Ryszard Kapuściński

7 inspirujących życiowych lekcji od dziennikarzy i reporterów

1 udostępnień
1
0
0

Choć obecnie poziom dziennikarstwa nierzadko pozostawia wiele do życzenia, trudno zaprzeczyć, że dobra dziennikarska robota potrafi przybliżyć świat. Pozwala nam zajrzeć tam, gdzie na co dzień wielu z nas nie ma dostępu, spojrzeć na dane zagadnienie z innego punktu widzenia, pomóc nam zrozumieć zawiłości rzeczywistości, wskazać kierunek patrzenia. Dzięki niej możemy dowiedzieć się czegoś nie tylko o świecie, ale i o nas samych.

Lekcja numer 1 od Ryszarda Kapuścińskiego: Pozwól życiu się zadziwić

„Tak naprawdę nie wiemy, co ciągnie człowieka w świat. Ciekawość? Głód przeżyć? Potrzeba nieustannego dziwienia się? Człowiek, który przestaje się dziwić, jest wydrążony, ma wypalone serce. W człowieku, który uważa, że wszystko już było i nic nie może go zadziwić, umarło to, co najpiękniejsze – uroda życia”.

Ryszard Kapuściński, nazywany „Cesarzem reportażu”, pozwalał zadziwiać się życiu. Obserwował to, co działo się dookoła niego z uważnością i wrażliwością (a działo się sporo, choćby 27 rewolucji, których Kapuściński był świadkiem!). Powtarzał też, że „siłą tekstu jest emocja”.

Reportera nazywano również „człowiekiem w drodze”. Nic dziwnego. W zasadzie od zawsze nim był. W 1939 roku, kiedy wybuchła wojna, a mały Ryszard miał siedem lat, razem z matką i młodszym bratem ruszył w kilkusetkilometrową trasę ze wsi Pawłów do rodzinnego Pińska. Stamtąd kilka miesięcy później we trójkę przedostali się do Warszawy.

Pod koniec lat 40. Kapuściński zaczął pisać do „Sztandaru Młodych”, który to szybko dwudziestokilkuletniego autora wysłał do Indii, a potem do Chin. Po powrocie reporter zatrudnił się w PAP (Polska Agencja Prasowa), a potem trafił do „Polityki”, z której ramienia przez kilka kolejnych lat jeździł po Polsce i pisał reportaże (tak powstał Busz po polsku).

W 1959 roku Kapuściński udał się w swoją pierwszą podróż do Afryki. Dotarł wówczas do Ghany i Nigru, a rok później poleciał do Konga. Wkrótce ponownie trafił do PAP i został stałym korespondentem zagranicznym – najpierw w Afryce, gdzie spędził następnych pięć lat, potem w Ameryce Łacińskiej, gdzie również stacjonował pięć lat.

W latach 70. Kapuściński intensywnie latał po świecie. To wtedy powstały jego najsłynniejsze książki (Cesarz, Wojna futbolowa, Szachinszach).

„Cesarz reportażu” zmarł w 2007 roku.

Lekcja numer 2 od Oriany Fallaci: Kobieto, żyj po swojemu

„Nigdy nie byłam zwierzęciem domowym. Nigdy się nie widziałam zamknięta na klucz w rodzinnym światku. Zawód żony zawsze mnie przerażał. Nie chciałam być żoną. Chciałam pisać, podróżować, poznawać świat i korzystać z cudu, jakim jest fakt urodzenia się. Jakby tego było mało, idea zrezygnowania z mojego nazwiska, żeby przyjąć nazwisko jakiegoś mężczyzny, napawała mnie oburzeniem. Dlaczego mam rezygnować z mojego nazwiska? Dlaczego mam się w ten sposób unicestwiać?”

Oriana Fallaci © GianAngelo Pistoia

Oriana Fallaci była kobietą z pazurem: niepokorną, odważną, mówiącą to, co mówić chciała, to, co uważała za słuszne, właściwe i ważne. To spod jej pióra wyszły słowa: „Nasza epoka pozbawiona jest przywódców. Kiedy się pomyśli, że pijak Jelcyn był carem, a ignorant Wałęsa symbolem wolności, uginają się nogi pod człowiekiem”. To ona w czasie wywiadu z Chomeinim rzuciła mu w twarz czadorem. To też ona rozmawiała z największymi tego świata – od Henry’ego Kissingera po Hajle Syllasiego i czuła się w tym zdominowanym przez mężczyzn świecie jak ryba w wodzie. To wreszcie ona była korespondentką wojenną, śledzącą losy wszystkich konfliktów zbrojnych naszych czasów, od Wietnamu po Bliski Wschód.

Lekcja numer 3 od Tiziano Terzaniego: Znajdź siebie w sobie

„Co do tego nie ma wątpliwości: im bardziej zbliżamy się do tego, kim naprawdę jesteśmy, tym stajemy się szczęśliwsi. W każdym wieku. Należy jednak wiedzieć, kim jesteśmy. Niestety, nasza kultura – lub raczej przemysł, przez który jest już zdeterminowana – mitologizuje młodość. Przemieniła ona podeszły wiek w rodzaj choroby i zmusza ludzi starych – biedaków – żeby byli inni, niż są, i udawali młodych. A przecież starość niekoniecznie jest złem, a tym bardziej czasem żalu. Przeciwnie.

(…) Jaka cudowna jest starość! Okazja żeby się zastanowić, zrobić to, czego nie można było zrobić wcześniej, łącznie z refleksją nad życiem. Podupadanie fizyczne, spowolnienie naszego ciała, choroby, sama śmierć mogą być widziane innymi oczami, mogą być użyte, aby zrozumieć nowe rzeczy, otworzyć inne drzwi, odkrywać, eksperymentować”.

Tiziano Terzani był włoskim reporterem i dziennikarzem. Zanim został wieloletnim korespondentem „Der Spiegel”, publikował w „Corriere della Sera” i „La Repubblica”.

Uprawiał – jak Kapuściński – dziennikarstwo w drodze. W latach 70. urzędował w Wietnamie, gdzie pisał o upadku Sajgonu, w latach 80. w Chinach, skąd został usunięty, w latach 90. pisał o upadku Związku Radzieckiego, a z początkiem nowego milenium skoncentrował się na podróżach po Afganistanie, Pakistanie i Indiach.

W dziennikarstwie Terzaniego sporo jest duchowości, refleksji i wrażliwości. Sporo jest nauk o wyciąganiu wniosków. Sporo jest wreszcie uwagi kładzionej na poszukiwanie samego siebie – na ważność takiego poszukiwania, podróży w głąb siebie. Chcąc zrozumieć znaczenie owej podróży warto sięgnąć po książkę Terzaniego Koniec jest moim początkiem. Wydana już pośmiertnie i przygotowana do druku przez syna reportera, jest dziełem wyjątkowym, ponadczasowym, wskazującym na to, co w życiu ważne.

Lekcja numer 4 od Larry’ego Kinga: Wiek miej za nic

„Mam 80 lat i nie wiem, co będę robił jak dorosnę”

Te słowa Larry King, amerykański dziennikarz i prezenter, wypowiedział kilka lat temu, rozbawiając tym swoją publiczność. To właśnie umiejętność rozbawiania, podawania informacji w znośnej do przyjęcia formie, otwierała mu drzwi do ludzi.

King przyszedł na świat w ultraortodoksyjnej rodzinie Żydów w 1933 roku. Jako dwudziestokilkulatek rozpoczął swoją przygodę z radiem, która zaprowadziła go do roli prowadzącego nocny talk-show, a potem do pracy w telewizji CNN, gdzie został gospodarzem programu „Larry King Live”.

Larry King © Wikipedia

Ile w swoim życiu wywiadów przeprowadził? Nie uwierzycie! Ponad 60 tysięcy! Dziennikarz rozmawiał w nich zarówno z gwiazdami pop (Madonna, Celine Dion), jak i ze sportowcami (Michael Jordan) czy politykami (Władimir Putin, Margaret Thatcher).

Jak powiedziała firma producencka, z którą King współpracował: „Zawsze zadawał krótkie i zwięzłe pytania, niezależnie, czy rozmawiał z prezydentem, ministrem, czy bohaterem skandalu. Wierzył, że zadawanie właśnie takich pytań daje najlepsze rezultaty. I się nie mylił”.

Zawsze był zainteresowanym słuchaczem, zawsze też pozostawał wyrazisty i potrafił błyskotliwie sypać żartami. Stał się symbolem popkultury – jego głos można usłyszeć np. w „Simpsonach” czy „Shreku”.

Dziennikarz zmarł kilka miesięcy temu na COVID-19.

Warto przeczytać: Ewa Woydyłło: Rozwój to zmiana

może Ci się spodobać