© Adobe Stock

Co je dusza?

50 udostępnień
50
0
0

Tak jak nie da się odżywić ciała śmieciowym jedzeniem, tak nie da się nakarmić duszy papką słów, obrazów, plątaniną emocji. Im bardziej się nimi opychamy, tym bardziej puści i głodni jesteśmy.

Zaczynasz dzień od Facebooka, przeglądu informacji w internecie, obejrzenia serwisów telewizyjnych czy wysłuchania wiadomości radiowych w drodze do pracy? Ja tak. Ot, specyfika zawodu. Ale wielu moich znajomych, choć nie pracują w mediach, też w ten sposób rozpoczyna dzień. Nie wiem, jak dokładnie działa to na nich, ale mnie od rana ogarnia przez to spina i złość. Medialne czołówki nie serwują nam przecież miłych newsów do porannej kawy. Musi być krew, pot i łzy. Sensacja musi gonić sensację, afera aferę. Wymyślne gównoburze prześcigają się o swoje pięć minut w prime timie z ekspertyzami od siedmiu boleści. Opinia goni opinię, a i tak nic z tego nie wynika. Mnóstwo problemów, zero rozwiązań. Pomiędzy wieścią o tym, że kolejny rodzic zabił swoje dziecko, statystykami zgonów covidowych, analizami politycznego zoo, dostajesz przepis na jajko w koszulce, reklamę specyfiku na haluksy i quiz „rozwojowy” pt. „Jakim zwierzęciem jesteś”.

Większość tych informacji rejestrujemy fragmentarycznie. Niby prześlizgujemy się przez nie, niby selekcjonujemy, oddzielając ziarno od plew, ale one i tak do nas docierają, i tak w nas się zagnieżdżają, przekładając się na nasze ogólne samopoczucie.

I tak oto, choć realnie nie mam danego dnia powodów do smutku czy złości, niezadowolenia czy rozgoryczenia, zauważam, że chodzę zbita jak pies i nierzadko nieświadoma, co jest tego powodem. Niech dojdzie do tego jeszcze ponura aura za oknem, samochód, który odmówi współpracy, niemiły urzędnik czy natrętny telemarketer i życie staje się nieznośne.

Dobra strawa

Duchowa higiena nie jest dziś łatwą sprawą. Żyjemy na wielkim śmietnisku. Codziennie gotujemy się w kotle pełnym rozmaitych odpadów. Często wydaje się, że nie ma nawet gdzie z tego kotła wynurzyć głowy, by zaczerpnąć świeżego powietrza, bo wszędzie trafiamy na informacyjny smog. Część ludzi stara się radzić sobie z tym, fundując sobie detoks od mediów: wypad w góry bez smartfona czy laptopa, pozbycie się telewizora, unikanie portali newsowych etc. Nie każdy jednak może sobie na to pozwolić. Nie każdy może odciąć się i uciec. Nie zawsze też da się to zrobić na full.

Niemniej, jeśli chcemy zachować psychiczną równowagę, jeśli doświadczamy duchowej pustki, jeśli czujemy przeciążenie zmysłów, musimy zacząć wybierać, musimy robić ostry przesiew, filtrować to, czym oddychamy, co do nas dociera i przez nas przepływa.

Rzecz w tym, że aby wybierać mądrze, trzeba też dokonać pewnego wysiłku. Np. zdobyć wiedzę o tym, co nam służy, a co nie, uświadomić sobie swoje prawdziwe, a nie sztucznie nadbudowane potrzeby. Następnie dobrać odpowiednią do naszych potrzeb dietę, właściwy sposób działania.

Tak jak nie każdemu posłuży ostra głodówka, tak nie każdy dobrze zniesie radykalne odcięcie się od codziennej dawki informacji. W sytuacji lockdownu urwanie kontaktu na Facebooku ze znajomymi może okazać się groźniejsze dla naszej psychiki, niż zalew śmieciowych newsów, który serwują nam algorytmy tegoż medium. Pozbywając się z domu telewizora, bez którego nie mogą się obyć nasze dzieci, możemy napytać sobie biedy i eskalować konflikty.

Filtrujmy więc mądrze, świadomie, bez pośpiechu, sukcesywnie ograniczając to, co nam nie służy, na rzecz dobrego, jakościowego pożywienia. Nie angażujmy emocji w to, na co i tak nie mamy wpływu. Nie obciążajmy głowy treściami, które sieją w nas niepokój. Nie bierzmy udziału w dyskusjach, które generują destrukcję. Szukajmy tego, co nas buduje, inspiruje, zachęca do konstruktywnego działania. Ale i to serwujmy sobie w umiarze. Bo nadmiar witamin też bywa niezdrowy.

Sztuka rezygnacji

Współczesność przyzwyczaiła nas do parcia naprzód, do szybkich gratyfikacji, do moszczenia się w strefie komfortu. W związku z tym konieczność rezygnacji z pewnych rzeczy, zmiany przyzwyczajeń, zachowań, które dotąd znajdowały się w spektrum wyzwalaczy przyjemności, może budzić w nas lęk, niechęć, sprzeciw. Sama wiedza o tym, że coś, co jest dla nas źródłem przyjemności, generalnie nam nie służy, może nie wystarczyć, by wypracować zdrowe nawyki, np. by zrezygnować z jedzenia słodyczy, palenia papierosów albo z rozpoczynania dnia od skrolowania postów na fejsie.

Co zatem może pomóc? Z własnego doświadczenia wiem, że pomaga:

  • Jasne wyznaczenie celu – tego, co chcę osiągnąć i dlaczego. Odpowiedź na pytanie „dlaczego?” jest tutaj według mnie kluczowa. Im bowiem mocniej uświadomimy sobie chęć dokonania zmiany w naszym życiu, im klarowniej wypunktujemy sobie argumenty określające ważność naszej potrzeby, tym trudniej będzie nam później to podważać, bagatelizować czy z tym dyskutować.
  • Spojrzenie na wybór z perspektywy zysków, a nie strat. Tak jak mniej czasem może oznaczać więcej, tak rezygnacja z czegoś może przynieść nam większe zyski, niż straty. Jeśli kusi mnie, by jednak wziąć udział w jakieś gorącej dyspucie w mediach społecznościowych, zwykle robię sobie stop-klatkę. Zatrzymuję się i pytam samą siebie: „Czy ta moja opinia naprawdę wniesie do tej dyskusji coś wartościowego, czy tylko jeszcze bardziej rozjuszy innych?”, „Co mnie przyniesie wdanie się w internetowe dialogi – połechce mi ego, a może zburzy spokój ducha? Czy jest to warte zachodu?”, „Czy świat może obejść się bez mojej opinii? Czy stanie się lepszy?”. Zwłaszcza odpowiedzi na ostatnie pytania skutecznie wzmacniają moją rezygnację z udziału w podobnych przedsięwzięciach, bo… świat zawsze obejdzie się bez mojego zdania.
  • Poczucie sensu. Gdy 33 lata temu postanowiłam zrezygnować z jedzenia mięsa, byłam przekonana, że to dobry wybór. Kierowały mną etyczne pobudki, a fakt, że za owym wyborem szła wyższa wartość sprawił, iż nie miałam potrzeby swojej decyzji kwestionować i jej podważać. Wiara w to, że mój jednostkowy wybór może mieć jakiekolwiek przełożenie na resztę świata, być jakimś małym wkładem w coś ogólnie dobrego, dodawała mi otuchy. Mam więc wrażenie, że jeśli w naszych wyborach nie koncentrujemy się wyłącznie na sobie, lecz patrzymy szerzej – czyli także na to, jak te nasze wybory mogą wpływać na innych – łatwiej nam przy nich wytrwać.
reklama
reklama
może Ci się spodobać

Uratuje nas śmiech

W nowy rok wchodzę, konając ze śmiechu. Boli mnie przepona, bolą mięśnie twarzy i narządy wewnętrzne. Przez cały…
jesteśmy nienormalni

Wszyscy jesteśmy nienormalni

– Im dłużej żyję na tym świecie, tym bardziej skłaniam się ku stwierdzeniu, że normalność nie istnieje –…

Spieszmy się cenić życie

Tragiczny wypadek na wstępie mojego dorosłego życia odmienił mnie i ukształtował. Kilkanaście złamanych kości, półroczny pobyt w szpitalu…
poświęcenie

Poświęcenie

Czym jest poświęcenie? Czy warto poświęcać się dla innych? A jeśli tak, to w jakim stopniu, dla kogo…

Kosmos

Ziemia jest maleńkim punktem we Wszechświecie. Warto spojrzeć na nasze pragnienia i problemy z tej perspektywy.