Angélique Toque
Angélique Toque

Angélique Toque: Nawet gdy się boisz, działaj

0 udostępnień
0
0
0

 

Mając zaledwie 21 lat trafiła na listę 18 inspirujących kobiet biznesu i marketingu w Polsce. Mimo młodego wieku Angélique Toque poraża błyskotliwością, dojrzałością, pracowitością, sukcesami zawodowymi i zaraża pozytywnym nastawieniem do życia.

Marta Dudziak: Kiedy zaczęłaś pracować nad pierwszą aplikacją?

Angélique Toque: Zaczęłam przygodę z marketingiem już w gimnazjum, ale nie była to moja pierwsza praca. Pracowałam wtedy z zespołem programistów, którzy tworzyli aplikacje i gry. Uczyłam się marketingu na żywo, próbując, robiąc błędy i czytając zagraniczne artykuły o tym temacie, których do końca wtedy nie rozumiałam. Ktoś dojrzał we mnie iskrę i potencjał, dał mi szansę na rozwój. W tamtym czasie głównie pozyskiwałam użytkowników do gier, tworząc kampanie promocyjne w social mediach.

Tak zaczęłam budować portfolio. W międzyczasie dostałam roczny kontrakt, co sprawiło, że pomiędzy liceum i innymi dorywczymi pracami uczyłam się dalej. Następnie pracowałam już z partnerem nad własnym produktem. Zarobiliśmy wtedy pierwsze pieniądze, odłożyliśmy na start i wyjechaliśmy do Hiszpanii spełnić swoje marzenie o pracy zdalnej pod palmą.

Przeczytałam gdzieś, że uciekłaś z domu…

To jest trochę skomplikowane, ale owszem bardzo szybko zawinęłam się z domu. Miałam trudną sytuację z rodzicami. Szybko zaczęłam pracować i usamodzielniać się. Potrzebowałam wziąć za siebie odpowiedzialność.

I przy okazji rzuciłaś studia?

Tak. Po maturze zapisałam się na studia. Było to jednak na trzy, cztery miesiące przed wydaniem autorskiej aplikacji, nad którą pracowałam z moim partnerem. Prace nad nią były już praktycznie na finiszu, więc totalnie nie mogłam skupić się na studiowaniu. Zresztą nigdy nie lubiłam się uczyć lub może raczej nie lubiłam chodzić do szkoły. W ostatniej klasie liceum praktycznie nie brałam udziału w lekcjach, tylko sama uczyłam się na zaliczenia, bo uważałam, że na lekcjach tracę czas. Więcej uczyłam się sama, w spokoju. Kiedy zaczęłam studia byłam załamana, że znów czeka mnie ten tryb. Po tygodniu stwierdziłam, że wolę iść do pracy. Ewentualny powrót na uczelnię rozważałam, jeśli nie udałoby się wydać aplikacji, ale udało się i na studia już nie wróciłam.

Pewnie jesteś o to często pytana, ale w jaki sposób w wieku 19 lat tworzy się aplikację i zdobywa 120 tysięcy użytkowników, i to w zaledwie siedem miesięcy?

Cierpliwością i wytrwałością. To, że udało nam się rozwinąć nasz – mój i mojego partnera – produkt, wynikało z tego, że pracowaliśmy nad tym prawie trzy lata. Na początku nie było zbyt wielu rezultatów i wiele osób nam mówiło, że nie ma opcji, żeby wydać kolejną aplikację do zarządzania czasem, bo na rynku jest ich mnóstwo. Nie zniechęciło to nas, wręcz przeciwnie – dało siłę, by udowodnić, że można. Wymyśliłam plan i pomysł jak ludzi zainteresować.

Czasem się śmieję, że mam dar do robienia czegoś z niczego. Stworzyłam historię wokół produktu, napisałam mnóstwo artykułów, postów na social mediach, kontaktowałam się z dziennikarzami, pisałam z klientami i wpływowymi ludźmi. Nawiązałam wartościowe relacje, które po dziś dzień pozostały, mimo że po kilku latach projekt umarł śmiercią naturalną.

Biznes to ludzie i ich historie. Pozostaną z tobą, jeśli sprawisz, że poczują się ważni i potrzebni. Trzeba nauczyć się słuchać i wychodzić ludziom naprzeciw, podając im rękę.

Pracowaliśmy nad tym biznesem we dwójkę, a takie duże projekty są tworzone często przez wielkie zespoły. Oboje uczyliśmy się po drodze. Nie słuchaliśmy innych, byliśmy wytrwali, testowaliśmy różne rzeczy i próbowaliśmy.

Niemniej sądzę, że wyszło nam także dlatego, że nie skupiliśmy się na polskim rynku, bo w Polsce stosunkowo mało ludzi płaci za aplikacje. W Ameryce ludzie płacą za subskrypcje czy kupowanie produktów digitalowych (teraz już w Polsce oczywiście więcej niż pięć czy osiem lat temu).

Przygotowywaliśmy się do tej kampanii kilka tygodni, mieliśmy też pozyskane kontakty z dziennikarzami, którzy napisali o nas w dniu wydania aplikacji. Zebraliśmy sporą grupę użytkowników, którzy razem z nami współtworzyli produkt, więc byliśmy w stanie zaangażować tych ludzi i sprawić, że oni razem z nami go wydali. To jest najlepsza opcja, żeby rozwinąć biznes. Nie robi się produktu dla siebie, tylko dla ludzi, którzy będą z niego korzystać.

O realizacji marzeń przeczytasz TUTAJ


może Ci się spodobać