Marcin Tchórzewski

Biznes oparty na wartościach

10 udostępnień
10
0
0

Pana wybory inwestycyjne zmieniły się w związku z omawianym tu trendem – ku wartościom?
Wydaje mi się, że nie, bo po odejściu z korporacji od razu zależało mi na tworzeniu biznesu odpowiedzialnego społecznie. Moją misją była i jest edukacja. To ona właśnie przyświecała mi, gdy zakładałem Coders Lab. Działam w branży IT, ale jednocześnie pomagam innym zmieniać ich życie, oferując dobre jakościowo szkolenia, wspierając ludzi w znalezieniu pracy, w lepszym życiowym starcie. To, że jest to biznes z misją i w pełni spójny z moimi wartościami i zainteresowaniami sprawia, że potrafię się tej pracy w pełni poświęcić i w nią zaangażować. Wciąż sporo pracuję, często po 10 godzin dziennie. Nie sądzę, że dałbym radę tak intensywnie działać, gdybym nie wierzył w sens tego, co robię. Dziś na pokładzie Coders Lab mamy już ponad 50 osób. Zespół dobieramy pod kątem wspólnych wartości. Dzięki temu jest mniejsza rotacja pracowników, wszyscy mogą się angażować w swoje zadania, przychodzić do pracy z przyjemnością. Pomaga nam to również przetrwać trudniejsze chwile, przez które czasem przechodzi każda firma.

À propos trudnych chwil, to czy nie istnieje ryzyko, że wartości, które nam wcześniej przyświecały, w takich właśnie chwilach gdzieś się nam rozmyją, stracimy je z oczu?
Owszem, może się tak zdarzyć. Jak w życiu. Nie ma jednej jasnej ścieżki, którą sztywno można podążać. Obieramy jakiś cel, ale drogi do jego osiągnięcia mogą być kręte. Raz będziemy mogli być bardziej, raz mniej spójni z założeniami, które przyświecały nam na początku trasy. Niekiedy będziemy musieli zboczyć z prostej drogi, żeby nie zderzyć się z pędzącą w naszą stronę ciężarówką. Celem większości firm jest zysk, choć oczywiście istnieją biznesy nastawione stricte na wartości, niemniej te funkcje raczej przejmują fundacje, często zresztą tworzone przez podmioty biznesowe, tak jak np. fundacja Coders Lab „Możesz ITy”.

Wszystkie firmy, w które zainwestowałem są naturalnie nastawione na zysk, choć wyróżnia je fakt, że przyświecają im szczytne wartości. I teraz trzeba umieć wypośrodkować w tym wszystkim. To nie jest łatwe. Raz za bardzo postawię na ochronę dóbr pracowniczych, co odbije się na inwestorach, innym razem stanę po stronie inwestorów i to może odbić się na potrzebach pracowników. Firma ma w sumie pięć odpowiedzialności, w stosunku do pracowników, do państwa (płacenie podatków), do klientów, do właścicieli i w stosunku do szeroko rozumianego społeczeństwa, w którym czy wokół którego działa. Pogodzenie tych odpowiedzialności nie zawsze jest możliwe. Jeśli komuś da się więcej, inny dostanie mniej. Często przebiega to na zasadzie pewnego kompromisu, pogodzenia niekiedy sprzecznych ze sobą potrzeb. Sztuka w tym, żeby w efekcie tego kompromisu ogólne zadowolenie wszystkich stron było jak największe.

Myślę jednak, że bez względu na okoliczności, trzeba pamiętać o swoich core’owych wartościach, bo to pozwoli nam szybko do nich wrócić, gdy tylko sytuacja na to pozwoli.

Z jakim dylematem pt. „wartości a zyski” pan osobiście się borykał?
Na przykład: czy firma odpowiedzialna społecznie, w sytuacji, gdy w danym roku ma mniejsze zyski, może zwalniać pracowników, którzy choć dobrze pracują i nie ma się im nic do zarzucenia, to jednak na daną chwilę przestali być firmie potrzebni?

I do jakiego wniosku pan doszedł?
Że tak, że firma ma do tego prawo, a nawet taki obowiązek w stosunku do właścicieli. Zarówno pracownik, kiedy znajdzie lepszą dla siebie pracę, może odejść z dotychczasowej, jak i pracodawca może zrezygnować z pracownika, gdy ten przestaje być firmie potrzebny, bądź gdy zwyczajnie na tego kogoś firmy już nie stać. W takiej sytuacji najważniejsze jest jednak ludzkie podejście do sprawy. Zdarzało mi się z takich właśnie przyczyn zwalniać pracowników. Jeśli szczerze z nimi rozmawiałem, argumentując, że nie jest to jakieś celowe, wymierzone w nich działanie, tylko że okoliczności rynkowe zmuszają nas do tego typu ruchów, ludzie wykazywali zrozumienie.

W rozmowie z Mateuszem Zmyślonym, który wraz z prof. Hausnerem zapoczątkował ideę Open Eyes Economy poruszaliśmy kwestię społecznej odpowiedzialności biznesu. Wynikało z niej, że ukonstytuowany w latach 60. ubiegłego wieku CSR przez wiele lat stanowił jedynie swoisty listek figowy, przykrywający raczej „grzechy” firm, niż realnie służący dobru społecznemu. Czy nie nadszedł już czas, by CSR stał się realną, a nie tylko wizerunkową działalnością?
Według mnie CSR był pierwszym krokiem postawionym w stronę wartości. I być może nawet dobrze, że nie przyjął on zaraz formy rewolucji, tylko powoli wprowadzał nas do innego postrzegania społecznej roli firm. Osobiście nie jestem zwolennikiem rewolucji. Uważam, że te – oprócz słynnego powiedzenia, że zjadają własne dzieci – powodują, że w ich efekcie więcej osób traci, niż zyskuje. W latach 70. CSR był ważnym startem w dobrą stronę. Wtedy globalizm był nowym, dopiero raczkującym zjawiskiem, duża część świata wciąż jeszcze tkwiła w komunizmie, zaś spora część Afryki była mało rozwinięta. Teraz natomiast nastał czas, by zrobić kolejny krok, w efekcie którego za lat 50 sam CSR okaże się już czymś za małym w stosunku do społecznych oczekiwań dotyczących odpowiedzialnej roli biznesu.

Rozmowa Izabeli Marczak z Mateuszem Zmyślonym: Uzdrowić ekonomię, zbudować nowy, lepszy świat

Zastanawiam się tylko, jak zdołamy ten progres osiągnąć, bez narzucenia już dziś większych wymagań koncernom. Sam pan powiedział, że prowadzenie biznesu opartego na wartościach jest trudniejsze. Jakie więc – na tle korporacji – szanse utrzymania się na rynku mają mali przedsiębiorcy, którzy chcą za wartościami podążać i nie stracić ich z oczu?
To prawda, że od korporacji powinno się więcej wymagać. Np. powinno się prawnie ograniczyć monopol dużych firm, zwłaszcza dziś, gdy okazało się, że Internet sprzyja powstawaniu monopolów, czego świetnymi przykładami są m.in. Facebook, Google i Amazon. Duże przedsiębiorstwa powinny mieć nakaz płacenia podatków w krajach, w których uzyskują przychód. Koncerny powinny więcej robić w obszarze społecznej odpowiedzialności biznesu. Sam bym chciał, aby rynkowa struktura zawierała mniej wielkich biznesowych podmiotów, a więcej małych i średnich, które przynosiłyby wartość lokalnym społecznościom. I sądzę, że będzie to w tym kierunku zmierzać, bo dziś coraz głośniej mówi się o potrzebie deglobalizacji i zwrocie ku lokalności, ale to nie stanie się gwałtownie. I może również dobrze, bo co by było, gdyby nagle wielkie firmy się pozamykały? Mnóstwo ludzi straciłoby pracę i mielibyśmy kolejny gospodarczy kryzys. Nie jest też tak, że wszystkie korporacje działają nieetycznie czy że ich CSR jest jedynie listkiem figowym. Dziś w ramach korporacji także, choć powoli, rośnie nacisk na wartości. Chodzi więc raczej o to, by zwiększyć szanse i możliwości rozwoju mniejszym podmiotom, ograniczając wpływy tych dużych. Zwłaszcza że mały podmiot, który dziś buduje się na fundamencie wartości, jutro może być tym dużym, który w ramach owych wartości będzie działać na większą skalę i w większym stopniu zmieniać świat na lepszy.

Rzeczywiście „zmieniać świat na lepszy” brzmi jak frazes, choć i SiedemÓsmych ten frazes ma w swojej misji. Niemniej zawsze, gdy go wypowiadam, w tle pojawia się głos powątpiewania, że to naiwne, że „darujmy sobie ten mesjanizm”, że to się musi gdzieś zderzyć i rozbić o realia.
Tak, czuję podobnie. Ale w tej deklaracji zawiera się po prostu chęć zrobienia czegoś dobrego. Mówimy tu o intencjach, a te jeszcze nie gwarantują, że uda się wcielić je w życie. Jednak bez dobrych intencji nie byłoby dobrych uczynków. Od czegoś trzeba zacząć. Dobre chęci, szczytne cele, wartości mogą wyznaczać nam kierunek, motywować do działania, nadawać temu działaniu sens. A że brzmi górnolotnie, naiwnie, może nawet utopijnie? Tak brzmi wiele idei, dopóki te nie staną się faktami.


Marcin Tchórzewski – CEO szkoły IT Coders Lab. Widząc rozdźwięk między potrzebami rynku pracy a możliwościami krajowego systemu edukacji, założył z bratem Jackiem Tchórzewskim (programistą, absolwentem informatyki na Politechnice Warszawskiej) pierwszą polską szkołę programowania. Do końca 2019 roku wykształciła ona ponad 5000 programistów, testerów i UX designerów oraz połączyła ich z firmami poszukującymi talentów IT. W szkołę zainwestowała Grupa Pracuj.

może Ci się spodobać
miłość nie ma płci

Miłość nie ma płci

Kusiło Was w trakcie tego ćwierćwiecza, by poszukać szczęścia przy boku kogoś innego? Y&A: Miałyśmy wiele takich pokus.…