© Adobe Stock

Bądź człowiekiem, bądź życzliwy

1 udostępnień
1
0
0

„Jeżelibyś więc usunął z tego świata więź życzliwości, to nie ostoi się ni dom żaden ni miasto, i nie utrzyma się nawet uprawa roli”– twierdził Cyceron. Bez życzliwości – rozumianej jako przejawiająca się troską o innych postawa przekraczająca „ja” – zginiemy. Pogrzebiemy nasze człowieczeństwo, ukonstytuujemy piekło na ziemi. W świecie bez życzliwości trudno będzie szukać poczucia szczęścia.

Jadę autem i dopada mnie atak paniki. Już od rana nieokreślony lęk przecierał temu atakowi ścieżki. Zasadniczo nie doświadczam teraz żadnego bezpośredniego zagrożenia, realnych powodów do paniki nie ma, a jednak ta się pojawia. Dlaczego?

Od miesięcy nasiąkam negatywnymi informacjami z otoczenia: degrengolada polityczna i społeczna w kraju, kryzys na granicy, przerwane łańcuchy dostaw, skutkujące brakami rozmaitych towarów w sklepach, pandemia, rosnąca inflacja, wzrost cen produktów i paliw, kryzys klimatyczny, globalny kryzys demokracji, wizja trzeciej wojny światowej i mnóstwo innych nieszczęść.

Niemal każdy news z mojej informacyjnej bańki jest znakiem kryzysu człowieczeństwa. Śmierć 30-letniej Izy z Pszczyny i komentarze oficjeli na tę śmierć („tylko ta Iza i Iza, a czemu nikt nie płacze nad dzieckiem”), śmierć Jezusa (nomen omen) na granicy Katolandu, śmierć rocznego dziecka uchodźców tuż przy zamkniętej bramie „demokratycznego” kraju, przebite opony w autach medyków niosących pomoc imigrantom, dewastacja rodzinnego grobu Stuhrów i hejtowanie Mai Ostaszewskiej za działania na rzecz ludzi w potrzebie, antyszczepionkowcy ze swoimi teoriami spiskowymi, narodowcy z krużgankami oświaty. Nie trzeba COVID-u, by się od tego udusić.

Gdy wydaje mi się, że już się w tym bagnie utopię, wyciąga mnie z niego młody chłopak – pracownik obsługi klienta w sklepie. Jak?

Jest zaskakująco życzliwy. I ta jego życzliwość mnie poraża. Dziwi mnie tak, że aż oglądam się wokoło, żeby sprawdzić czy to czasami nie jakiś żart i czy ktoś nie robi sobie ze mnie beki. Chłopak jest skoncentrowany na tym, o co pytam, okazuje zainteresowanie, angażuje się w rozwiązanie problemu, z jakim się do niego zgłosiłam. Nie tupie z niecierpliwością nóżką, żeby czym prędzej się mnie pozbyć, nie okazuje rozdrażnienia, gdy wciąż drążę temat, nie sugeruje niewerbalnie: „Pani, streszczaj się, toż są jeszcze kolejni klienci”. W pełni poświęca mi 10 minut. I choć nie udaje się mu rozwiązać mojego problemu, czuję się zaopiekowana, zauważona, otoczona troską.

Warto przeczytać: Jak poradzić sobie z lękiem?

Cień, który od rana chwytał mnie za gardło, cofa się. Jechałam długą drogę, nic nie załatwiłam, a mimo to jestem pozytywnie naładowana. Znów mogę oddychać. Inaczej patrzę na rzeczywistość. Ta nie jawi mi się już tak beznadziejnie, choć przecież w zasadzie nic się nie zmieniło.

A jednak tych 10 minut życzliwego kontaktu z obcym człowiekiem w jakiś sposób mnie uzdrowiło. Czy to możliwe, że siła życzliwości jest aż tak potężna?

Jestem pod wrażeniem tego zdarzenia, więc opowiadam o nim koledze.

– Gdyby życzliwość miała tak wielką moc transformacji, jak inaczej mógłby wyglądać nasz świat, gdybyśmy się nią na co dzień wymieniali… – snuję przed kolegą naiwnie brzmiące wizje.

Co ciekawe, on zupełnie nie spieszy się, by tę moją naiwność ukrócić. Przeciwnie, zdaje się nawet jej sprzyjać.

– Większość ludzi dziś czerpie energię ze złości – mówi. – To, co się obecnie dzieje w kraju czy na świecie może budzić lęki, złość, rozpacz. Lęki i rozpacz raczej pożerają energię, ale złość może mocno człowieka napędzać, dodawać sił do walki. Tyle że to energia destrukcji. Za to życzliwość stwarza energię konstrukcji. Ona nie służy niszczeniu, lecz budowaniu, stwarzaniu, dzieleniu się dobrem. Jest jak kołdra, która otula cię w chłodne noce, przynosząc ciepło. Myślę, że gdyby ludzie praktykowali życzliwość, żyłoby się nam lepiej. Świat byłby lepszy.

Tylko co to w zasadzie znaczy być życzliwym?

„Wielki Słownik Języka Polskiego” definiuje życzliwość jako „cechę kogoś, kto lubi innych ludzi, chce ich dobra i gotów jest działać w tym celu, aby działo im się dobrze”. Papież Franciszek w encyklice Fratelli tutti twierdzi, że życzliwość to „silne pragnienie dobra i skłonność do tego wszystkiego, co dobre i doskonałe, co pobudza do napełniania życia innych rzeczami pięknymi, wzniosłymi i budującymi”. Inni z kolei, jak np. filozof prof. Tadeusz Gadacz, zastrzegają, żeby nie mylić życzliwości z uprzejmością. Bo „o ile uprzejmość może być aktem bez życzliwości, o tyle życzliwość zawiera w sobie uprzejmość. Być uprzejmym można być tylko w stosunku do drugiego człowieka, podczas gdy życzliwość to raczej postawa życia, która może (ale nie musi) wyrażać się w uprzejmości”.

W życzliwości nie chodzi więc o to tylko, żeby być dla kogoś miłym. To raczej postawa troski o dobro innych, jak określa ją profesor psychologii Shalom H. Schwartz, podstawowa ludzka wartość, znajdująca się wśród tych wartości, których jądro stanowi „przekraczanie ja”. Życzliwy człowiek potrafi cieszyć się z cudzego szczęścia i nie czuje satysfakcji z nieszczęścia innych. Własna wygoda, racja czy ego nie przesłaniają mu oczu na drugiego człowieka. Jest tego człowieka ciekawy, ciekawością nieinteresowną, wynikającą z otwartości na świat i z pewnej dozy zaufania do niego oraz z akceptacji siebie.

Pisarz Cleveland Amory już dawno temu mówił: „Ten świat potrzebuje nowego rodzaju armii – armii życzliwości”. Dziś, gdy ludzie na różne sposoby zbroją się przeciw sobie, budują między sobą mury i fortece, jego słowa wydają się nad wyraz aktualne.

Może i to naiwne, ale wierzę, że gdyby każdy z nas codziennie małymi krokami praktykował życzliwość, coś realnie zaczęłoby się zmieniać. Mnie samej nierzadko zdarza się lecieć na energii złości, ale zwykle nic dobrego z tego nie wynika. Natomiast kiedy wracam do postawy życzliwości, wiele spraw układa się dobrze. Ludzie instynktownie odczytują życzliwe i nieżyczliwe postawy. Kiedy udzielam komuś trudnej informacji zwrotnej i towarzyszy temu życzliwość z mojej strony, zwykle odbiór tej informacji jest pozytywny. Mój rozmówca nie czuje się przeze mnie atakowany i oceniany, czuje, że w tym komunikacie do niego jest troska, więc jest w stanie go przyjąć. Jednak kiedy tylko tracę tę postawę, to nawet dobry komunikat, z „dobrymi intencjami”, może się stać zarzewiem konfliktu. Bo druga strona wyczuje, że w sumie wcale mi na niej nie zależy, że raczej chodzi mi o wymądrzanie się, moralizowanie, sycenie własnego ego. A wtedy trudno się dziwić, że nie będzie przestrzeni na zrozumienie, na relację.

Niedawno, przeglądając jakiś wpis na Facebooku, natknęłam się na rozwinięcie skrótu nazwy pewnej fundacji. Jej nazwa brzmiała HOPE (ang. nadzieja), ale rozwijała się w hasło: Help One Person Everyday (Każdego dnia pomóż jednej osobie). Praktykowanie życzliwości można zacząć małymi krokami. Mówimy tu o postawie, a postawa wymaga kształtowania. Codziennie jeden akt życzliwości, aż w końcu może dojdziemy do tego, co zaleca Dalajlama: „Bądź dobry zawsze, gdy jest to możliwe. A jest możliwe zawsze”.

– Ale jak można być życzliwym dla kogoś, kto nie jest życzliwy dla mnie? Przecież to frajerstwo! – zarzuca mi znajoma, gdy dzielę się z nią przemyśleniami na temat życzliwości.

I wtedy przypomina mi się cytat z książki literackiej noblistki Pearl S. Buck, w której bohater mówi: „Widziałem tyle okrucieństwa, że jedynym sposobem, dzięki któremu będę mógł przetrwać to życie, jest upór w życzliwości”.

Ja też zamierzam się w tym upierać.

Tej autorki: Dobre intencje

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
singiel

Życie singla

Dlaczego singielstwo budzi tyle kontrowersji? Czy – jak twierdzą niektórzy – jest ono przejawem egoizmu, nieodpowiedzialności, społecznego niedostosowania,…
wspierajmy się

Wspierajmy się!

Dziś, w pandemicznych czasach – być może jak nigdy wcześniej za naszego życia – wartości nabiera współdziałanie. Życzliwość…

Dobre intencje

Podobno w piekle posadzki i ulice wyłożone są szlachetnymi pobudkami ludzi. Czyżby nasze dobre chęci wcale nie zbliżały…