Marcin Tchórzewski

Biznes oparty na wartościach

10 udostępnień
10
0
0

Może pan podać przykład takich wyborów konsumenckich ze względu na wartości?
Dobrze pokazał to kiedyś prof. Hausner, dając przykład banków, które w ten sposób coraz częściej starają się przyciągnąć klientów. Dziś większość banków proponuje zbliżone ceny za podobne usługi czy produkty, wielu klientom nie robi już różnicy to, czy za obsługę karty Visa albo innej płacą 5 czy 6 zł, bo na tym polu takie mniej więcej są różnice w cenach. Cenowo zatem bankom coraz trudniej przyciągnąć klientów, starają się zatem kłaść nacisk na wartości, z którymi klient mógłby się identyfikować. Jeden bank będzie podkreślał to, że jest stabilny i ważny; drugi, że jest polski, a trzeci, że skupia się na środowisku i np. co tysięczną zarobioną złotówkę przeznacza na sadzenie drzew. Ten ostatni byłby tym bankiem, w którym ja osobiście chciałbym trzymać swoje pieniądze, bo jest to bliskie ideałom, które są dla mnie ważne.

Czy przedsiębiorcy, zwłaszcza ci, którzy dziś decydują się opierać swój biznes na wartościach, mogą wpływać na zmniejszenie się społecznych rozwarstwień, o których pan wspominał?
Myślę, że mogą stać się liderami lokalnych społeczności. Mogą przede wszystkim dzielić się z daną społecznością wartościami, które sami wyznają i wcielać je w życie. Jak to zrobić? Podstawą będzie godziwe płacenie własnym pracownikom, zapewnienie im dobrych warunków pracy, uczulanie na jakość i podkreślanie wagi dbałości o środowisko poprzez dawanie przykładu.

A może też zamiast mało istotnych bonusów pracowniczych zapewniać edukację, kursy, szkolenia?
Tak, to również, zwłaszcza w obliczu czekającej nas w ciągu następnych kilku lat rewolucji na rynku pracy, w ramach której na skutek automatyzacji i robotyzacji szeregu procesów popyt na nisko wykwalifikowanych, przystosowanych do prostych prac pracowników z roku na rok będzie malał. Jednak pamiętajmy też o tym, że jakkolwiek ktoś by się nie starał – pracodawca, nauczyciel czy ktoś inny – w końcowym rozrachunku nikt za nas nie będzie punktualny i nie nauczy się za nas nowych umiejętności (programowania czy języka obcego). Edukacja to wysiłek, którego nikt za nas nie wykona. Owszem, firmy mogą nam w tym pomagać, ale to my – ludzie – jesteśmy odpowiedzialni za to, jaką będziemy mieć pracę i jakimi wartościami w życiu się kierujemy.

Dlatego każdy z nas powinien zadbać o ustawiczne dokształcenie się. Przy tak dużych zmianach, jakie dziś dzieją się na rynku pracy, to konieczność.

Powracając do kwestii wartości, które z nich, według pana, wysuwają się obecnie na czoło tych ważnych dla młodych firm?
Myślę, że na pewno ekologia. Dalej: uczciwość w prowadzeniu biznesu, dobre warunki pracy (tj. np. elastyczny czas pracy, możliwość pracy zdalnej, możliwość przyjścia do pracy z dzieckiem czy z psem, możliwość bycia w pracy autentycznym, odchodzenie od uniformizacji, tolerancja dla różnorodności). Następnie społeczna odpowiedzialność biznesu i – choć nie lubię tego frazesu, ale trudno to prościej nazwać – misja zmieniania świata na lepsze.

SiedemÓsmych we współpracy z Anną Kędzierską wydało piękny kalendarz z Obrazkami do Myślenia: Kalendarz „Obrazki do Myślenia”

Czy rodzący się obecnie trend ku wartościom dotyczy jakichś określonych branż?
Widzę go wyraźnie w trzech branżach. Pierwsza to branża IT, w której sam działam. Trzydzieści lat temu branża ta jeszcze praktycznie nie istniała, więc średnia wieku pracowników jest w niej niższa niż w innych branżach, co pociąga za sobą nowocześniejszą kulturę firm. Ponadto działa w niej wiele małych podmiotów, a niewielkie społeczności często opierają się na wartościach bliższych osobom w nich pracujących niż olbrzymie, międzynarodowe korporacje.

Drugą branżą są produkty FMCG („produkty szybkozbywalne”), czyli te wszystkie dobra, które kupujemy często i za niewielkie kwoty w sklepach spożywczych i supermarketach.

Trzecią branżą, w której według mnie zachodzi swoista rewolucja w kwestii wartości, jest branża FoodTech czyli każde połączenie jedzenia z nowoczesnymi technologiami. Świetnym przykładem może być tutaj foodtech.ac – akcelerator, który pomaga rozwinąć się startupom z branży spożywczej. Stworzyło go dwóch młodych przedsiębiorców, którzy dostrzegli, że Polska jest zagłębiem produkcji spożywczej i jeśli odpowiednio szybko adaptuje nowe technologie i odpowie na nowe trendy konsumentów, to mogą powstać tu kolejne duże firmy jak Maspex czy Sokołów.

A jakie to trendy?
W IT najsilniejszym trendem, jaki widzę jest skupienie się na satysfakcji pracowników z pracy w danej firmie. To branża, której produkty są wytwarzane przez ludzi, a nie maszyny. Ponadto ciągle brakuje w niej wykwalifikowanych pracowników, np. osób, które potrafią programować, więc firmy konkurują między sobą o to, w której będą lepsze warunki do pracy.

W FMCG wymieniona już wcześniej ekologia. Pojawia się coraz więcej biodegradowalnych opakowań. To opakowanie, które łatwo daje się segregować w sensie zakwalifikować je do jednej puli materiałowej typu: papier, metal, plastik. Jest też nacisk na to, by produkty nie były testowane na zwierzętach i coraz więcej firm szczyci się, że tego nie robi.

W FoodTech to przede wszystkim szukanie zamienników roślinnych mięsa oraz nabiału. Z kolei ci, którzy zostają przy produktach odzwierzęcych, chcą, by te były produkowane z zachowaniem jak największego dobrostanu zwierząt. Poza tym ludzie coraz częściej szukają jedzenia dobrego jakościowo.

Pan niedawno też zainwestował w jedną z firm z branży FoodTech?
Tak, zainwestowałem w Listny Cud – firmę, która zajmuje się uprawą mikroliści. Mikroliście to takie stadium pomiędzy kiełkiem a dużą, dorosłą rośliną. Stanowią bombę minerałów i witamin, ale też smaku i zapachu. Są bardzo ciekawym produktem spożywczym, dość dobrze znanym na Zachodzie, w Polsce jeszcze nie, choć mam nadzieję, że wkrótce to się zmieni. Mikroliście można już znaleźć w kilku dużych sieciach marketów w naszym kraju. Co ważne, ich uprawa jest bardzo ekologiczna. Powstają na tzw. farmach wertykalnych, w zamkniętych przestrzeniach, za pożywkę służy im woda uzupełniona odpowiednimi substancjami odżywczymi oraz sztuczne oświetlenie. To ostatnie to akurat minus tej uprawy, bo oznacza zużycie prądu, za to dużym plusem jest, że produkcja ta ma ponaddziesięciokrotnie mniejsze zużycie wody niż tradycyjna. Dodatkowo w tak hermetycznych warunkach nie ma potrzeby używania żadnych pestycydów w celu ochrony roślin przed szkodnikami. Rośliny można w ten sposób uprawiać cały rok. Do klienta trafiają świeże, zdrowe, w pełni wartościowe, bo również w sklepie są trzymane w odpowiednich warunkach, pod specjalnymi lampami umożliwiającymi im wzrost. Produkcja mikroliści ma też i ten walor ekologiczny, że możemy je produkować lokalnie i mieć dostęp do świeżych roślin również zimą, kiedy rolnictwo w Polsce praktycznie nie funkcjonuje. W tym okresie np. sałatę transportujemy z Holandii czy Izraela, a to ekologiczne nie jest, przyczynia się do zwiększania śladu węglowego, a w konsekwencji zanieczyszczenia powietrza. Mikroliście i lokalne farmy wertykalne w pewnym stopniu mogą pomóc rozwiązać ten problem.

Tę firmę założył ktoś z młodego pokolenia przedsiębiorców, wierzących w biznes oparty na wartościach?
Zarządza nią Matylda, która odeszła z McKinsey & Company, jednej z wiodących na świecie marek zajmujących się doradztwem w zakresie zarządzania strategicznego. Mimo świetnych zarobków i warunków pracy, jakie miała w korporacji, odeszła, bo chciała tworzyć produkt odpowiedzialny społecznie. Więc jak najbardziej wpisuje się w trend, o którym rozmawiamy.

może Ci się spodobać
miłość nie ma płci

Miłość nie ma płci

I zostało tak przez kolejnych 25 lat. Y: Tak, to długo. Ale trzeba pamiętać, że przez tych 25…
polka na zanzibarze

Polka na Zanzibarze

Żyjesz na Zanzibarze od kilku lat. Nie ciągnie cię do dalszych podróży? Zanzibar to w sumie mała wyspa…