supernova babskie filmy na lato
© „Supernova”, materiały promocyjne

Babskie kino: 7 filmów na drugą połowę lata

69 udostępnień
69
0
0

W lipcu było ambitnie. Oszołomił mnie duński laureat Oscara „Na rauszu” z magnetyzującym Madsem Mikkelsenem, a zaraz później „Nomadland” z Frances McDormand, który kilka miesięcy wcześniej zdobył trzy oscarowe statuetki. Filmowy sierpień zapowiada się równie ciekawie.

Drugą połowę lata zacznę zapewne z „Supernovą”, obrazem o Samiem (Colin Firth) i Tuskerze (Stanley Tucci), mężczyznach żyjących w związku małżeńskim. Filmowa historia tej pary rozpoczyna się od ich podróży kamperem przez górzystą część Anglii. Jadą na koncert Samiego, który jest znanym pianistą, po drodze „zahaczając” o swoich przyjaciół i rodzinę. Ta wycieczka nie jest jednak jedną z wielu miłych podróży. To pożegnanie. Okazuje się bowiem, że Tusker cierpi na postępującą demencję i wszystko, co go tworzyło, co kocha, co do tej pory go określało i zakorzeniało w świecie, szybko ucieka z jego pamięci.

Krytycy piszą o dramacie, że to najpiękniejsza historia miłosna ostatnich lat, komplementując Firtha i Tucciego za ich kreacje aktorskie, zdolne poruszyć najgłębsze zakamarki duszy. Niewątpliwie ten film dostarczy mi wielu wzruszeń.

Lato nie jest jednak czasem, który chciałabym spędzić wyłącznie na szlochaniu, więc zaraz potem poszukam w kinie czegoś inspirującego. I pewnie będzie to opowieść o gigancie fotografii mody, Helmucie Newtonie.

Dokument „Helmut Newton. Piękno i bestia” można zobaczyć online. To okazja do spotkania z modą najwyższych lotów i z jednym z największych twórców współczesnej fotografii mody. Z wizjonerem, który wykreował swój indywidualny, rozpoznawalny i niepodrabialny styl. Ów styl zaś oparł na fascynacji kobietami silnymi, dominującymi, perwersyjnymi, niestroniącymi od nagości.

Newton fotografował kobiety ledwo tylko odziane lub w ogóle nieodziane w różnych sytuacjach – na kanapach, przy oknach, na ulicach. Swoimi zdjęciami prowokował, przesuwał granice i z szelmowskim uśmiechem na twarzy zdawał się pytać poruszonych odbiorców: „Uważacie, że moje kobiety jeszcze są istotami żywymi, czy już przedmiotami?”. Był postacią fascynującą, wizjonerem. Realizował projekty dla „Vogue” (od brytyjskiego, przez francuski po australijski), „Harper’s Bazaar”, „Sterna” czy „Playboya”.

W filmie znalazły się rozmowy z nim samym oraz z kobietami, które pojawiały się na jego zdjęciach, m.in. Catherine Deneuve, Grace Jones, Isabellą Rossellini czy Charlotte Rampling.

O tym, jak wygląda moda przyszłości przeczytasz w wywiadzie z Tomaszem Olejniczakiem

Sierpień sprzyja artystycznym doznaniom. Ze świata mody w tym miesiącu mamy okazję przenieść się do świata muzyki. A to za sprawą dwóch kobiecych postaci: Billie Holiday i Arethy Franklin.

Historię tej pierwszej amerykańskiej piosenkarki poznamy w obrazie „Billie Holiday”. Ta pochodząca z afroamerykańskiej rodziny wokalistka zaczęła śpiewać w harlemskich barach w wieku 14 lat, a pierwszy kontrakt podpisała mając 20 lat. Jednak w filmie poznajemy ją już w szczytowym stadium kariery, kiedy mówi się o niej jako o jednej z najwspanialszych wokalistek wszech czasów, a jej występy na całym świecie przyciągają tłumy wielbicieli. Ale Holiday w swojej artystycznej działalności poszła o krok dalej niż tylko serwowanie ludziom rozrywki. Zaangażowała się w walkę z rasizmem. Jej piosenka „Strange Fruit” po dziś dzień uznawana jest za jeden z największych protest songów przeciw rasizmowi. W czasach, w których żyła jej działania nie były jednak na rękę amerykańskim władzom. Nie dziwi więc, że władze te będą szukać sposobu na spacyfikowanie niewygodnej dla nich piosenkarki. W filmie do misji tej wysyłają tajnego agenta, który kiedyś romansował z Holiday. Ma się do niej zbliżyć, zdobyć jej zaufanie, wykorzystać problemy gwiazdy z narkotykami i w ten sposób umożliwić władzom wprowadzenie na utwory artystki cenzury.

Natomiast o kolejnej amerykańskiej gwieździe – Arecie Franklin – opowiada film „Respect”, który właśnie trafił do kin. Ta nazywana królową soulu artystka, dzięki której świat zyskał przeboje takie jak „I Say a Little Prayer”, „A Natural Woman” czy „Freeway of love”, była pierwszą w historii kobietą przyjętą do Rock and Roll Hall of Fame (muzeum honorującego artystów rockowych, którzy wnieśli istotny wkład w rozwój tego gatunku muzycznego). Aretha Franklin zaczęła nagrywać piosenki w profesjonalnym studiu w wieku 14 lat. Pięć lat później podpisała pierwszy kontrakt z wytwórnią płytową. Stworzenia obrazu o wokalistce, która jeszcze za życia stała się legendą, podjął się Liesl Tonny, do tej pory znany z takich filmów jak „Pani Fletcher”, „Niepewne”, czy „Queen Sugar”. W roli Franklin obsadził on bardzo trafnie Jennifer Hudson, której kreacją Arethy zachwycili się krytycy. W „Respect” urzeka jednak nie tylko świetna gra aktorska, ale połączenie najwyższych lotów muzyki z szalenie estetyczną oprawą wizualną. Produkcja ta powinna więc zadowolić osoby wrażliwe na piękno i spragnione różnorodnych sensualnych doznań.

O innych kobietach rocka przeczytasz w cyklu „Kobiety rocka – podróż przez 7 dekad”:
Prababcie rocka. Lata 50.
Rockowe rewolucjonistki. Lata 60.

By ochłonąć nieco od klimatu wielkiej sceny i blasku fleszy, ale wciąż pozostając przy wartościowym kinie, sięgnijmy jeszcze po dwie produkcje, okrzyknięte przez krytyków dziełami sztuki.

Pierwsza nosi tytuł „Pamiątka” i można ją zobaczyć na Netfliksie. Akcja filmu toczy się w Anglii, w latach 80. XX wieku. Główną bohaterką jest tu 20-letnia Julie (Honor Swinton-Byrne) – pochodząca z wyższej klasy społecznej dziewczyna, która marzy o studiach filmowych i o nakręceniu filmu, ukazującego zupełnie inną rzeczywistość niż ta, z jaką ma do czynienia na co dzień (wytworne życie bogatych ludzi). W realizacji marzeń pomagać będzie jej matka (Tilda Swinton), gotowa spełniać wszystkie finansowe zachcianki swojego dziecka, ale też z tym dzieckiem tworząca rodzaj toksycznej więzi. Czy mając toksyczną więź z rodzicem ma się szansę stworzyć zdrowe relacje z innymi?

Związek Julie z Anthonym raczej na to nie wskazuje. Anthony to bogaty i szalenie błyskotliwy facet. Potrafi rozsiewać urok i uwodzić opowieściami, gromadząc wokół siebie wianuszki zachwyconych kobiet. Jednak pod tą powierzchnią uroczego chłopca kryje się niezwykle trudny typ, który w dodatku ma problemy z heroiną. Ale czy właśnie to nie ta problematyczność Anthony’ego tak naprawdę kręci Julie? A może związek z kimś takim właśnie to dla Julie sposób na ucieczkę od blichtru i od pięknego, doskonałego, wytwornego świata, w jakim się wychowała, a który potrafi bardzo ciążyć?

„Pamiątka” to film intensywny, emocjonalny, poruszający czułe struny, jednocześnie zachwycający artyzmem ukrytym w detalach, kostiumach, wnętrzach. Nie dziwi etykieta, którą go oznaczono. To rzeczywiście filmowe dzieło sztuki.

Drugie z owych dzieł to film „Annette” (do zobaczenia w kinach). Jego autorem jest Leos Carax – francuski reżyser, który w wieku 22 lat zadebiutował filmem „Boy Meets Girl”, wzbudzając nim wiele kontrowersji. Płynąc na fali zainteresowania swoją osobą, chwilę później nakręcił „Złą krew”, „Kochanków z Port-Neuf” oraz „Holy Motors”, aż w końcu „Annette” – która otworzyła tegoroczny festiwal w Cannes. To, że sam Carax lubi robić wokół siebie szum i zaskakiwać publikę (na konferencji prasowej w Cannes nagle wyszedł po zakomunikowaniu, że chce mu się siku) to dla nas mało istotna ciekawostka. Bardziej interesujące wydaje się to, czym tak zachwycili się krytycy po obejrzeniu jego ostatniej produkcji, „Annette”.

Film opowiada o żyjącej w blasku fleszy śpiewaczce operowej (w tej roli przepiękna Marion Cotillard) i słynnym stand-uperze, którego kariera dobiega końca (Adam Driver). Najpierw jest wielka miłość, potem kolejne fazy ewolucji (czy raczej rewolucji) związku tych dwojga, aż w końcu jako owoc tego związku na świecie pojawia się tytułowa Annette, dziewczynka obdarzona wyjątkowymi zdolnościami wokalnymi. Zdawałoby się historia dość banalna, ale jak opowiedziana i pokazana! Uczucia, muzyka, taniec, piękne obrazy – to wszystko razem potrafi porwać. Przyciąga i hipnotyzuje. Nie dziwi, że Carax za reżyserię otrzymał w tym roku Złotą Palmę w Cannes.

Na koniec coś zupełnie z innej bajki. Jako że trudno myśleć o wakacjach bez marzenia o przeżyciu wielkiej, ekscytującej przygody, polecam „Wyprawę do dżungli”, która właśnie trafiła do kin.

To historia o kapitanie parostatku i badaczce dzikiej przyrody oraz jej bracie, którzy razem wyruszają w pełną wyzwań podróż po amazońskiej dżungli, by odnaleźć legendarne „Drzewo Życia”. Kłopot w tym, że na owe drzewo pazurki ostrzy sobie również niemiecki książę Joachim. Obraz stworzony przez studio Disneya zachwyca wartką akcją, krajobrazami, legendami i zwierzętami (poczekajcie, aż zobaczycie animowanego wielkiego kota). Urzeka też gra aktorska: Dwayne’a Johnsona jako kapitana parostatku, „specjalisty” od filmów przygodowych (w dodatku takich, których akcja dzieje się właśnie w dżungli. Wystarczy tylko wspomnieć „Witajcie w dżungli” czy „Jumanji: Przygoda w dżungli”), Emily Blunt, która wcieliła się w rolę badaczki oraz Jesse Plemonsa (znanego z takich hitów jak „Vice” czy „The Irishman”). 

Lekko i zabawnie, a przy tym ekscytująco. Idealnie więc na koniec sierpnia. Dla dorosłego dodatkowy bonus z tego faktu jest taki, że choć wakacje się kończą, nie trzeba zaraz iść do szkoły.

A propozycje dla miłośników seriali przygotowała Monika Ksieniewicz-Mil. Znajdziesz je TUTAJ

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać

Supertata w 7 filmowych odsłonach

Filmów poruszających kwestię ojcostwa jest wiele. W Dniu Ojca przypominamy kilka z tych, w których tatusiowie dokonują rzeczy…

HERstorie za darmo w Ninatece

Jeśli lubisz wartościowe kino i interesujesz się sprawami kobiet, przez kilka najbliższych dni masz szansę zobaczyć osiem filmów…

Chuck Norris – symbol męskości?

10 marca urodził się Chuck Norris. Tego samego dnia obchodzimy w Polsce Dzień Mężczyzny. Przypadek? Dlaczego aktor popularnych…