Kaya Szulczewska, twórczyni instagramowego konta Ciałopozytyw, to jedna z najbardziej znanych propagatorek ruchu body positive w Polsce. Na łamach Mamadu.pl wyjaśnia, jakie są założenia tego ruchu, dlaczego nie powinniśmy bać się, że „promuje otyłość” i dlaczego nie powinniśmy robić sobie zdjęć „przed” i „po” schudnięciu.

Początkowo ruch ten miał być dla najbardziej marginalizowanych, grubych i czarnych ciał kobiet, ale stopniowo zmienił swoją wymowę. W latach 90. jego celem stało się budowanie pozytywnej relacji z ciałem, nauka innego podejścia do ciała niż krytyczne. Media bombardują nas wizerunkami ciał idealnych. To skutkuje m.in. fatfobią.

Kaya stawia tezę, że zestawienia zdjęć sprzed i po zrzuceniu kilogramów nieświadomie nakręcają tę spiralę – pokazując, że dopiero to szczuplejsze ciało jest warte uwagi, akceptacji, podziwu i szacunku.

– Przyzwyczailiśmy się do tego, że fatfobia i fat shaming są normalne, że nie widzimy nic niepokojącego w tysiącach zdjęć, które opiewają sukces schudnięcia, w sposób, który polega na zestawieniu ciała szczupłego z grubym i wyraźnym zaznaczeniu, że to grube było tym gorszym – mówi. To dość śmiała teza jak na polski internet – nie spotkała się ze zbyt szerokim zrozumieniem na Instagramie, wciąż przesiąkniętym klasycznymi kanonami, gdzie szczupłe ciało = piękne ciało.

– Te zdjęcia wciąż utrwalają to „przed” jako gorsze, smutniejsze, wręcz synonim porażki. Tak nie powinno być. Jak mam się czuć, jeśli na zdjęciu przed jest ciało takie jak moje, a w komentarzach festiwal body shamingu na jego temat i gromkie brawa za pozbycie się tego, w odczuciu obserwatorów, żałosnego ciała? – pyta retorycznie twórczyni Ciałopozytywu.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Wpisz komentarz
Podaj imię