Ciało jest najważniejsze

237 udostępnień
237
0
0

 

Dramatyczne sytuacje zapisują się w ciele. Ciało wszystko pamięta. Trauma zapisana w ciele musi zostać uwolniona, abyśmy mogli uwolnić się z męczących schematów, a w powstałą w ten sposób przestrzeń mogli „wgrać nowy program” – mówi Katarina Hellstrom.

Marta Dudziak: Wspólnie ze swoim życiowym partnerem Maurizio Mazzetto pomagacie ludziom poszerzać świadomość własnego ciała i odbudowywać relacje z nim. Skąd to zainteresowanie pracą z ciałem?
Katarina Hellstrom
: Wszystko zaczęło się jakieś pięć lat temu. Od roku byliśmy już w związku z Maurizio. Pierwszy entuzjazm opadł i zaczęły się niedomówienia, komplikacje (uśpione przeświadczenia w naszych ciałach zaczęły mocno dawać o sobie znać). Znajoma opowiedziała mi wówczas o rocznym warsztacie masażu tantrycznego uzdrawiającego seksualność. Ponieważ chcieliśmy pracować nad relacją, pojechaliśmy na ten warsztat. Ostatniego dnia pierwszego zjazdu byłam świadkiem pokazu pracy na miednicy. Oglądałam go i nagle zrobiło mi się gorąco, w głowie usłyszałam: „To jest twoje narzędzie”. Po powrocie zaczęłam od razu pracować na tej części ciała. Szybko okazało się też, że Maurizio także ma dar. Pojechaliśmy na warsztat jako właścicielka konwencjonalnego biznesu i inżynier wielkich maszyn, a wróciliśmy jako uzdrowiciele. Zaraz potem na naszej drodze pojawiła się „powięź”.

Powięź?
Najprościej mówiąc powięź to elastyczna siatka, która otacza wszystkie kości, mięśnie i organy. Obudowuje każdy atom, każdą komórkę. Utrzymuje nas w pionie i nadaje naszemu ciału kształt. Gdyby odseparować ją od ciała, zachowując jej kształt, otrzymalibyśmy jakby trójwymiarowy print nas. Przyjmuje się też, że powięź to nasz drugi układ nerwowy, przeogromna sieć, która w ciele łączy wszystko ze wszystkim. Problem w karku może być spowodowany problemem w stopie itd. W naszej pracy uwalniamy pamięć powięzi. W tym przypadku masaż wykonuje się stopniowo, coraz głębiej. Dokładnie w każdej części ciała.

W każdej części?
Powiedzmy, że wszędzie tam, gdzie nigdy sobie nawet w ciele palca nie wsadziłaś. Pachy, pod łopatkami, usta… Wszędzie.

Ciało nie ma dla ciebie żadnych tajemnic?
Mam nadzieję, że ma (śmiech). Myślę, że praca na powięzi wygląda jak poznawanie bezgranicznego kosmosu. Na początku przygody z pracą z ciałem zafundowałam sobie dwa tygodnie pracy z powięzią. Kilka sesji dziennie. Stan, jaki poprzez tę pracę osiągnęłam można spokojnie nazwać odkrywaniem nowych wymiarów. Któregoś wieczoru usiadłam i zadałam sobie pytanie, czy praca z ciałem ma jakieś granice? Czy przychodzi taki moment, że już nic nie jest do zrobienia? Zamknęłam oczy i ukazał mi się piękny widok kosmosu. Traktuję to jako dobry znak. W tym też czasie wymyśliłam nasze hasło przewodnie „Fascia – The Universe within you” („Powięź – Wszechświat w Tobie”). Bo według mnie ciało jest najważniejsze. Nie zdobędziemy kosmosu nie znając swojego ciała. To jest dosłownie jak podróż w kosmosie. Bezkresna podróż. Cały czas wychodzą jakieś rzeczy. Na początku ciało oczyszcza się z traumy (zazwyczaj z okresu dziecięcego), później następuje poszerzanie własnej przestrzeni i energii, budzą się energie Kundalini, ciało odkrywa nasze wrodzone dary i zdolności, odkrywa sens naszego istnienia i kontaktuje nas z własną, naturalną mocą.

Co oznacza ten kontakt z własną mocą?
Pracując z ciałem koncentrujemy się na tym, by zwrócić się do wnętrza nas samych, tam bowiem, a nie na zewnątrz znajduje się nasza moc. Ktoś, kto ma z nią kontakt znacznie lepiej funkcjonuje w życiu. Weźmy przypadek kobiety, która czuje się bezpiecznie w związku z mężczyzną, ale gdy ta relacja nagle kończy się i mężczyzna odchodzi, jej poczucie bezpieczeństwa zaczyna chwiać się w posadach, kobieta czuje się jakby naga i bezbronna. To przykład braku połączenia z własną mocą. Gdyby to połączenie było, kobiecie po rozstaniu mogłoby być smutno, bo coś się skończyło, ale nie czułaby się zagubiona i bezradna, nie odbierałaby tego w kategorii osobistego końca świata.

Moc w sobie i kontakt z ciałem wyraża miłość do siebie samego.

Wiele osób żyje jednak bez tego połączenia i… jakoś żyją.
No właśnie – jakoś. Osobiście nie jestem w stanie uwierzyć osobom, które nie dbają o własne zdrowie. Nie uwierzę terapeutce z dużą nadwagą, która radzi innym, co mają zrobić z własnym życiem, a kiedy wraca do domu przejada emocje. To się nie klei. To tak, jakbym poszła do bezdomnego i zapytała go o receptę na sukces. Sporo jest nauczycieli głoszących, że najważniejsza jest miłość do bliźniego i samego siebie, a widać, że ich ciało jest zapomniane i chore, więc to jest dla mnie dowód, że nie kochają siebie. Jak więc mają pokazać komuś jak kochać? Nie sposób podzielić się z kimś czymś, czego nie mamy.

Ale ludzie przecież zakochują się, twierdzą, że kochają?
Słowa. Bez miłości własnej to zawsze będzie nic więcej niż interes wiązany. Miłością będziemy nazywać przeświadczenia na temat konieczności zbudowania związku: trzeba mieć dzieci, bo kto mi szklankę herbaty na starość poda, bo razem żyje się łatwiej (rachunki, kredyty, biznes). To nie jest miłość, to jest tylko chęć, utopijna zresztą, czucia się bezpieczną, bezpiecznym. Ludzie sobie myślą, że jak spotkają drugą osobę, będą się czuć lepiej. Sami ze sobą czują się źle, więc szukają kogoś, kto wypełni tę lukę. Ale tego braku miłości własnej nikt i nic nie wypełni. Będzie podwójnie źle.

Co sprawia, że tracimy świadomość ciała, że nie mamy kontaktu z tym źródłem mocy w sobie?
Wychowanie. Rodzice, szkoła, system, media. „Weź tabletkę, wszystko się załatwi”. Tymczasem środki przeciwbólowe mogą w gruncie rzeczy zakłócić relację z ciałem. Odcinanie się od własnego ciała zaczyna się już od maleńkości. Rodzimy się doskonali, z fantastycznym poziomem cielesnego współodczuwania. Dziecko podświadomie czuje stan emocjonalny matki. Jeśli rodzice kłócą się tuż przed powrotem dziecka do domu, atmosfera robi się ciężka, to dziecko już przy drzwiach wyczuje, że coś jest nie tak. Pyta mamę, czy coś się stało i czy jest zła, a w odpowiedzi słyszy, że wszystko OK. Tu powstaje rozdarcie pomiędzy odczuciami z ciała a słowami tak szalenie ważnej w jego życiu osoby. Zwykle górę biorą słowa mamy, więc dziecko zaczyna wątpić w swoje odczuwanie, w prawdziwość tego, co mówi mu ciało. Swoje dokłada później szkoła: sztywnym modelem nauczania, nieustanną gloryfikacją logiki, rozumu, z całkowitym niemal pominięciem intuicji czy wolnej kreacji.

W sumie zatem, jeśli coś zadziewa się na tak wczesnym etapie życia, przenosimy to w dorosłość zupełnie nieświadomi zaistniałych procesów?
Dokładnie. A na etapie dziecięcym takich niekorzystnych dla naszej świadomości ciała procesów zadziewa się wiele. Weźmy choćby naukę siadania na nocniku. Mamy często chcą, aby dziecko siadało na nocnik jak najszybciej. Cieszą się, kiedy ta zdolność przez dziecko zostaje opanowana. Tymczasem mięśnie naturalnie wykształcają się do tej funkcji dopiero około trzeciego roku życia. Jeśli dziecko samo poczuje potrzebę siadania na nocniku – OK, ale jeśli będzie do tego zmuszane – owszem nauczy się, ale jego ciało i emocje zapiszą komunikat „aby mamie sprawić przyjemność, muszę nadużyć siebie i swojego ciała”. Ten nieświadomy zapis wchodzi z nami w dorosłość. Tak samo jak zacisk w okolicach pośladków. W okolicach odbytu znajduje się dużo więcej zakończeń nerwowych niż w waginie czy penisie, co świadczy o tym, że są one bardzo dużym źródłem przyjemności. Niestety, opętani jesteśmy błędnymi przeświadczeniami o nich. W okresie wczesnego dzieciństwa, u dwu-, trzylatków budzi się fascynacja własnymi genitaliami. Jeśli rodzice reagują na to jak na coś nagannego: „Nie baw się tym, to brzydkie, schowaj to, to grzech”, odciskają głębokie piętno na psychice dziecka, które wyrasta w atmosferze wstydu i winy. Z przeświadczenia, że genitalia są „brudne”, wstydzimy się później własnej nagości. Skutkiem traumy seksualnej jest uczucie splamienia, skrajnej izolacji, wściekłości, nienawiści. Energetycznie miednica pozostaje odcięta, więc nie może dostarczyć miłych odczuć. Jest wyparta z systemu postrzegania, więc wyparte są również te benefity, które z niej płyną.

To wpływa też zapewne na jakość naszego życia seksualnego?
Oczywiście. Bardzo ważnym momentem w naszej seksualności jest wiek pomiędzy czwartym a szóstym rokiem życia. Dzieci zwykle „zakochują się” wtedy w rodzicu płci przeciwnej. To jest naturalny proces. Dzieci „flirtują” z rodzicami na poczet wieku nastoletniego. Ale wielu rodziców to przeraża. U niektórych pojawia się także coś na kształt rywalizacji o względy. Matka staje się zazdrosna o relacje partnera z córką, ojciec o relacje syna z matką. „Małe księżniczki tatusia” lub „mali dzielni mężczyźni mamusi” wskutek niewiedzy i paniki rodziców zostają odcięci. Nagle zrywa się relacja rodzic – dziecko. Niewinne dziecko zostaje w poczuciu winy, a i relacje z rodzicami mogą się mocno skomplikować. Jeśli ten okres zostanie u dziecka mocno zaburzony, burzliwe będzie także jego dojrzewanie seksualne w wieku nastoletnim. W dorosłym życiu kobiety, które przeżyły tego typu procesy w dzieciństwie, mogą wpadać w zauroczenie niedostępnymi mężczyznami (czy to psychicznie czy fizycznie), z kolei dorośli mężczyźni będą z łatwością wchodzić w role albo ratownika, albo syna poszukującego silnej, stanowczej matki. Wśród moich klientów mnóstwo mam takich ofiar nieświadomych języka ciała rodziców.

Naprawdę uważasz, że wszystko bierze się z dzieciństwa?
Tak, źródła są zawsze w dzieciństwie. Poczucie odrzucenia, niedostatku uwagi, niesprawiedliwości, przeradza się następnie w złość na kobiety, na mężczyzn i świadczy o tym, że jakieś traumatyczne zdarzenie z punktu widzenia dziecka w dalszym ciągu nie zostało zakończone (uznane, przepracowane). Wyobraźmy sobie, że ta sytuacja z dzieciństwa to źródło, a reszta, czyli powtarzająca się emocja lub zdarzenie w życiu późniejszym, to już tak naprawdę pokłosie tej źródłowej. Warto zająć się od razu właśnie tą źródłową. To gwarantuje stałe uwolnienie się ze schematu. Czyli jeśli kobieta ma do przerobienia relacje z mężczyznami, zamiast rozpatrywać po kolei te z życia dorosłego, warto od razu przyjrzeć się relacji z ojcem. Uzdrowienie relacji z ojcem będzie receptą na zdrowy związek w życiu dorosłym. Pamiętajmy, że nasi partnerzy to dla nas lustra. Lustra odbijające zazwyczaj naszą relację z rodzicami.

I ciało wszystko to zapamiętuje?
Ciało nigdy nie zapomina. Dramatyczne sytuacje zapisują się w nim. Ktoś myśli „co tam, dostało się po łapie, wszyscy wtedy dostawali i wszyscy żyją”, ale to jest racjonalizacja z punktu dorosłego, bo dla małego dziecka to jest dramat. Wiele osób przychodzących do mnie ma problem z osiąganiem celów w życiu właśnie w związku z „graniem w łapki” w okresie dziecięcym, ktoś uderzył za mocno.


może Ci się spodobać