samia-mandragora
Samia Mandragora © Weronika Izdebska

Cyfrowy detoks – tu i teraz bez smartfona

16 udostępnień
16
0
0

O tym jak bardzo uzależniliśmy się od obecności w sieci, jak nie potrafimy oderwać się od ekranów komórek czy tabletów, a także o tym jak ważne dziś jest robienie sobie od takiego życia przerw – rozmawiamy z Samią Mandragorą, praktykiem detoksu od nowych technologii, na co dzień zawodowo związaną z cyfrowym światem.

Marta Dudziak: W Twojej działalności sporo miejsca zajmuje „życiowa jakość”. Jednym z jej elementów jest cyfrowy detoks, który raz na jakiś czas sobie fundujesz. Na czym on polega?

Samia Mandragora: Moja praca związana jest ściśle ze światem online, mam jednak wrażenie, że aktualnie wszyscy jesteśmy podpięci pod cyfrową rzeczywistość. Jakiś czas temu zaczęłam zauważać, że wyrabiają się u mnie niezdrowe nawyki. Moja ręka sięga po telefon tylko po to, żeby coś w nim sprawdzić, choć wiem, że nie ma tam czego sprawdzać. Tylko co z tego, skoro mam poczucie, że jednak jest.

Zwróciłam uwagę, że tracę sporo czasu na przewijanie ścianek pełnych informacji i poczułam bardzo duże przeciążenie. Wszystko to zbiegło się w czasie z dwutygodniową wyprawą w góry z moją rodziną. Postanowiłam na czas jej trwania nie włączać Internetu. Dużo wtedy się o sobie samej dowiedziałam. Dużo odkryłam. Zobaczyłam, ile tak naprawdę mam czasu i co mogę z nim robić. Co mogę robić, kiedy na przykład siedzę i na coś czekam – zawsze to był taki moment, że brałam telefon do ręki i scrollowałam. A teraz co?

No właśnie, co?

Nic. Byłam zdeterminowana i po telefon nie sięgnęłam.

Jak się czułaś po odstawieniu telefonu?

Skoncentrowałam uwagę na przygodzie, na czymś nowym, na wysiłku fizycznym. To nie było tak, że siedziałam w domu i nie wiedziałam, co ze sobą zrobić, albo że cierpiałam, bo nie mogłam zgadać się z kimś na Messengerze. Po prostu w tym czasie byłam pochłonięta inną aktywnością. Oczywiście, że czułam czasem taką potrzebę, żeby odpalić telefon i sprawdzić, albo żeby coś zapostować, bo pojawiła się jakaś inspiracja.

Mierzyłam się z dużym dyskomfortem, charakterystycznym chyba dla syndromu odstawienia. Mogę go porównać do takich momentów w swoim życiu kiedy np. próbowałam odstawić kawę. Pierwsze momenty były bardzo trudne.

Kiedy jednak to przetrwałam i przestała mnie dobijać potrzeba zaglądania do telefonu, mój umysł trochę się uspokoił, przekierowywałam uwagę na tu i teraz i przypominałam sobie, że życie dalej się toczy, że jest natura.

Kiedy mam moment, że na coś czekam (na lotnisku czy w pociągu), na detoksie nie uzupełniam tego czasu. Po prostu sobie siedzę. Bardzo dużo się wtedy dzieje. Inna jest dynamika. Obserwuję przyrodę, oddycham, słucham ptaków. Kiedyś to było normalne, dziś urasta do miana wydarzenia.

I co dalej?

Dalej obserwowałam, jakie procesy we mnie zachodzą. Zobaczyłam przede wszystkim, jak dużo przestrzeń wirtualna mi zabiera.

Pamiętam, że kiedy wróciłam po dwóch tygodniach do domu – w ogóle bardzo trudno było mi wrócić, ale musiałam, bo taką mam pracę – miałam już inne spojrzenie na to, jak powinnam funkcjonować. Postanowiłam, że potrzebuję regularnie robić sobie podobne przerwy od technologii. Może nie zawsze przez dwa tygodnie, ale chociażby tydzień. Po trzech miesiącach pracy ponownie zrobiłam sobie tygodniowy detoks, potem znowu na przełomie grudnia i stycznia, kiedy miałam potrzebę nieco zejść w siebie. Odinstalowałam wtedy wszystkie apki i przez miesiąc nie zaglądałam na Instagram, co z biznesowego punktu widzenia może być nie najlepszym pomysłem.

może Ci się spodobać
architektura po pandemi

Architektura po pandemii – nowe trendy

Pandemia koronawirusa zmieni architekturę i projektowanie wnętrz: w mieszkaniach i domach będzie więcej przestrzeni, aby domownicy mogli się…

Drzewa – kosmici są wśród nas

Na Ziemi drzewa są kosmitami, od których możemy się wiele nauczyć. Dystansu, wartości posiadania korzeni, sensu bycia tu…