Anna Bilinska-Bohdanowiczowa 1887 autoportret
Anna Bilinska-Bohdanowiczowa, 1887, autoportret

Anna Bilińska: portret w drodze

374 udostępnień
374
0
0

Wybiła się w zdominowanym przez mężczyzn artystycznym świecie, a jej talent zamykał usta mizoginom. Portrety u niej zamawiał kwiat arystokracji. Stawiano ją w jednym rzędzie z najwybitniejszymi polskimi artystami. Gdyby jednak dziś zapytać przeciętnego Polaka o wielkich rodzimych malarzy, wśród wymienionych z pewnością zabrakłoby Anny Bilińskiej.

W warszawskim Muzeum Narodowym możemy właśnie podziwiać wystawę „Artystka. Anna Bilińska 1854–1893”. Ekspozycja potrwa do 10 października lub… do czwartej fali pandemii, więc lepiej nie zwlekać. Kuratorki wystawy Renata Higersberger i Agnieszka Bagińska zjeździły pół Europy, żeby zgromadzić niemal wszystkie prace tej znakomitej malarki. Bo też naniesione na mapę Europy artystyczne podróże Bilińskiej robią i dziś spore wrażenie.

Nieocenioną pomoc przy przygotowaniu tej wystawy zapewnili kuratorkom… sama artystka i jej mąż.

W Tykocinie, w kufrze z pamiątkami rodziny męża malarki, Antoniego Bohdanowicza, zachował się notatnik Anny Bilińskiej, w którym zapisywała informacje dotyczące poszczególnych obrazów – techniki, wymiary, daty, nawet liczba godzin pracy nad danym płótnem; potem transakcje: gdzie i komu obraz został sprzedany oraz za ile.

Mało tego, artystka prowadziła „Mémorial Album”, gdzie zbierała recenzje „wszechświatowej prasy” i wklejała reprodukcje swoich obrazów. Dzięki tym dwóm źródłom kuratorki wystawy doskonale wiedziały, czego mogą szukać i jak wyglądają obrazy, nieobecne w polskich muzeach. Wielka praca kuratorek przyniosła znakomity efekt. Zwiedzający mogą prześledzić artystyczną drogę malarki Anny Bilińskiej, która – jak na swoje osiągnięcia – jest stanowczo zbyt mało znana.

Początek drogi: Wiatka

Bilińska urodziła się w Złotopolu, mieście granicznym dawnej Rzeczypospolitej. Przyszła na świat w 1854 roku (choć w czasie pobytu w Paryżu odjęła sobie trzy lata i jej prawdziwą datę urodzenia znamy dopiero z aktu małżeństwa). Dzieciństwo spędziła najpierw w Kijowie, potem ojciec, lekarz, zabrał rodzinę do Wiatki (dzisiejszego Kirowa).

Dlaczego do Wiatki, mieściny oddalonej na wschód od Moskwy o blisko tysiąc kilometrów? Nikt tego wówczas głośno nie mówił: chodziło o pomoc dla represjonowanych Polaków. Był rok 1867, kilka lat po upadku powstania styczniowego – przez Wiatkę płynął strumień zesłańców. Doktor Biliński świadczył im pomoc medyczną.

Pośród wielu aresztowanych i zesłanych do Wiatki znalazł się Michał Andriolli, pół-Włoch, syn osiadłego w Wilnie byłego napoleońskiego kapitana. Andriolli ukończył studia artystyczne w Moskwie, Petersburgu i Rzymie. Potem walczył w powstaniu u boku Narbutta, dalej był emisariuszem rządu, aż wreszcie trafił na zsyłkę do Wiatki. Tam właśnie jego losy przecięły się z doktorem Bilińskim. Andriolli został pierwszym poważnym nauczycielem rysunku kilkunastoletniej już wtedy córki doktora, Anny.

Z tego okresu nie przetrwały żadne rysunki czy choćby szkicowniki, a szkoda! Ważne, że już od młodych lat Bilińska miała do czynienia z prawdziwymi mistrzami. (Kilka lat później Andriolli, ułaskawiony, wyjechał do Warszawy; do dziś możemy podziwiać jego wspaniałe ilustracje książkowe, ale też – o czym nie wszyscy wiedzą – zaprojektowane przez niego liczne domy w okolicach Otwocka i Józefowa, których styl nazwano potem żartobliwie świdermajerem).

Następny przystanek: Warszawa

Oczywiście peryferyjne miasto cesarstwa rosyjskiego nie było tym, o czym marzy dziewczyna o ambicjach artystycznych. Dlatego Anna z matką i rodzeństwem wracają do Warszawy, zostawiając doktora w Wiatce. Dzięki tej decyzji młoda Bilińska spotyka na swojej drodze kolejnego wielkiego artystę – Wojciecha Gersona, znakomitego malarza i pedagoga.

Jest rok 1875. Przyjęcie Anny do odradzającej się powoli po popowstaniowych represjach Szkoły Sztuk Pięknych (pod kierownictwem Gersona właśnie) nie wchodzi w grę, bo… ani w Warszawie, ani gdziekolwiek w Europie do akademii sztuk pięknych kobiet nie przyjmowano. Co więcej, kobiety w ogóle były wykluczone z edukacji akademickiej, co zaczęło się zmieniać dopiero u progu XX wieku. Jeśli zatem mówimy o zbyt skromnym wkładzie kobiet w sztukę czy naukę w dawnych czasach, to pamiętajmy, że było to wynikiem zablokowania kobietom możliwości kształcenia się i samodzielnej pracy.

Może zainteresuje Cię: Jak powstała kolekcja Muzeum Czartoryskich?

Nawet wtedy, lata później, gdy Bilińska zyskała europejską sławę, krytycy – chcąc ją pochwalić – podkreślali, że maluje „po męsku”.

Na szczęście dla naszej bohaterki, ale też dla wielu innych utalentowanych dziewczyn, Gerson rozumie potrzebę edukacji kobiet – sam ma dwie uzdolnione córki. Bilińska uczęszcza zatem na kursy prowadzone przez Gersona, wynajmuje też małą pracownię na Nowym Świecie.

Z tego właśnie okresu pochodzi stworzony przez nią mały pejzaż „Widok z okna na Saską Kępę”. Nowoczesny, nie urzekający pięknem, przeciwnie, przedstawiający dość surowo zimowy miejski krajobraz: na pierwszym planie szare dachy domów, wysoki ceglany komin, potem Wisła i jakiś rzadki lasek po drugiej stronie. Najpewniej był to widok z okien prywatnej szkoły Gersona przy ul. Oboźnej.

W swojej pracowni przy ul. Nowy Świat 2 Bilińska malowała już pierwsze portrety na zlecenie. Było to o tyle ważne, że ojciec malarki źle zainwestował pieniądze i rodzina popadła w tarapaty finansowe.

Kolejna stacja: Europa

Choć niewątpliwie Gerson okazał się niezwykle istotną postacią w malarskiej karierze Bilińskiej, dla ambitnej studentki jeden profesor to za mało. Anna chciała się rozwijać. Zwyczajowym miejscem, gdzie „po rozwój” jechali polscy malarze było Monachium. Nieformalna grupa, nazwana potem szkołą monachijską, grupowała największe nazwiska polskiego malarstwa od połowy XIX wieku aż do wybuchu I wojny światowej. Jednak Bilińska wybrała inaczej – postanowiła podbić stolicę europejskiego, a zatem wówczas i światowego malarstwa. Wybrała Paryż.

Podróż oczywiście nie odbyła się bez przesiadek. Zanim malarka trafiła do stolicy Francji, ze swoją zamożną przyjaciółką Klementyną Krassowską, która jechała do Włoch na leczenie, odwiedziły Kraków, Wiedeń, Monachium, Salzburg, Treviso, Padwę, Wenecję i Triest. Oglądały dzieła sztuki, zabytki, podziwiały piękno przyrody.

W czasie tej podróży, w Wiedniu, Anna poznała młodego malarza Wojciecha Grabowskiego. To była miłość od pierwszego wejrzenia! Zaręczyli się w sekrecie i rozjechali, licząc na wspólną przyszłość.

Cel: Paryż

W Paryżu, jak pamiętamy, malarka nie mogła studiować na akademii sztuk pięknych. Były jednak liczne szkoły, w których profesorowie akademiccy uczyli prywatnie. Ciekawostka: kobiety za taką naukę płaciły więcej. Dość pokrętnie tłumaczono to tak, że kobiety nawykłe są do lepszych warunków, więc trzeba w ich klasach częściej sprzątać.

Najlepszą z prywatnych paryskich szkół była Académie Julian. Była to wybitna szkoła o szerokim spektrum nauczania, z akademickimi profesorami. Wyszli z niej m.in. Fernand Léger i Henri Matisse.

Warto przeczytać: Banksy – anonimowy geniusz

Co ciekawe, liczba Polek – studentek Académie Julian była całkiem pokaźna. W zapiskach szkoły pojawia się aż 60 nazwisk malarek z Polski.

Dla Bilińskiej było to znakomite miejsce. Robiła stałe postępy. Zdobywała nagrody na wewnątrzszkolnych konkursach. Jej prace zaczęły trafiać na Salon Paryski, najważniejszą dla artystów wystawę. Ale… tu pojawił się dylemat. Na Salonie podawano nie tylko nazwisko artysty, ale i adres zamieszkania. A adres – świadczy o statusie. Bilińska wynajęła zatem pracownię przy 27 rue de Fleurus, w bardzo prestiżowym miejscu. Tyle tylko, że pieniędzy starczyło jej ledwie na klitkę. Żeby malować, musiała składać łóżko. Dopiero później, gdy jej sytuacja się poprawiła, malarka wynajęła dużo większe lokum – pod tym samym adresem.

może Ci się spodobać

7 obrazów Anny Bilińskiej

W warszawskim Muzeum Narodowym możemy podziwiać wystawę „Artystka. Anna Bilińska 1854–1893”. Kuratorkami wystawy są Renata Higersberger i Agnieszka…