. Stajemy się niezaangażowani, leniwi i skupieni wyłącznie na sobie. Ilu z nas dziś jest w stanie przedłożyć własny komfort dla jakiejś szczytnej idei, dla dobra innych?

Staliśmy się mięczakami. Wydaje nam się, że wszystko możemy, wszystko wiemy, że wszystko się nam należy, nad wszystkim mamy kontrolę, że jesteśmy silni, wolni, niezależni. A tymczasem wystarczyłoby, żeby odciąć nas od prądu i koniec. Po nas.

Cywilizacja pozwala na słabość i chroni słabszych. Odrywa nas jednocześnie od natury, w której szansę na przetrwanie mają głównie najsilniejsi. Pozwala na wygodę i przyjemne życie. Nie znaczy to jednak, że powinniśmy się temu poddawać – być słabi i bezrefleksyjnie taplać się w komforcie. Warto byłoby zastanowić się, jaką cenę płacimy za ten komfort i za tę wygodę.

W żargonie coachingowym powtarza się, że jeśli chcesz się rozwijać, musisz nieustannie wykraczać poza strefę własnego komfortu. Czy zatem cywilizacyjnie rozwijamy się, czy też uwsteczniamy?

Patrzę na mojego ojca i go szanuję. Imponuje mi jego hart ducha, nieroztkliwianie się nad sobą, pracowitość. Nie wiem co prawda czy tego bycia silnym i honorowym nie przypłacił zdrowiem. Wiem jednak, że będąc na jego miejscu, już dawno bym się poddała. Robiłabym z siebie ofiarę, złorzeczyła losowi i stała się zakałą dla innych. A to postawa, która szacunku raczej nie budzi.

Czy jednak oznacza to, że teraz w cywilizacji zachodniej powinniśmy hołdować kultowi siły? Bynajmniej. To już przerabialiśmy. Siła, zasady, a brak przestrzeni dla serca, dla słabości przez wieki trzymały nas w przemocowych, pełnych społecznych nierówności kleszczach.

To, że współczesna zachodnia cywilizacja pozwala nam na słabość, na miękkość, nie jest złe. Wyrównuje to szanse tych, którzy nie zostali dość spektakularnie obdarzeni przez naturę. Umożliwia życie nawet tym, którzy poza cywilizacją raczej by nie przeżyli. Pozwala na rozwój uczuć wyższych, na miękkość, na życie bez nieustannego stanu czuwania w oczekiwaniu na zagrożenie. Niemniej jeśli ktoś jest mięczakiem, czyli wykorzystuje te cywilizacyjne dobra tylko dla wygody, a nie z braku możliwości hartowania się, wzmacniania, to to już patologia.

I te patologiczne zmiany przejawiają się w naszej fizycznej, psychicznej, duchowej i moralnej słabiźnie. Czy jest na to jakieś remedium? Jak to powiadał Neale Donald Walsch, autor Rozmów z Bogiem: „Życie zaczyna się po opuszczeniu wygodnego kokonu”.

Może więc warto zacząć spacerować w deszczu, pozwolić dzieciom taplać się w błocie, zrobić coś fajnego dla innych, nawet jeśli pokrzyżuje to nam plany, porzucić sterylność na rzecz normalności… trenować akceptację dyskomfortu.

Tej autorki: Stres zabija, zabij stres (najlepiej śmiechem)

może Ci się spodobać

Dlaczego nie jemy psów?

4 września ulicami Warszawy po raz kolejny przeszedł Marsz Wyzwolenia Zwierząt. O co chodzi z tym wyzwoleniem? –…

Zmiana

Mówi się, że zmiana to jedyna pewna w życiu. Generalnie nie lubimy zmian, boimy się ich. Warto jednak…
singiel

Życie singla

Dlaczego singielstwo budzi tyle kontrowersji? Czy – jak twierdzą niektórzy – jest ono przejawem egoizmu, nieodpowiedzialności, społecznego niedostosowania,…

Nie moja sprawa

Moją sprawą jest nowy samochód sąsiada, z kim sypia Grażyna z pracy, kto jest winny kryzysu w związku…