© Adobe Stock

Akcja „Infantylizacja” – sposób na upadek demokracji

0 udostępnień
0
0
0
Zdziecinnienie polskiego narodu niszczy demokrację, pogłębia podziały społeczne i pozwala trwać przy władzy jednostkom z ambicjami dyktatorów. Im bardziej infantylne społeczeństwo, tym łatwiej je zniewolić.

„Właśnie oglądam sobie w TVP program o pielgrzymce JPII: Bez Maryi, bez niewoli miłości – życie ludzkie jest pozbawione wszelkiej wartości – słyszę słowa z migawek przemówień JPII. To naprawdę jest patologia, to jest ekspansja patologii. Osobowość zależna, kompletnie kontrolowana, projektowana przez religijne zależności. I to działa! To zawsze uwodzi – niezawodnie. Niesamowite jak działa infantylizacja, to jedna z najbardziej skutecznych strategii: takie jesteśmy małe dzieci i tak nas kocha tatuś papa, JPII, i w ogóle…” – napisał kilka dni temu na Facebooku prof. Tadeusz Bartoś, były dominikanin, filozof, teolog i publicysta.

Jego wpis zainspirował internautów do refleksji nad kwestią postępującej w naszym kraju infantylizacji. Strategii polegającej na podtrzymywaniu w narodzie niedojrzałości i nagradzaniu postaw niedojrzałych.

Pocałuj żabkę w łapkę…

Tak można by podsumować zachowanie prominentnych polskich polityków na corocznie fetowanych urodzinach Radia Maryja. Całowanie Ojca Dyrektora po rękach, poklepywanie się po pleckach, wspólne śpiewy „Abba Ojcze”, „Barka” i kołysanie się do melodii, i trzymanie się za rączki, i klaskanie radośnie, gdy bard śpiewa:

„Jest takie radio, co ma Bóg w opiece swej/ W stajence lichej tak jak On zrodziło się. (…) Jest Sługa Boży, co Go ojcem ludzie zwą/ Więc po ojcowsku zawiaduje stacją swą/ Jak „mały rycerz”, co Jasnej bronił Góry/ Dzierżąc w dłoni szabli piorun/ On uratuje Toruń!”.

Postronny, niewtajemniczony w temat obserwator, patrząc na wspomniany show, zapewne pomyślałby, że właśnie patrzy na przedszkolaki w trakcie animowanych przez przedszkolankę zajęć. Z pewnością do głowy by mu nie przyszło, że oto ma przed sobą „elitę” rządzącą krajem. Oświecenie go w tej mierze zapewne wywołałoby w nim co najmniej zdziwienie, może szok, a na końcu niezrozumienie i zapewne poczucie żenady. Tymczasem większości Polaków takie poczynania polityków w ogóle nie przeszkadzają, co więcej – ci wydają im się bardziej ludzcy, „tacy jak my”, „skorzy do zabawy”, „swojscy”. Poza tym bawią się przecież na kościelnej imprezie, więc… muszą być „dobrzy”, „szanują tradycję”, „garną się do Boga”. Dlatego rodacy kołyszą się do melodii razem z politykami. Razem z nimi klaszczą w łapki i bawią się skandując:

„A ojciec Tadeusz, jak Prometeusz/wybiera ziemi ciepło dla ludzi. / Dla każdej gminy, każdej rodziny, / wielką nadzieję, dla Polski budzi. / A ojciec Tadeusz, nasz Prometeusz, / klęka w Kaliszu, prosi w pokorze: / niech w każdej gminie, w każdej rodzinie, / opiekun rodzin w dziele pomoże”.

Polaków do akceptacji zdziecinniałych postaw przez lata przyzwyczajał Kościół katolicki. W dużej mierze przyczynił się do tego Jan Paweł II, podkreślając fakt szczególnego umiłowania przez Boga dzieci oraz to, że wszyscy jesteśmy dziećmi bożymi. Polakom bycie dziećmi bardzo się spodobało. Wszak bycie dzieckiem zwalnia od odpowiedzialności, od racjonalnego myślenia, pozwala na zaspokajanie własnych egoistycznych potrzeb bez konieczności myślenia o potrzebach innych, pozwala na roszczeniowość i… na traktowanie życia jak zabawy (po nas choćby i potop). Od dzieci niczego się nie wymaga. Dzieciom się daje. Dzieci są biorcami. Dzieci mają żądania, które powinni zaspokajać dorośli. Oczywiście to wszystko ma swoją cenę: wolność, niezależność, możliwość samostanowienia. Zapewne da się je poświęcić, gdy ma się dobrego tatusia i dobrą mamusię, ale gdy trafimy do patologicznej rodziny?

Rzecz w tym, że zdziecinnienie dorosłych, jak mówi prof. Bartoś, jest patologią i pogłębia patologie. Naukowcy badający procesy infantylizacji społecznej mówią o tym od dawna.

Kultura rozkładu

„Kochana Rodzino Radia Maryja, bardzo wam dziękuję za wasze zaangażowanie, za to, że się angażujecie, chodzicie na wybory i – jak mówi jeden znany redemptorysta – Alleluja i do przodu!”.
Joachim Brudziński, europoseł PiS, czerwiec 2019 r.

Już w 1961 r. amerykański socjolog Erving Goffman, badając zachowania personelu i interakcje społeczne starszych klientów w ośrodkach opieki dziennej dla dorosłych, zauważył, jak infantylizacja negatywnie wpływa na poziom opieki nad pacjentami, sprzyjając budowaniu tzw. instytucji totalnej. Z jego analiz wynikało, że infantylizacja personelu i środowiska w ośrodkach opieki prowadziła do ograniczania autonomii i prywatności pacjentów, redukowała ich interakcje między sobą (zwiększała izolację), pozbawiała tożsamości, a często wręcz dehumanizowała. W efekcie osoby takie, de facto ubezwłasnowolnione w obrębie danej instytucji, były pozbawione obiektywnego spojrzenia zarówno na nią, jak i na świat poza nią, a wszystkie decyzje dotyczące ich życia zależały w rzeczywistości od personelu.

Prof. Simon Gottschalk z University of Nevada w Las Vegas, także socjolog, twierdzi, że infantylizacja wspiera postawy egocentryczne i ekshibicjonistyczne. Promuje orientację na teraźniejszość, nagradza impulsywność, żąda natychmiastowej gratyfikacji, koncentruje nas na własnych potrzebach, jednocześnie niszcząc naszą zdolność współodczuwania z innymi.

Z kolei Shalu Nigam, adwokatka z New Delhi, związana z ruchami działającymi na rzecz ochrony praw człowieka oraz kwestiami płci, w tekście o współczesnej infantylizacji i degeneracji polityki na świecie („Infantilization and Degeneration of the Politics in the Recent Times”) pisze:

„Na całym świecie wiele demokracji znajduje się w kryzysie, a cywilizacja się rozpada. Kryzys wybucha, ponieważ następuje zubożenie życia politycznego, w którym dominują nietolerancja, chciwość, ignorancja i wściekłość. Żywotność demokracji zmniejsza się, gdy sfera publicznego świadomego dialogu demokratycznego kurczy się. Rażące kłamstwa, infantylny emocjonalizm, całkowity brak szacunku, otwarty pokaz religijnych i innych form dyskryminacji, rasizmu, mizoginii, kastyzmu i bigoterii oraz inne tego rodzaju zło zastępują koncepcję egalitaryzmu i budowania konsensusu. Istotne zaangażowanie w idee w życiu publicznym jest opróżniane z treści i jak dzieje się w mediach głównego nurtu, kultura celebry jest promowana w życiu politycznym i społecznym, które opiera się bardziej na emocjach niż na przyczynach lub racjonalizmie. (…) Język, kultura, etos, uprzejmość to wszystko jest infantylizowane i kalekie, co prowadzi do rozkładu środowiska społeczno-politycznego. Świat jest pchany w mroczne czasy przez nowo wyłonionych egocentrycznych przywódców”.

Według Nigam, infantylizacja społeczna sprzyja nacjonalizowaniu się narodów. Jak twierdzi, populistyczni przywódcy kultywują gniew i obiecują dobrobyt, który „koliduje z ogromnymi różnicami w bogactwie, władzy, edukacji i statusie”. Demagogizują rzeczywistość, naruszając kod zachowań politycznych, niszczą szacunek, równość i godność multikulturowych zróżnicowanych społeczeństw poprzez zachęcanie do faszyzmu i fundamentalizmu oraz otwarcie promując nieskrępowany majorytaryzm (podział społeczeństwa na lepszy i gorszy sort). „Szerzą poglądy antyislamskie i antyimigranckie, demonizują mniejszości, by nakłaniać lud do walki przeciwko wspólnemu wrogowi”.
Czy nie brzmi to znajomo?

Król Maciuś I rządzi

W infantylizacji społecznej ciekawe jest to, że często politycy, używający tej strategii do zarządzania masami, nie zdają sobie sprawy, iż sami także w ogromnym stopniu są infantylni. Doskonałym tego przykładem jest postać prezesa PiS Jarosława Kaczyńskiego. Kusząc się na analizę jego wypowiedzi, łatwo zobaczyć ogromną niedojrzałość emocjonalną tego polityka. Dodatkowo dzięki tej analizie dostaje się znakomity przegląd tych wszystkich konsekwencji zdziecinnienia, o jakich mówią naukowcy, badający niniejsze zjawisko. A oto kilka przykładów:

Myślenie magiczne, przejawiające się w układaniu teorii spiskowych, mitomania, generalizacje, ogólniki, patos, powtarzanie wyświechtanych zwrotów

„Warto być Polakiem, bo się Polakiem urodziło”.
„Fundamentem polskości jest Kościół i jego nauka”.
„Kto podnosi rękę na Kościół, podnosi rękę na Polskę”.
„Mówimy nie atakowi na dzieci. Polscy rodzice mają prawo do wychowywania własnych dzieci, to jest podstawowa funkcja rodziny i musimy jej bronić. Nie damy się zastraszyć”.
„Zwyciężamy i będziemy zwyciężać”.
„Będziemy czcić pamięć ofiar katastrofy smoleńskiej, póki żyjemy; nikt nie może nam tego zakazywać”.
„Przyjdzie czas prawdy, przyjdzie czas upamiętnienia. I to już niedługo. I przyjdzie wielka klęska tych, którzy nienawidzą, którzy w gruncie rzeczy nienawidzą Polski. Bo o to chodzi – oni nienawidzą Polski. Ale Polska zwycięży”.
„Media nas kontrolują i to tak, że aż im się pali wszystko. Kontroluje nas opozycja, ale i instytucje państwowe”.
„W Polsce jest taka fatalna tradycja zdrady narodowej. I to jest właśnie nawiązywanie do tego. To jest jakby w genach niektórych ludzi, tego najgorszego sortu Polaków. No i ten najgorszy sort właśnie w tej chwili jest niesłychanie aktywny, bo czuje się zagrożony”.
„My nie mówimy, że białe jest czarne, tylko że czarne jest czarne i że trzeba to wybielić”.
„Żadne krzyki i płacze nas nie przekonają, że białe jest białe, a czarne jest czarne”.
„Nasza partia często gryzła trawę i wygrywała, nawet kiedy się wydawało, że to niemożliwe”.
„Trzeba walczyć, walczyć i walczyć. Trzeba gryźć trawę i dzięki temu zwyciężyć. Dla Polski, dla Polaków, dla polskich rodzin, a także dla nas”.

Straszenie, czarnowidztwo, roszczeniowość, pogarda i… winni zawsze inni

„Czy chcemy mieć w Polsce te zjawiska, które przecież znamy z Zachodniej Europy, to najgroźniejsze: terroryzm, ale także taki terror uliczny, strach przed wyjściem na spacer, często nawet w biały dzień, często nawet w środku miasta? Czy to jest nam potrzebne? (…) Chodzi mi o ataki na kobiety, o ich molestowanie, czy nawet gwałcenie? Tego chcecie?”.

„Czyli bieda ma wrócić do bardzo wielu polskich rodzin, ma prowadzić do tego, że będzie coraz mniej polskich dzieci, Polaków, że Polacy będą wypychani za granicę? Czy, proszę państwa, o to chodzi?”.

„Po 1989 r. w Polsce niemal nieustannie prowadzone były działania przeciwko szeroko rozumianym środowiskom niepodległościowym. (…) W drugiej połowie lat 90. też dochodziło do zdarzeń świadczących o próbie wyeliminowania części konkurencji politycznej. (….) Organy ścigania, działając na polityczne zamówienie, przygotowywały niedorzeczne akty oskarżenia oparte na kompletnie wymyślonych sytuacjach. Celem było gnębienie i zniszczenie. To nie ulega wątpliwości”.

„Gazeta Wyborcza jest późną, zmutowaną postacią Komunistycznej Partii Pracy. (…) im słabsza Wyborcza, tym lepiej dla Polski”.

„Naszą pamięć chciano zabić, chciano zabić tą pamięć, bo jej się bano, bo za tą tragedię (katastrofa smoleńska – przyp. red.), niezależnie od tego, jakie były jej przyczyny, ktoś odpowiada, przynajmniej moralnie. I odpowiadał za to poprzedni rząd”.

„Wiem, że boicie się prawdy, ale nie wycierajcie swoich mord zdradzieckich nazwiskiem mojego świętej pamięci brata. Niszczyliście go, zamordowaliście, jesteście kanaliami”.

„Niezależnie jaka była przyczyna tej katastrofy, co doprowadziło do tego, że samolot się rozbił, z tego, co wiemy, możemy już dzisiaj powiedzieć: zostali zdradzeni o świcie”.

„Domagamy się tylko tego, by nam oddano to, co nam zabrano”.

„Cała Polska z was się śmieje, komuniści i złodzieje”.

Chwalipięctwo i wazelina

„Nie byłoby tego, co teraz jest w Polsce, nie byłoby tej próby naprawy Rzeczypospolitej, gdyby nie ojciec dyrektor”.

„Głównie dzięki Radiu Maryja i Naszemu Dziennikowi sprawa smoleńska nie została przez różne kanalie i konfederację zdrady narodowej zniszczona i zakopana”.

„Lech Kaczyński – on rozpoczął proces odbudowy polskiego patriotyzmu, patriotyzmu, który był niszczony, fałszowany w okresie PRL, później – już zupełnie wprost – niszczony”.

„Lech Kaczyński nadzieję na lepszą Polskę dawał całym sobą. Tak swoim opozycyjnym i solidarnościowym życiorysem, jak i późniejszą działalnością publiczną. Przez cały ten czas służył Polsce, ideałom, w które wierzył, wartościom, które wyznawał. Dobro ogółu zawsze stawiał na pierwszym miejscu (…). Jego cechami – wymienię tylko odwagę, determinację w dążeniu do wyznaczonego celu, autentyczność (…) jako polityk czy działacz państwowy cieszył się powszechnym szacunkiem i zaufaniem”.

„Jeśli dziś nasza przyszłość rysuje się dobrze, to można powiedzieć z całą odpowiedzialnością, że nie byłoby tego, co jest dzisiaj, bez Lecha Kaczyńskiego”.

„Mój brat, mimo skromnej postury, był dobrym bramkarzem”.

„To my prezentujemy prawdę, demokrację i wolność. My jesteśmy partią wolności. Polska jest dzięki nam dzisiaj krajem wolności, jednym z niewielu w Europie”.

„PiS to prawdziwy pancernik, bo przecież są takie zwierzęta. Można powiedzieć, mamutopancernik”.

„Tak, jesteśmy ludzkimi panami, bo jesteśmy panami, w przeciwieństwie do niektórych”.

„Robimy naprawdę dużo… bardzo dużo… aż trud¬no wymienić”.

„Chciałem rządzić, już gdy miałem 12 lat. Premierem zamierzałem zostać, mając lat 34, a skończyć rząd, mając lat 91. To byłby rok 2040. To jeszcze strasznie dużo czasu”.

„We mnie jest czyste dobro”.

Powszechne ogłupienie

Niestety, infantylizacja jest zaraźliwa. W pułapkę tej strategii, tak sprawnie dziś kontrolowanej przez PiS, wpadają nawet członkowie opozycji. Tuż po wyborach Magdalena Filiks, działaczka KOD ze Szczecina, z oburzeniem pisała na FB:

„Oglądam memy, które z ludzi robią klęczące bydło i mapy, które dzielą Polskę na lepszą i gorszą. Czytam o ciemnocie, sprzedawczykach, kołtunach, tępocie. Czytam o ludziach, którzy chodzą na pasku proboszcza. Czytam straszne rzeczy. (…) I piszą to zdaje się Ci mądrzejsi, wykształceni i oświeceni. Wy zupełnie nie znacie tych ludzi. Nic nie rozumiecie. Nie znacie tej wsi i tych gmin i tych miast. Nie znacie najwyraźniej zwyczajnych problemów, zwyczajnych ludzi w zwyczajnym świecie”.

Filiks słusznie sprzeciwia się pogardzie, jaką niektórzy członkowie opozycji zaczęli wyrażać wobec elektoratu PiS po przegranych przez siebie wyborach do europarlamentu. Pogarda to przywara, którą trudno nazwać szlachetną. Ale jednocześnie Filiks stawia się w roli obrońcy tegoż „opluwanego” elektoratu, któremu przypisuje cechy biednej i bezwolnej ofiary. Odmawia mu rozumu i usprawiedliwia kierujące nim egoistyczne pobudki oraz cechującą go krótkowzroczność lękami (strach przed nowym) czy przyzwyczajeniami (wierność tradycji). Tym samym działaczka KOD infantylizuje tenże elektorat, zdejmuje z niego odpowiedzialność i summa summarum potęguje jego zidiocenie. A ze zidiociałym, zdziecinniałym narodem nie da się prowadzić racjonalnego, dojrzałego dyskursu – istoty demokracji.

Jeśli więc chcemy ocalić demokrację, najwyższy czas dojrzeć.

może Ci się spodobać

Podaruj sobie czułość!

Trenerka Dagmara Gmitrzak na łamach Zwierciadła zwraca się do osób spragnionych czułości. Gdy nasz organizm domaga się endorfin…