Chuck Norris – symbol męskości?

12 udostępnień
12
0
0

10 marca urodził się Chuck Norris. Tego samego dnia obchodzimy w Polsce Dzień Mężczyzny. Przypadek? Dlaczego aktor popularnych w latach 80. i 90. XX wieku filmów akcji klasy B stał się ikoną pop-kultury, pokonując w rywalizacji o bycie macho Arnolda Schwarzeneggera czy Sylvestra Stallone’a? O fenomenie Chucka Norrisa rozmawiamy z Maciejem Kujawskim z Koła Naukowego Filmoznawców Uniwersytetu Łódzkiego.

Emilia Baranowska: Jak zaczęła się przygoda Chucka Norrisa z kinem?

Maciej Kujawski: Poza środowiskiem filmowym uznawało się, że Chuck Norris był jednym z niewielu białych mężczyzn, który bardzo sprawnie władał wschodnimi sztukami walki. Prowadził szkoły walki, przyjaźnił się i trenował z Bruce’em Lee. To otworzyło mu drogę do świata kina. Pierwszym filmem, w którym wystąpił Chuck Norris była „Droga smoka” z 1972 roku. Wcielił się w nim w przeciwnika Lee, już wtedy legendy kina akcji. Do roli tej Norris, na prośbę producentów, przytył 10 kilogramów, aby wyglądać groźniej. Wydaje mi się to niezwykle symboliczne, że jego kariera zaczyna się od tego słynnego, spektakularnego pojedynku w rzymskim Koloseum.

Ale w kolejnych produkcjach walczył nie tylko za pomocą ciosów…

Chuck Norris jest powszechnie nieco błędnie kojarzony – mówi się o nim, że jest zabijaką, który tylko strzela, jest nadmiernie brutalny. To mijanie się z prawdą. Legenda Chucka Norrisa powstawała w oderwaniu od tego, jakie postacie grane przez niego można było zobaczyć w filmach. Na przykład w „Zaginionym w akcji”, który jest odpowiedzią na serię o Johnie Rambo, energicznej, nieustannie strzelającej i ziejącej agresją postaci granej przez Sylvestra Stallone’a, Chuck Norris działa bardziej analitycznie, metodycznie, skrupulatnie planuje, jak pokonać przeciwnika, np. podkładając w różnych miejscach ładunki wybuchowe. Strzelanie z broni palnej to w przypadku Chucka ostateczność, taki dodatek, który zazwyczaj można zobaczyć pod koniec filmu. Na pewno do wyobrażenia o tym, że Chuck Norris jest herosem przyczynił się fakt, że w filmach jest on wyolbrzymiany, przerysowany. W „Zaginionym w akcji” jest jedna z niewielu scen, które można nazwać charakterystyczną, znaną, w każdym razie jest pamiętana przez fanów – ta, kiedy Chuck wynurza się z wody i rozstrzeliwuje przeciwników w zwolnionym tempie, a kamera portretuje go od dołu, jak jakiegoś Herkulesa.

Dlaczego postanowiono o takiej konstrukcji tej postaci?

Seria filmów z Norrisem rozwijała się trochę z boku głównego nurtu kina akcji w Stanach Zjednoczonych. Było to kino kiczowate, przerysowane, prostolinijne. Za główny nurt trzeba tutaj uważać filmy z Arnoldem Schwarzeneggerem i z Sylvestrem Stallone’em. Oni mają swoje własne archetypy i charakterystyczne postacie: Stallone kojarzy się z Johnem Rambo czy Rockym Balboą, a Arnold Schwarzenegger przeszedł do historii jako Conan Barbarzyńca albo Terminator. Natomiast Chuck Norris takich postaci z nim kojarzonych nie ma, w powszechnej świadomości przyjęło się więc, że on w filmach gra sam siebie. Jedyna postać, która czasem jest z nim utożsamiana to Cordell Walker z serialu „Strażnik z Teksasu”. Ten skonstruowany w westernowej konwencji serial pojawiał się w popularnej stacji telewizyjnej, umilając popołudnia wielu osobom, które oglądały go w latach 90. XX wieku i na początku nowego tysiąclecia.

Nie da się ukryć, że Chucka Norrisa trudno jest jednoznacznie scharakteryzować, powiedzieć np., że on jest komandosem, albo żołnierzem, albo mistrzem sztuk walki czy kowbojem…

On jest tymi wszystkimi postaciami naraz, i to w zasadzie w każdym filmie. Droga aktorska Norrisa była bardzo trudna i przez całą swoją karierę starał się on wytworzyć własny styl opowiadania, wzorowany na filmach popularnych. Ale nie do końca mu się to udało. Filmy z jego udziałem nie miały takiej popularności, przynajmniej w kinie, jak produkcje ze Stallone’em czy Arnoldem, nie miały wielu scen, które zostały zapamiętane i przeszły do historii kina. Jednak to, że Chuck Norris jest na uboczu głównego nurtu, nie oznacza, że jest po przeciwległej stronie tych całkiem dobrych, jakościowych filmów akcji. W moim odczuciu znajduje się gdzieś pośrodku. Do najgorszych filmów zaliczyłbym te naprawdę kiczowate, jak np. „Żywy cel” czy „Gliniarz samuraj”. Wszystkie produkcje z Chuckiem trzymają równy, średni poziom. Miały ograniczone budżety, na pewno nie tak wysokie jak popularniejsze obrazy z gatunku. Niemniej przeznaczone na film z udziałem Norrisa pieniądze pozwalały na efekty pirotechniczne, wybuchy, strzelaniny itd., które uatrakcyjniały seans. Nie było więc najgorzej. Co nie znaczy, że dziś wracając do tych obrazów, nie odczujemy wolnego tempa rozgrywania się akcji w nich. Żeby bowiem zaprezentować przynajmniej kilka efektownych scen i zamknąć się w budżecie, z reszty filmu trzeba było uczynić powolną opowieść, a to osiągano poprzez pokazywanie, jak to Chuck skrupulatnie planuje swoje akcje.

Czym były spowodowane niedostatki aktorskie postaci Chucka?

Gra Norrisa jest trudna do scharakteryzowania, ponieważ jest bardzo wycofana, bardzo skromna i oszczędna, żeby nie powiedzieć słaba. Trudno jest sparodiować jakąkolwiek sportretowaną przez niego postać, bo gra on w sposób pozbawiony większej ekspresji. Chuck Norris nie ma w swoich filmach zbyt dużo tekstu do wypowiadania, co krytyka mu bardzo wypomina. Zarzucano mu, że unika ról, w których trzeba powiedzieć więcej niż dwa słowa. Wydaje się, że to może być efekt tego, że Norris, w przeciwieństwie do Stallone’a czy Schwarzeneggera, nie ma charakterystycznego głosu, nie ma charakterystycznego jak Arnold akcentu. Od tych najbardziej znanych herosów lat 70. i 80. odróżnia go też to, że tamci mieli słynne riposty, tak zwane one-linery, odpowiedzi do przeciwników, które wywoływały komiczny efekt, ale zarazem zwracały uwagę widzów, przechodziły do świata pozafilmowego. Nawet Jean-Claude Van Damme wypracował styl gry, który jest z nim utożsamiany, był nadekspresyjny – słynie z tego, że w swoich filmach krzyczy, przeżywa to, co się dzieje. Jest to nadal zła gra, ale charakterystyczna dla tego aktora, kojarzona z nim. Norris zaś zupełnie tego nie ma. W filmach z jego udziałem dominują ujęcia mitologizujące jego postać, przedstawiające go milczącego, z tą samą poważną miną, dokonującego wielkich dzieł. To, że Chuck Norris tak oszczędnie odgrywał te postacie sprawiło, że wyobraźnia zadziałała silniej. Zbiorowa świadomość dostała pole do mocnego uzupełnienia, przetworzenia tej niejednoznacznej postaci.

Może zainteresuje Cię: Mariusz Wilczyński: Narysowałem tylko swoją pamięć

Czym jeszcze różniły się filmy z Arnoldem Schwarzeneggerem i Sylvestrem Stallone’em od obrazów z Chuckiem Norrisem?

Postacie grane przez Sylvestra Stallone’a i Arnolda Schwarzeneggera zawsze miały swoją historię, swój background. Często scenarzyści kładli nacisk na to, żeby pokazać przeszłość bohatera i to, w jaki sposób wpłynęła ona na jego decyzje i działania. Filmy z Chuckiem Norrisem zupełnie te szczegóły pomijały, były bardzo syntetyczne, pozbawione szczegółowo przedstawionej historii bohatera. A kiedy w kilku filmach ta przeszłość była podana, zupełnie nie miała wpływu na przebieg akcji. Brak charakterologicznego rozpisania postaci granych przez Chucka dawał wrażenie, że Norris zawsze gra samego siebie.

Często towarzyszyły mu różne przedmioty, które podnosiły tętno oglądającym film mężczyznom…

Tak, z reguły kojarzony jest z rekwizytami, które charakteryzowały testosteron. Ten męski etos budowały na przykład duże samochody. W jednym z pierwszych filmów pt. „Zabijaka, zabijaka”, w którym Chuck gra kierowcę ciężarówki, pojawił się element, który często wraca w kolejnych produkcjach, to znaczy pustkowia, pustynie. Na podobnych terenach toczy się zresztą akcja „Strażnika Teksasu”. Dla wielu charakterystyczne i ogólnie pamiętane jest to, że Norris w filmie „Oddział Delta” przemieszczał się motorem z zamontowaną na nim wyrzutnią rakiet. Stało się to symbolem kina sensacyjnego, w którym grał, mimo że taka broń pojawiła się tylko w tym jednym filmie z nim.

kard z filmu „Oddział Delta”

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
róża kozakowska

Złote piekło Róży Kozakowskiej

Jako dziecko przeżyła koszmar. Wychowała się w barakach, doświadczyła przemocy. W końcu straciła też zdrowie. Codziennie walczy z…

Po co nam stare historie?

Ostatnimi czasy polski rynek wydawniczy raczy nas książkami o podróżach i podróżnikach z lat 20. i 30. ubiegłego…