Marcin Tchórzewski

Biznes oparty na wartościach

1 udostępnień
1
0
0

Zmienia się podejście młodych ludzi do biznesu. Jeśli wchodzą już w jakieś przedsięwzięcia, podejmują jakąś pracę czy tworzą własne firmy, to chcą by, prócz zysku, przyświecały temu również wyższe cele. O nowym rynkowym trendzie opowiada SiedemÓsmych Marcin Tchórzewski, inwestor, CEO szkoły IT Coders Lab.

Izabela Marczak: Zauważa pan taki trend, jakoby młodych ludzi przyciągały wartości?
Marcin Tchórzewski:
Od razu zaznaczę, że nie jestem socjologiem, trudno mi więc wysuwać wnioski w skali pokolenia czy szerszej społeczności, ale opierając się na własnych doświadczeniach biznesowych i przemyśleniach na ten temat, dostrzegam taką zmianę wśród młodych ludzi.

Dobrze to widać w zestawieniu osób poniżej trzydziestki versus tych powyżej czterdziestki. Te 10 lat pomiędzy nimi to taki moment przejściowy. Dla młodszego pokolenia zdecydowanie ważniejsze jest przeżyć coś, coś zobaczyć niż koniecznie mieć, posiadać. Dobra materialne (np. własny samochód, własne mieszkanie) nie są już dla nich tak istotne jak dla wcześniejszych pokoleń. Młodzi ludzie samochód wolą wypożyczyć, mieszkanie wynająć, a w zamian więcej podróżować czy rozwijać swoje pasje.

Wydaje mi się, że ta tendencja przekłada się także na młodych przedsiębiorców. Dużo częściej od tego jak duża jest firma, ile zarabia, jak wielki rynkowy sukces osiąga, ważniejsze są dla nich odpowiedzi na pytania: czy dana firma jest dobra dla środowiska, czy jest przyjaznym miejscem pracy, czy ludzie lubią w niej pracować, czy jest miejscem, w którym warto spędzić i któremu warto poświęcić znaczną część swojego życia.

Kolejna rzecz to kwestia tego czy produkt, usługa, jaką dana firma tworzy, ma pozytywny wpływ na życie innych lub czy jest od dostępnych na rynku jej odpowiedników lepsza jakościowo.

Istotne jest również to, czy dane dobro zaspokaja w równy sposób potrzeby wszystkich członków łańcucha przepływu: wykonawców, odbiorców, środowisko i czy wpisuje się w ideę odpowiedzialnego i zrównoważonego cyklu życia produktu. Kwestie tego, czy dany produkt jest tworzony w kraju czy za granicą, czy powstaje bez wyzysku ludzi, czy do jego produkcji użyto materiałów ekologicznych, czy jest w stanie wytrzymać kilka sezonów, czy też szybko się zużywa i ląduje na śmietniku coraz częściej zyskują na znaczeniu, zwłaszcza wśród młodego pokolenia.

Wiele lat przedsiębiorcy, ekonomiści, politycy przekonywali nas, że nie da się zarobić, bazując na wartościach. Co się zatem zmieniło, że nagle okazuje się to możliwe, a nawet coraz bardziej pożądane? Choć, jak mniemam, taki biznes oparty na wartościach trudniej zbudować i prowadzić, niż ten mniej etyczny, mniej odpowiedzialny społecznie.
Rzeczywiście, z jednej strony, prowadzenie biznesu opartego na wartościach jest trudniejsze, bo nie kupujemy ludzi ceną, do czego przez wiele lat byliśmy przyzwyczajeni. Z drugiej strony, jest trochę prościej, bo jeżeli już przekonamy klientów czy pracowników do naszej usługi czy produktu wartościami, to staną się bardziej przywiązani do marki. Jeśli jedynym powodem zakupu jest cena, istnieje ryzyko, że zawsze pojawi się na rynku ktoś, kto to samo czy podobne rozwiązanie sprzeda trochę taniej i klient wybierze konkurencję.

Natomiast odpowiadając na pani pytanie, wydaje mi się, że wartości stały się bardziej pożądane w biznesie, ponieważ żyjemy w czasach dobrobytu. Dobrobyt rozumiem w ten sposób, że obecnie na rynku jest już niewiele niezaspokojonych potrzeb ludzi. Większość społeczeństwa ma w dużej mierze zaspokojone podstawowe, a nawet ponadpodstawowe potrzeby. W pokoleniach naszych rodziców czy dziadków tych niezaspokojonych potrzeb było tak wiele, a dostęp do pożądanych produktów czy usług był tak skromny, że najważniejsze dla ludzi było zdobyć cokolwiek i coś mieć. Dziś, mając dostęp do wielu różnych dóbr materialnych, możemy sobie pozwolić na wybór oparty na wyższych wartościach. Skoro poszukiwanie wartości stało się potrzebą konsumentów, to przedsiębiorcy rozpoczęli zwrot w stronę takich wartości, by w pełni odpowiedzieć na oczekiwania rynku. Sądzę, że to, co teraz obserwujemy, jest naturalnym etapem rozwoju społeczeństwa, które się bogaci.

Zawsze myślałam, że ludzi do bycia ekologicznymi bardziej skłania bieda. Jeśli mają mniej, mają utrudniony dostęp do dóbr, to bardziej szanują to, co mają. Kiedyś nie było wielkoprzemysłowych hodowli, mięso jadało się od święta. Dziś natomiast uprawiamy wielkie marnotrawstwo, żyjemy w kulturze nadmiaru, a ekologia, wartości stają się czymś w rodzaju fanaberii ludzi materialnie uprzywilejowanych.
Wydaje mi się, że kiedyś ludzie byli „ekologiczni”, bo w ogóle na świecie było niewiele dóbr i nie istniały „nieekologiczne”, sztuczne materiały. Ale do tego etapu w rozwoju naszej cywilizacji nie ma już powrotu. Myślę, że dziś społeczeństwa bogatsze i lepiej wykształcone są bardziej ekologiczne niż te „na dorobku”, które nie przestrzegają żadnych norm ekologicznych (np. fabryki w Indiach i Chinach vs. relatywnie czyste fabryki w Europie).

Dlatego kolejną wartością dziś, którą powinniśmy uczynić priorytetową, jest zmniejszanie rozwarstwienia społecznego. Zarówno wewnątrz krajów, bo najbogatsi mają tak dużo, że nie są w stanie sensownie tego konsumować, a mniej zamożni, oszczędzając, kierują się ceną zamiast ekologicznością, jak i pomiędzy krajami, by kraje azjatyckie nie były pełne fabryk nieprzestrzegających norm BHP tylko po to, by Europejczycy co sezon mogli kupić nowy, tani i szybko psujący się produkt tej samej marki. Obecnie to najbiedniejsi palą w piecach czym popadnie (plastikowymi butelkami, oponami czy też pokrytymi lakierami i farbami starymi meblami), bo nie stać ich na dobry jakościowo opał, a tym bardziej na ekoinstalacje. Oni nie będą zwracać uwagi na to czy T-shirt, który kupują, jest lepszej jakości albo czy wyprodukowano go w Polsce, dla nich ważna będzie przede wszystkim cena. Aby ten kiełkujący trend zwracania się ku wartościom dalej się rozwijał, trzeba zadbać zarówno o zmniejszenie rozwarstwienia ekonomicznego, jak i edukację, w ramach której poszerzy się społeczna świadomość tego, jak owe wartości mogą przyczynić się do poprawy naszego życia lokalnie i globalnie. Jeśli będziemy dążyć do poprawy tych zmiennych, wierzę, że za 20–30 lat wartości, o których wspominam, dość istotnie wyprą z rynku czynnik ceny jako ten najistotniejszy w naszych wyborach zakupowych.

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać