rewolucja czy ewolucja
© Adobe Stock

Co uratuje świat: ewolucja czy rewolucja?

20 udostępnień
20
0
0

Tempo niekorzystnych zmian, które zachodzą na Ziemi, podpowiada potrzebę szybkiej rewolty; i to na wielką skalę. Przeciwnicy rewolucji optują za mniej gwałtownymi zmianami: „Małymi kroczkami ku dobremu” – mówią. Tylko czy mamy na to dość czasu? A może istnieje trzecie rozwiązanie?

Eksploatacja naszej planety, na której kończą się surowce naturalne, znikają w zastraszającym tempie setki gatunków flory i fauny, ociepla się klimat, co zwiastuje wzrost liczby i gwałtowności katastrof naturalnych, a do tego wciąż rosnąca liczba ludzi na globie, którzy w perspektywie kolejnych dekad zmuszeni będą masowo migrować w poszukiwaniu miejsc nadających się do życia – to wszystko skłania do myślenia, że konieczne są natychmiastowe działania ratunkowe. „Czas nam się kończy – potrzebujemy rewolucji!” – przekonują niektórzy.  – „Każdy dzień zwłoki to kolejne straty, kolejne śmierci, a im dłużej czekamy, tym bardziej efekt się skaluje.

Rzeczywiście, nie mamy czasu. Powinniśmy działać natychmiast. Pytanie jak? Wielu z nas, zwłaszcza w Polsce, na hasło: „rewolucja” dostaje dreszczy. Bagaż historycznego dziedzictwa, pełen wojen, powstań, przemocy i przymusu, jaki pokoleniowo dźwigamy na plecach, sprawia, że rewolucja kojarzy nam się z rozlewem krwi, z ofiarami, z długoletnim niepokojem oraz niewolą.

Alternatywą dla rewolucji wydaje się więc ewolucja. „Zmieniajmy, ale nie gwałtownie. Stopniowo. Krok po kroku. W końcu kropla drąży skałę” – proponują zwolennicy tego rozwiązania. Problem w tym, że ewolucja wymaga czasu, a my go nie mamy. W związku z tym działania ewolucyjne mogą okazać się nawet nie tyle równe, a znacznie obfitsze w ofiary, niż straty, jakie zrodziłaby rewolucja. Bo jeśli dziś na dużą skalę nie wprowadzimy poważnych zmian w naszych antropogenicznych działaniach, jutro nie będzie czego zbierać.

Sytuacja wydaje się impasem. Rewolucja dotknie obecne pokolenie, ewolucja kolejne. Co zatem wybrać?

Może zainteresuje Cię: Ratujmy pingwiny!

Rewolucyjna ewolucja

Nastoletnia córka mojej znajomej przykuła się do drzewa w domowym ogródku, które jej tato postanowił ściąć. Oplakatowane ekohasłami dziecko głośno wołało, budząc sąsiadów: „Nie ma kompromisów w obronie Matki Ziemi”.

W obliczu takiego rozwoju wypadków, ojciec skapitulował. Odsunął kiełkujący mu w głowie pomysł, by do krnąbrnej latorośli wezwać na cito psychiatrę i, dla świętego spokoju, zamiar wycięcia drzewa odłożył na przyszłość, argumentując: „Przecież córka ekolożka kiedyś w końcu się od nas wyprowadzi”.

Egzekucja na drzewie została zawieszona. Skończyło się na przycięciu gałęzi, które ograniczały dostęp światła do domu. Uzyskano tymczasowy kompromis, który zważywszy na zapał latorośli do wyprowadzki, może okazać się wiecznością.

Niespełna trzyletnia córka mojej siostry za każdym razem głośno protestuje: „Nie tu! Nie tu!” – gdy przyuważy dziadka wrzucającego przez pomyłkę papierek do kosza, który nie jest przeznaczony na papier, tylko na puszki oraz inne metale. Szybko biegnie na miejsce „zbrodni” i przekłada papierek do właściwego pojemnika.

Pięcioletni siostrzeniec kolejnej mojej znajomej zdaje się pojmować już, że ubrania z second handów, które kupuje mu mama, nie są powodem do czucia się gorszym, lecz czymś zgoła oczywistym, jak najbardziej właściwym. Wszak jest to dawanie drugiego życia przedmiotom używanym, które w innym wypadku trafiłyby na śmietnik. Ostatnio sam w takim sklepie wybrał sobie różowe adidasy.

– Ale masz ładne buciki – usłyszał od cioci.

– Też mi się podobają. To jest ładny kolor, dziewczynki go lubią. Ja też go lubię. Szkoda by było takich bucików, żeby się zmarnowały i nikt ich nie nosił – wyjaśnił.

Wiele dzieci moich znajomych wpadło w zbieractwo korkowe. Skrupulatnie pilnują, by żadna butelka w domu nie wylądowała w śmieciach z bezcennym plastikowym korkiem. Rodzice złapali podobnego bakcyla i zbierają te korki po swoich znajomych, by pomóc dzieciakowi. Bo im więcej korków się zbierze, tym potem większa chwała, gdy zaniesie je do szkoły czy przedszkola, które wspiera korkową akcję. Oczywiście dla dziecka najważniejszy jest fakt, że dostanie za to dodatkowe punkty i pochwałę od nauczyciela czy nauczycielki, ale zaraz potem jest też pewna duma z tego, że zrobiło dobry uczynek – dla planety i dla niepełnosprawnej osoby, która za korki dostarczone do firmy przetwarzającej plastik dostanie nowoczesny wózek inwalidzki.

Kolejna moja znajoma opowiedziała niedawno, jak jej dziecko dostało histerii i odmówiło zjedzenia na obiad kurczaka. Dziecko skojarzyło, że to, co dostało na talerzu jest w zasadzie trupem tego małego, puchatego stworzonka, które codziennie dokarmia w przyprzedszkolnym minizoo.

Żyjemy w swoich bańkach. W mojej większość stanowią ludzie, którzy wychowują dzieci w duchu poszanowania dla tego, co żyje, w bliskości z naturą. Mam jednak świadomość, że w innych bańkach jest inaczej. Istnieje wiele baniek rodzinnych, społecznych, kulturowych, dlatego złapanie kierunku i celu działania na rzecz wspólnego dobra jest trudne.

Ale kiedy widzimy jak dzieci nasiąkają treściami, które wynoszą ze swoich środowisk, nasuwa się przekonanie, że jedynym sensownym sposobem na stworzenie podzbioru łączącego wszystkie bańki może być… spójna i powszechna edukacja.

Nie chodzi tu jednak o narzucanie innym jednego słusznego poglądu, kompletu wiedzy o tym, jak wygląda świat czy jak powinien być poukładany. W ten sposób nigdy nie stworzy się wspólnej platformy porozumienia. Ale jest być może „dziedzina”, wykraczająca poza sekcję stricte rozumową czy poglądową, która taką bazę stworzyć by mogła – edukacja do empatii.

reklama
reklama
może Ci się spodobać

Dobre intencje

Podobno w piekle posadzki i ulice wyłożone są szlachetnymi pobudkami ludzi. Czyżby nasze dobre chęci wcale nie zbliżały…

Spieszmy się cenić życie

Tragiczny wypadek na wstępie mojego dorosłego życia odmienił mnie i ukształtował. Kilkanaście złamanych kości, półroczny pobyt w szpitalu…
równowaga

Równowaga

„Równowaga”, jak każde słowo, stanowi jedynie szkielet, na którym umysł nadbudowuje mięsiwo, materię złożoną z własnych chciejstw, wyobrażeń…

Uratuje nas śmiech

W nowy rok wchodzę, konając ze śmiechu. Boli mnie przepona, bolą mięśnie twarzy i narządy wewnętrzne. Przez cały…

Zmiana

Mówi się, że zmiana to jedyna pewna w życiu. Generalnie nie lubimy zmian, boimy się ich. Warto jednak…

Widzę ciemność, ciemność widzę

Żeby widzieć, trzeba wiedzieć – powtarzał na moich studiach jeden z profesorów. „Tia” – powątpiewałam wespół z innymi…