arkadius projektowanie mody
Arkadius © Mark Davies

Arkadius: Fajniej jest mieć wolność niż sławę

47 udostępnień
47
0
0

Nazywano go „geniuszem mody”, „modowym objawieniem”. „Projektant, który wyprzedza innych z branży o co najmniej dwie dekady” – pisano. To on sprawił, że w latach 90. o Polsce mówiło się w Europie i na świecie nie tylko w kontekście politycznym. I nagle, będąc u szczytu kariery, zniknął. Co się stało ze słynnym Arkadiusem? Jak wygląda teraz jego życie? Po informacje sięgamy do źródła.

Marta Dudziak: Choć strasznie mnie ciekawi, co się stało z największym polskim wizjonerem mody, dlaczego nagle wycofał się z wielkiej modowej sceny, najpierw spytam o to, jak w ogóle ten wizjoner się narodził. Od dziecka chciał pan projektować modę?

Arkadius: Jako dziecko marzyłem o tym, aby być marynarzem i dużo podróżować po świecie. Trochę później chciałem zostać piosenkarzem, tylko że zupełnie nie potrafię śpiewać! (śmiech). Ale kiedy miałem jakieś 12 lat, przeczytałem artykuł na temat życia Yves Saint Laurenta i od tamtej pory zacząłem marzyć o karierze projektanta mody.

I poszedł pan za marzeniami. Jak w ogóle udało się panu dostać do Central Saint Martins – jednej z dwóch najbardziej znanych uczelni mody na świecie? I to w czasach, gdy Polska nie była jeszcze w Unii Europejskiej, gdy dopiero wkroczyła na ścieżkę ustrojowej transformacji?

Dostanie się na studia do St. Martins nie było łatwe, a już z całą pewnością dla ludzi, którzy nie posiadali przygotowania plastycznego, a ja takiego nie miałem. Najpierw musiałem więc zaliczyć tzw. Foundation Course, roczny kurs prowadzony na tej samej uczelni. Robiłem go dokładnie na tym samym piętrze, gdzie później przez kolejne cztery lata studiowałem.

W 1994 roku, kiedy podszedłem do egzaminów na studia, dostałem się za pierwszym razem. Z perspektywy czasu sądzę, że nawet nie tyle mój talent, ale bardziej entuzjazm oraz dobre oceny pani profesor ze wspomnianego Foundation Course zadecydowały o tym, że zostałem przyjęty za pierwszym podejściem. Byłem dla nich „produktem egzotycznym”, pierwszym studentem na wydziale mody zza żelaznej kurtyny!

Central Saint Martins – jakie to było miejsce?

Magiczne. Z wielu powodów. Nie jest to bowiem uczelnia tylko i wyłącznie modowa. Central Saint Martins to największa w Europie akademia sztuk pięknych. Tam są różne wydziały: malarstwo, rzeźba, design produktu oraz wiele innych. To również miejsce kreatywnej wymiany pomiędzy studentami z różnych kierunków świata, co stanowi źródło wielu inspiracji.

Myślę, że Central Saint Martins było mi zapisane w gwiazdach, bo właściwie to marzyłem o Parsons w Nowym Jorku, ale nie udało mi się zdobyć wizy do Stanów Zjednoczonych, więc zamiast podróży tam, wylądowałem w Londynie. W moim osobistym rankingu szkół St. Martins było na drugim miejscu, a zaprowadziło mnie na szczyt.

Instytut Sztuk Wizualnych UJK w Kielcach uruchomił bezpłatne studia artystyczne dla osób dojrzałych – szczegóły znajdziesz TUTAJ

Dostał się pan do jednej z najlepszych szkół, a potem jeszcze odbył staż u Alexandra McQueena. Dla fana mody brzmi to wszystko jak sen.

Lee, bo takie było naprawdę jego pierwsze imię (drugie to Alexander) był jedną z trzech najbardziej inspirujących osób, jakie w swoim życiu poznałem. Miał niesamowite poczucie humoru oraz niebywały dystans do całego świata mody. Pracując bawił się. Wszystko co robił, traktował jak hobby, nie jak pracę…

Kiedy odbywałem u niego staż, a był to rok 1996, Atelier McQueena było jeszcze bardzo małe. Poza mną stażowały tam jeszcze trzy osoby, m.in. Sarah Burton (obecnie dyrektorka artystyczna marki).

We czwórkę zaczęliśmy staż w tym samym czasie. Tamta trójka została na dłużej, ja niestety nie mogłem, gdyż byłem dopiero po pierwszym roku studiów i musiałem wracać do szkoły. Zresztą poza samymi studiami miałem już wówczas własną markę Arkadius i robiłem ciuchy na zamówienie dla prywatnych klientek. To był niezapomniany czas. Do dziś wspominam go bardzo miło.

A wkrótce potem odbył się pana pierwszy pokaz i od razu na London Fashin Week…

To było przeżycie nie do przecenienia. Moja pierwsza oficjalna prezentacja w świecie mody – na dużą skalę. Kolekcja nazywała się „Lucian, O!” i od A do Z została zaprojektowana przeze mnie w moim małym atelier, które przy okazji było także moim mieszkaniem. Ten pokaz stał się symbolem mojego narodzenia jako artysty.

Wszedł pan w świat mody jak burza. Był pan na językach, żył w blasku fleszy, prasa pisała o panu: „Objawienie!”, „Geniusz!”. Nic tylko płynąć na tej fali i odcinać kupony, a pan… pan nagle zniknął. Co się stało?

Doszedłem do punktu, w którym uświadomiłem sobie, że sława jest tak naprawdę formą niewolnictwa. Że fajniej jest mieć wolność niż sławę. Że życie jest zbyt krótkie, aby wieść je w świecie, który tak naprawdę nie do końca jest moim światem. Dzisiaj żyję w takim, który nazywam „swoim” i kocham go, kocham swoje aktualne życie.

Rezygnacja z blichtru, pieniędzy i sławy chyba nie należy do łatwych decyzji?

Do decyzji tej dojrzewałem długo, bo ponad dwa lata. W tym okresie sporo podróżowałem. Byłem w Indiach, w Tajlandii. Rozglądałem się za potencjalnym miejscem do przeprowadzki. Ale dopiero gdy trafiłem do Brazylii, ta rozkochała mnie w sobie na tyle, że zdecydowałem się zostawić za sobą Londyn i wszystko to, co w nim zbudowałem od 1992 roku. W niej właśnie rozpocząłem swoje nowe, pozalondyńskie życie, które z satysfakcją prowadzę do dziś.

arkadius projektowanie mody
Arkadius, fot. arch. prywatne
Co pana urzekło w Brazylii?

Brazylia jest krajem kontynentalnym, prawie tak ogromnym jak cała Europa, tyle że od Europy jest znacznie bardziej egzotyczna i o niebo bardziej zdywersyfikowana. To młody kraj, zamieszkiwany przez ludzi o niezwykle pozytywnym nastawieniu do życia. To właśnie ta pozytywna energia Brazylijczyków podbiła moje serce. Zamieszkałem w Salvadorze – miejscu szalenie kreatywnym, o niesamowitym położeniu geograficznym i od lat wiodę w nim cudownie spokojne życie.

W tym życiu nie ma pośpiechu ani deadline’ów, nie ma bezsensownej gonitwy nie wiadomo za czym ani stresu, jaki zawsze miałem w Londynie. Co ciekawe przenosząc się do Brazylii, odkryłem, że to nie wyścig, ale właśnie slow life jest dla mnie stanem naturalnym. Dziś doświadczam tego stanu, cieszę się nim. Nie robię już wielkich planów, staram się dobrze wykorzystać dany mi czas. Zdrowo się odżywiam, dużo podróżuję, przede wszystkim do miejsc o niezniszczonej jeszcze przez człowieka przyrodzie.

Natura jest dla pana ważna?

To jedna z najważniejszych wartości i inspiracji w moim obecnym życiu. Jeśli coś mnie naprawdę cieszy, to zwykle jest to coś pozytywnego, co ludzie robią na rzecz natury. Jeśli coś mnie smuci, to zwykle to, co złego ludzie wyrządzają naturze, aby zaspokajać swoje ego.

Moda też ma swój udział w szkodzeniu naturze…

Niestety tak. Ma udział i to bardzo duży! Problem jest kolosalny, począwszy od przeogromnej nadprodukcji ciuchów, po zatruwanie rzek farbami oraz innymi chemikaliami. Cały ten koncept mody na świecie musi się zmienić po to, abyśmy mogli ocalić to, co mamy najcenniejszego, czyli naturę!

Osobiście bojkotuję modę już od kilku dobrych lat, ale prawda jest taka, że żyjąc tutaj, gdzie żyję jest to stosunkowo łatwe. Tu zawsze jest lato, więc moje jedyne ciuchy to jakiś stary, sprany T-shirt i szorty. Mam wrażenie, że moje roczne wydatki na całą garderobę to jakieś 20 euro!

O tym, że wszystko, czego potrzebujesz, masz już w swojej szafie posłuchasz w webinarze Marty Dudziak TUTAJ

Brazylia mocno zmieniła pana jako projektanta? Bo przecież nie porzucił pan zupełnie swojej zawodowej pasji? Arkadius, a teraz raczej AFKAA – Artist Formerly Known As Arkadius nadal tworzy?

To prawda, Brazylia zmieniła mnie bardzo. Nie tylko zresztą jako projektanta, ale przede wszystkim jako człowieka. Nabrałem dystansu do świata show-biznesu, pokory do życia. Zacząłem doceniać całe to piękno, które wokół siebie mamy za darmo, czyli znów chodzi o naturę!

To też prawda, że nie do końca porzuciłem projektowanie. Mimo że nie zajmuję się już modą, w dalszym ciągu bardzo dużo tworzę. Jeśli od urodzenia masz artystyczną duszę, ciężko ci przekwalifikować się na coś innego. Nie robię już mody, ale gdybym dzisiaj się nią zajmował, wybrałbym tzw. recycled fashion.

Jednak w 2015 roku stworzył pan markę P-iFASHION. Jaka idea przyświecała „Politically Incorrect Fashion”? Czy był to krok w stronę mody/sztuki zaangażowanej społecznie?

Tak, project P-iFashion powstał przy współpracy czterech osób. Ja byłem dyrektorem artystycznym tej marki. Założenie było takie, żeby marka ta komentowała absurdy dzisiejszego świata, trochę jak sztuka Banksy’ego, często politycznie niepoprawna.

Jaki dziś byłby pana przekaz dla młodych artystów, projektantów mody?

Wszystkim młodym projektantom poradziłbym, aby zajmowali się przede wszystkim recycled fashion, aby nie produkowali już kolejnych rzeczy, aby jak najwięcej przerabiali tego, co zostało już wcześniej wyprodukowane. Wreszcie, aby skupili się na rękodziele i detalu, bo właśnie to nada ich sztuce wysoki poziom i wartość.

Artystom zaś poleciłbym, aby więcej eksperymentowali i nie bali się poruszać tematów trudnych i kontrowersyjnych.

Tej autorki: Rewolucja w szafie w 7 krokach

Zapisz się do newslettera, bądź na bieżąco

może Ci się spodobać
architektura po pandemi

Architektura po pandemii – nowe trendy

Pandemia koronawirusa zmieni architekturę i projektowanie wnętrz: w mieszkaniach i domach będzie więcej przestrzeni, aby domownicy mogli się…