Joanna Kołaczkowska, fot. Kamila Markiewicz-Lubańska

Co piszczy w Hrabi? – rozmowa z carycą kabaretu Joanną Kołaczkowską

46 udostępnień
46
0
0

 

Jan Englert o kabarecie Hrabi powiedział, że to „najbardziej inteligentny, kulturalny i profesjonalny kabaret w kraju”. Jego żeńską część Joannę Kołaczkowską nazywa się carycą kabaretu. Nikt z taką jak ona brawurą nie potrafi odtwarzać rozmaitych ludzkich typów, mało kto tak świetnie improwizuje, doprowadzając publikę do spazmów śmiechu. Choć czasy nieśmieszne, artystka przekonuje: „Tym bardziej warto się śmiać”.

Edyta Brzozowska: Nie kręci się pani w głowie od takich komplementów?

Joanna Kołaczkowska: Nie, absolutnie nie kręci mi się w głowie. Za późno na palmę czy szajbę. Jedyne, co czuję i co mnie nakręca to ciekawość. Kręci mnie ciekawość, co się będzie działo z nami za dwa–trzy lata. Ja już dziś odczuwam dziką satysfakcję, wyobrażając sobie, jak będzie funkcjonował Hrabi za 10 lat! Nie ma nic przyjemniejszego w tej robocie.

Na czas pandemii kabaret Hrabi przeniósł się na YouTube. Mamy trudny czas, ludzie umierają. Udaje się Wam w tak dramatycznych momentach naszej rzeczywistości rozśmieszać Polaków?

Od 2018 roku pracowaliśmy nad własnym portalem VOD. Gdy zaczęła się pandemia, mieliśmy już gotowy serwis: www.hrabi.tv. I na nim się skupiamy. Każdy z nas zaczął kręcić i montować filmy, nagrywamy programy. Nasz Tomek Majer, który jest kucharzem, stworzył program kulinarny Kuchnia z Bajerem, Darek Kamys program o improwizorce Umiej z Kamolem, a ja program Wróżbitka Ela, do której dzwonią ludzie z problemami. Elka wróży z kart popularnej gry planszowej. Nasza potrzeba kreacji i ciągła artystyczna stymulacja bardzo nam pomogły przetrwać ten czas. Zrobiliśmy nowy program pt. Ariaci, z naszym przyjacielem i śpiewakiem Czesławem Jakubcem.

Śmiech to dobre remedium na trudne czasy?

Obecnie chyba jedyne remedium. Teraz bardzo potrzebujemy się śmiać, wybuchać tym gromkim śmiechem, wbrew wszystkiemu i wbrew strachowi. Zwłaszcza jemu wbrew. Bywa, że się bardziej lękam o to, czy wrócimy do jakiejś formy dawnego życia. Po paru dniach jednak włącza mi się dobry w skutkach mechanizm obronny. Lęk znika i wszystko widzę optymistycznie.

Czy łatwo pani było przestawić się na mówienie do szkiełka obiektywu? Bo powtarza pani zawsze, że to reakcje ludzi dają paliwo do tego, aby „być na scenie dynamitem”?

Tym bardziej trudno jest przestawić się na czerpanie energii i radości z grania do widowni wyobrażonej. Jakoś to sobie rekompensuję, zwykle fantazjuję na ich temat, że siedzą gdzieś w domach i śmieją się mówiąc „Ależ to jest dobre!”.

Nie brakuje pani kontaktu z żywą publicznością? Wasi widzowie zadają co prawda pytania w internetowych wejściach na żywo, ale to jednak zupełnie inny rodzaj interakcji.

Nic nie zastąpi żywego widza, człowieka, który jest blisko nas i z innymi widzami ogląda nasz spektakl. Przyszedł po coś, a my mu oferujemy to coś, mając nadzieję, że zgramy się w oczekiwaniach. Bo nie możemy ukrywać, że my też mamy wobec widzów pewne oczekiwania. Jednym z nich jest pragnienie, by trzymali poziom. Dzięki temu my też będziemy.

Jako kabaret w ubiegłym, już pandemicznym roku, mieliście jubileusz. Jak wyglądałoby świętowanie, gdyby nie koronawirus?

Mieliśmy w planach imprezę, osiemnastkę. Niemal jak nastolatek, który kończy ważny strategicznie wiek. Nie zdążyliśmy, ale zrobimy huczną imprezę 20-latka, który ma świadomość, że zaczyna kolejne dwadzieścia lat. Nie mamy wyjścia.

Chyba nie byłoby możliwe, abyście współpracowali ze sobą: pani i reszta mężczyzn, gdybyście się nie lubili. Prywatnie też się przyjaźnicie?

Tak, nie wyobrażam sobie na stałe pracować z kimś, z kim łączy mnie tylko zwykła znajomość. Przecież bycie w kabarecie Hrabi wiąże się z byciem w trasie, w hotelu, podczas posiłków, w garderobie i na scenie. To bycie ze sobą na dobre i złe. Żeby powstawały dobre rzeczy, trzeba się w nich pławić. Wyłącznie z ludźmi, z którymi łączy nas przyjaźń.

Jak się pani odstresowuje?

Najlepszy na stres jest masaż twarzy (refleksologia), trening z trenerem, oglądanie filmów, słuchanie muzyki. Ale też rozmowy z przyjaciółmi, czytanie… Jednak chyba najbardziej lubię wymyślać nowe przedsięwzięcia. A potem… je realizować. I oczywiście, z zaciekawieniem oczekiwać efektu.

Wracamy do śmiechu jako remedium na depresję?

Oczywiście. Sama przechodziłam w życiu różne trudne sytuacje i zauważyłam, że gdy przełamię smutek i strach uśmiechem (albo śmiechem) – dzieją się cuda. Człowiek się budzi do życia. Ta pozytywna energia wynikająca ze śmiechu przekłada się na samopoczucie.

Co panią śmieszy na co dzień?

Śmieję się często: z drobiazgów, skojarzeń, zakodowanych intonacji czy fraz, których ktoś z boku może nie zrozumieć. Ale też kocham wygłupy z kolegami z Hrabi, zwykle na niskim poziomie. Uwielbiam to takie oderwanie się od poręczy, od robienia żartów na poziomie. Specjalnie dajemy sobie przyzwolenie na najsłabsze. Największym szczęściarzem jest ten, kto wzbudził podziw i zażenowanie jednocześnie. Uwielbiam spazmatyczny śmiech kolegów, gdy zanoszą się krzycząc „Nieeee, Aśka nieeee!”. Wtedy czuję absolutną radość. Na szczęście potem znów wchodzimy na scenę, ku oczyszczeniu.

Słynna jest pani fraza, że „w sklepie ludzie myślą, że będą jaja, a ja tylko przyszłam po bułki”. Przeszkadza pani to oczekiwanie, że jak Kołaczkowska pojawia się na horyzoncie, to ma obowiązek rozśmieszać?

Frustruje mnie lekko myśl, że zamienią ze mną dwa zdania i już będą wiedzieli. I wszystko się okaże! Że mnie odkryją, zdemaskują i będę taka naga, nieśmieszna.


może Ci się spodobać
polka na zanzibarze

Polka na Zanzibarze

Prowadzoną przez nią kawiarnię w podwarszawskiej Podkowie Leśnej ludzie z tęsknotą wspominają do dziś. Obecnie, żeby posmakować jej…
biodanza

Tańcz i poczuj życie w pełni

Biodanza, czyli taniec życia (w dosłownym tłumaczeniu „bios” z greckiego znaczy życie, „danza” – ruch pełen ekspresji) to…