Dlaczego krzywdzimy zwierzęta i jak tego nie robić?

208 udostępnień
208
0
0
Wkładacie dużo energii, staracie się odpowiedzialnie weryfikować możliwości adoptujących. Czy jednak czasem zdarzają się nieudane adopcje?

Oczywiście, że się zdarzają. Ale na szczęście rzadko i z reguły zostają zweryfikowane w bardzo krótkim czasie. Ostatnio odebraliśmy niewidomego psa już w dniu adopcji. I z perspektywy czasu myślę, że to dobrze. Pies nie zdążył się przyzwyczaić do nowego miejsca i opiekunów.

A jakie są główne przyczyny tych nieudanych?

W naszej ocenie głównymi przyczynami nieudanych adopcji są: nieprzemyślane decyzje, zbyt duże oczekiwania wobec tempa i zakresu asymilacji zwierzęcia z nowym otoczeniem oraz fakt, że pewne sytuacje przerastają opiekunów, zwłaszcza gdy zwierzę jest chore lub niepełnosprawne. Często chęć pomocy przysłania nam jasność widzenia, a funkcjonowanie z takim psem czy kotem jest po prostu trudne. Często też opiekunowie za późno reagują, a wręcz bagatelizują różne sygnały i zamiast poprosić o pomoc, kiedy jest na to przestrzeń, kiedy problem się zaczyna, czekają. Zgłaszają się do nas w momencie, w którym po ich stronie nie ma już chęci do pracy, jest już tylko prośba o zabranie psa czy kota. A jeśli opiekun nie chce pracować, to żaden behawiorysta czy wolontariusz nie pomoże.

Może potrzebne jest szkolenie? Gdybyś miała przygotować cykl spotkań dla rodzin, które pragną adoptować zwierzę, jaka byłaby jego tematyka?

Z pewnością byłyby to: naturalne potrzeby danego zwierzęcia, podstawy komunikacji międzygatunkowej, podstawy żywienia i podstawy opieki weterynaryjnej. Gdyby to było możliwe, wprowadziłabym obligatoryjnie takie szkolenia. Wiele błędów i problemów wynika właśnie z niewiedzy w tych podstawowych obszarach. A konieczność uczestnictwa w szkoleniu z pewnością odsiałaby grono osób, którym nie zależy na adopcji. Naturalne jest przecież, że jak chcemy studiować, prowadzić samochód, wykonywać jakiś zawód, to musimy się pewnych rzeczy nauczyć. Dlaczego zatem przy pojawieniu się zwierzęcia uważamy, że jakoś to będzie?

Można powiedzieć, że przy adopcji przygotowanie jest jeszcze ważniejsze, bo mamy szansę zdobyć wiedzę o potrzebach zwierzęcia, które spędzi z nami wiele kolejnych lat. To nie tylko długoterminowa odpowiedzialność, to także nowa relacja i często wymaganie, by postawić czyjeś dobro ponad własną wygodę.

Dlaczego zatem wydaje nam się, że to takie proste? Pewnie dlatego, że wielu z nas myśli o posiadaniu zwierzęcia, które będzie karmiło, wyprowadzało na spacer i z którym od czasu do czasu się pobawi, przytuli. A zwierzęta mają wiele innych potrzeb, które jako odpowiedzialni opiekunowie powinniśmy umieć rozpoznać i zaspokoić, albo chociaż wiedzieć, jak zbudować im przestrzeń do własnego ich zaspokajania.

Jaki jest zatem obraz doskonałego opiekuna?

Należy podkreślić, że dla każdego zwierzęcia będzie to znaczyło coś innego. Pies z lękiem separacyjnym będzie potrzebował człowieka, który dużo czasu spędza w domu, starsze zwierzę będzie potrzebowało spokoju, młode dużo aktywności, niektóre zwierzęta dobrze odnajdą się z towarzyszami, inne powinny być „jedynakami”. Te wszystkie osoby, idealnych właścicieli, łączy brak oczekiwań przewyższających to, co dane zwierzę może od siebie dać. Jednoczy ich chęć podarowania domu, a nie zaspokojenia własnych potrzeb. Dodatkowo pamiętajmy, że opieka nad zwierzęciem to koszty, często niemałe. I oczywiście spotkać się możemy z argumentami: przecież nawet w „biednej” rodzinie pies czy kot będzie miał lepiej niż w schronisku; jedzą przecież to co my, nie potrzebują specjalnej karmy; wszystkie zwierzęta dostawały jakieś resztki z obiadów i żyły. Odpowiem wtedy: no może i żyły, ale czy na pewno były zdrowe i zadbane? Czy po prostu ktoś nie dostrzegał ich problemów i chorób? Niedopatrzenia i zaniedbania mogą skutkować bardzo poważnymi chorobami w dalszych latach życia danego zwierzęcia, a co się z tym wiąże, sprowadzać na nie niepotrzebne cierpienie. Takie zwierzęta bardzo często trafiają później do nas, bo opiekunów nie stać na ich utrzymanie, z czego zdają sobie sprawę, kiedy pojawia się jakikolwiek problem czy nadprogramowy wydatek.

Może czasami zamiast adopcji, gdy warunki nam na nią nie pozwalają, a pragniemy kontaktu ze zwierzęciem, lepiej zostać wolontariuszem, np. w schronisku czy w takiej jak wasza fundacji? Tylko jakie cechy powinien mieć kandydat na takiego wolontariusza?

Empatię, cierpliwość, wyrozumiałość, otwarcie na drugiego człowieka, elastyczność, umiejętność szybkiego reagowania, najlepiej żeby posiadał/posiadała także prawo jazdy kategorii B. Szukamy tylko najlepszych ludzi! A tak zupełnie na poważnie: dla każdego znajdzie się miejsce, ale nie w każdej organizacji. Fundacja jest jak firma – ma swoje wartości, priorytety, kulturę organizacyjną. Jestem przekonana, że jeżeli ktoś szczerze chce pomagać, to odszuka takie miejsce, w którym będzie czuł się spełniony. Należy tylko pamiętać, żeby przychodzić bez oczekiwań. Jeśli ktoś potrzebuje się dowartościować, to nie przez wolontariat na rzecz zwierząt. Rzetelny, zaangażowany wolontariat to ciężka harówa, za którą nagradza na przykład widok merdającego ogonem psa. Jeżeli dla kogoś to za mało, to radzę poszukać innego zajęcia. To praca bez dyplomów i laurów.

Jakie masz marzenia dotyczące fundacji?

Tak naprawdę każdy z nas, działających w fundacji, chciałby, aby nasza działalność nie była już potrzebna. Aby system działał sprawnie. Skupiamy się zatem na ulepszaniu świata dookoła nas. Wiemy, że nie zmienimy wszystkiego, ale poprawimy jakość życia naszych podopiecznych, a to ich cały świat. Marzy mi się też rzetelna edukacja prozwierzęca, bo zmian upatruję w nowym, młodym pokoleniu. Konieczne jest jeszcze dobre prawo, które można egzekwować.

System edukacji społeczeństwa w zakresie poszanowania praw zwierząt wymaga poprawy. Trzeba też rozbudzać wrażliwość społeczną. Praca nad tym powinna zacząć się od naszych codziennych reakcji i decyzji, a skończyć na rozbudowanych i przemyślanych działaniach systemowych. Bracia mniejsi towarzyszą człowiekowi w różnych sytuacjach i z powodu różnych potrzeb. Ważne, aby pamiętać, żeby nasze własne pragnienia i chciejstwa nie przysłaniały nam tych zwierzęcych. Ważne też, byśmy nie zapomnieli o tym, że jesteśmy odpowiedzialni za ich los i uczucia.

Tej autorki: Amputacja. I co dalej?

Facebook Fundacji Głosem Zwierząt

może Ci się spodobać
mądra babcia

Mądra Babcia z internetu

Mądra Babcia ma 300 tys. fanów na Facebooku. Jest youtuberką, blogerką i realizuje telewizję śniadaniową na kanale „Silver…