© Adobe Stock

Bezczelny nastolatek? Jak porozumieć się z dzieckiem w okresie dojrzewania

4 udostępnień
4
0
0
Nie wejdziemy do umysłu drugiego człowieka, nie jesteśmy w stanie do końca zrozumieć, co się w nim dzieje, jakie buzują w nim emocje, z jakimi myślami się boryka. Każdy jest inny, każdy ma swój własny, wewnętrzny mikrokosmos. Mimo to ludzie komunikują się ze sobą, tworzą zgodne relacje, potrafią się porozumieć.

Gorzej, gdy mamy do czynienia z nastolatkiem. Ilu rodziców na pewnym etapie rozwoju swojego dziecka, przy każdej próbie rozmowy z nim, przeżywa rozterki i zastanawia się: „Czy on/ona jest kosmitą?”. Na każde pytanie rodzic słyszy, zamiast odpowiedzi, poburkiwanie. Zamiast oczekiwanego szacunku, spotyka się z wrogością i niechęcią do dialogu. Komunikacja półsłówkami niewiele wnosi. Między dzieckiem i rodzicem tworzy się dystans, a w tym drugim potęguje frustracja: „Dlaczego nie potrafię dotrzeć do swojego syna/córki? Dlaczego on/ona traktuje mnie jak wroga? Kiedy i z jakiego powodu do naszej relacji wdarła się obcość?”.

Wielu rodziców nie rozumie, że mikrokosmos młodego człowieka jest o wiele bardziej chaotyczny i niestabilny niż ich – osób dorosłych, u których umysł, układ hormonalny i rozwój fizyczny są już w pełni ukształtowane, więc bardziej stabilne.

Nie wiemy, zapominamy o tym, traktujemy zachowanie dziecka personalnie, tymczasem ono każdego dnia toczy wewnętrzny bój o to, jak przetrwać w tym chaosie, jak zintegrować wnętrze z tym, co na zewnątrz. Jeśli dorośli nie rozumieją, co dzieje się z nastolatkiem, tym bardziej on nie ma o tym pojęcia, bo tego nie uczą w szkołach (a szkoda!), a i rodzice często nie potrafią wyjaśnić dziecku procesów, które warunkują to, co akurat się z nim dzieje. A przecież nic tak nie destabilizuje, jak niepewność. Nic nie zaburza nam poczucia bezpieczeństwa równie skutecznie jak poczucie dezorientacji i niezrozumienie sytuacji, w jakiej się znaleźliśmy.

Dlatego warto uświadomić sobie stan, w jakim jest osoba w okresie dojrzewania, a przy okazji starać się także wyjaśnić to swojemu dziecku. Jak? Oto, jak opisuje ten proces mama 12-letniego chłopca.

Rozmowa z nastolatkiem

Byliśmy z synem w drodze, prowadziłam auto, syn siedział obok. Nie mieliśmy więc sposobności, aby spojrzeć sobie w oczy, ale może to i lepiej, bo tym samym uniknęliśmy przypadkowej konfrontacji.

– Musimy porozmawiać – zaczęłam.

– Okay – bąknął mój syn. Brzmiał, jak by spodziewał się, że za moment usłyszy o nadchodzących tarapatach, w jakie się wpakował. Ostatnio dość często mu się to zdarzało. W kontaktach z ludźmi bywał arogancki, nieuprzejmy. Ze mną porozumiewał się półsłówkami, czymś na kształt między burczeniem a warczeniem. Od kiedy zaczął traktować mnie jak swojego wroga? – zastanawiałam się. –  Skąd ta jego niechęć do mnie?

Dużo o tym myślałam. W ciągu ostatnich kilku lat sporo rozmawialiśmy o dojrzewaniu. Nie chciałam, żeby mój syn otrzymywał wiedzę o swoim rozwoju płciowym z drugiej ręki. Ale właśnie uświadomiłam sobie, że myśląc o dojrzewaniu swojego dziecka, myślę głównie o przemianach w jego ciele, a kompletnie pomijam to, jak rozwija się jego mózg.  A przecież dojrzewanie to czas, w którym mózg człowieka rośnie i zmienia się bardziej niż w jakimkolwiek momencie życia, może z wyjątkiem sytuacji, gdy jesteśmy jeszcze małymi dziećmi. Mózg mojego syna urósł i rozwinął się tak szybko, że gdy syn miał pięć czy sześć lat, był on prawie tak duży jak u dorosłego człowieka. Ale chociaż jego mózg stał się superpotężny, to jego konstrukcja wciąż pozostawała dopasowana do mózgu dziecka. Na tym etapie jego mózg jeszcze nie wiedział, jaką jego posiadacz będzie osobą i jakiego kształtu ostatecznie będzie potrzebował. Gdy syn wszedł w okres dojrzewania, jego ciało zaczęło przekształcać się z dziecięcego w ciało dorosłego człowieka. Również jego mózg zaczął przechodzić transformację. Przekształcenie z mózgu dziecka w mózg osoby dorosłej to złożony proces, w którym część pamięci zostaje zastąpiona świeżą wiedzą, inna część zostaje usunięta, gdyż nigdy nie będzie już potrzebna, a jeszcze inna jest dostosowana do nowych potrzeb.

Kiedy myślałam o tym procesie, zastanowiło mnie, jak wiele potrzeba energii, aby całkowicie dostroić mózg. W tym czasie w człowieku muszą się dziać naprawdę burzliwe zmiany. Trudno się dziwić, że mój syn teraz szybciej się męczy, jest bardziej szalony i mniej cierpliwy niż zwykle. To musi być dla niego naprawdę frustrujące.

Przecież jedną z pierwszych części jego mózgu, która staje się zbyt duża jest jądro migdałowate. To część, która kontroluje jego emocje, instynkt samozachowawczy, a także odpowiada za pamięć. Na tym etapie rozwoju mózgu np. taki publiczny występ musi być przez młodego człowieka odbierany na tym samym poziomie zagrożenia, co atak tygrysa szablozębnego. Taka jest w końcu rola ciała migdałowatego: ostrzegać przed tygrysem szablozębnym, wytwarzając wielkie emocje. W okresie dojrzewania ciało migdałowate, które jest dokładnie takie jak u dorosłego człowieka, uderza nagle we wszystkie jego przyciski emocji i przyciski tygrysa szablozębnego. To musi być naprawdę trudne do ogarnięcia.

Zwłaszcza że ostatnia część mózgu rozwijającego się człowieka – kora czołowa, odpowiedzialna za podejmowanie decyzji i rozumienie ich konsekwencji – jeszcze nie dostroiła się do reszty. Rety! Mój syn właśnie jest na etapie posiadania silnego jak u dorosłego człowieka ciała migdałowatego, które uderza go ogromnymi emocjami, ale nadal posiada niewykształconą, dziecięcą korę czołową, która nie może podejmować decyzji ani zrozumieć konsekwencji tak szybko, jak tego wymaga ta pierwsza część mózgu. Czy zatem mogę go winić za to, że często popełnia błędy, złości się i robi coś, co potem wywołuje w nim poczucie winy i… znów napełnia złością lub żalem, skoro tak wielu faktów nie jest w stanie zrozumieć, połączyć i przewidzieć konsekwencji różnych działań?

Właśnie ta refleksja skłoniła mnie do dzisiejszej próby rozmowy z synem.

– Przez ostatnich kilka dni rozmyślałam nad twoim zachowaniem – zaczęłam. – Zauważyłam, że coraz częściej muszę cię strofować, zwracać ci uwagę na sposób, w jaki rozmawiasz z ludźmi. Nawet ton twojego głosu pozostawia wiele do życzenia – mówiłam i usłyszałam jak wzdycha, spodziewając się tyrady z mojej strony. – Nie jest mi z tym łatwo, nie jest też przyjemnie, gdy odzywasz się do mnie bez szacunku… Ale wiesz co? Rozumiem to.

Cień zdziwienia przemknął po twarzy mojego dziecka. Pierwszy raz od dawna udało mi się chyba przyciągnąć czymś jego uwagę. Uznałam to za dobrą monetę.

– Właściwie chcę cię przeprosić. Nie jesteś już małym chłopcem, ale nie jesteś też dorosły. Tymczasem ja łapię się na tym, że nierzadko oczekuję od ciebie tego, byś zachowywał się odpowiedzialnie jak mężczyzna, gdy ty dopiero uczysz się i dojrzewasz do tego, żeby nim być. Próbuję zrozumieć, co musisz w tym trudnym czasie, jakim jest dojrzewanie przeżywać, ale dopóki mi o tym nie opowiesz, mogę się tylko domyślać. I mogę się też w tym myśleniu mylić. Pewnie byłoby mi łatwiej, gdybyś czasem powiedział mi, co się w tobie dzieje. Np., że czujesz złość. Może wówczas zastanowilibyśmy się razem, na co, na kogo i dlaczego? Nie musiałbyś wtedy radzić sobie ze wszystkim sam. Może udałoby nam się też wspólnie znaleźć jakieś rozwiązania.

Mój syn jak zwykle milczał. Znów przeniósł uwagę na smartfona, ale miałam wrażenie, że jednak słucha.

– Dojrzewanie jest trochę jak osiąganie kolejnych poziomów gry komputerowej – mówiłam. – Nie jesteś w stanie wejść na wyższy poziom, jeśli nie wyposażysz bohaterów gry w odpowiednie narzędzia, umiejętności, nie odkryjesz kolejnych zagadek i ukrytych przedmiotów. Nie da się tego obejść. Zwykle krok po kroku trzeba przejść przez wszystkie elementy w grze, by wskoczyć wyżej. Nie znaczy to, że na danym etapie gry nie podejmujesz ważnych decyzji, nie popełniasz błędów, nie jesteś za nic odpowiedzialny. Wiele wysiłku kosztuje przedostanie się wyżej. Wyobraziłam sobie, że tak może być teraz z tobą. Sporo spraw może być dla ciebie nowe i niezrozumiałe, jak reguły w jakiejś nowej, skomplikowanej grze. Jeśli przemierzasz tę grę sam i ciągle coś ci w niej nie wychodzi, zaczynasz czuć złość. Być może czasem zaczynasz się też zastanawiać, czy gra nie jest dla ciebie zbyt trudna, a ty nie jesteś zbyt kiepski na to, by w nią grać. Przede wszystkim chcę ci powiedzieć, że nie musisz w tę grę grać sam. Że jeśli jest naprawdę trudno, można w nią zagrać z kimś. Wspólne granie też przecież może być fajne.

– Noo… może, ale… – nie dokończył.

 – Tak, wiem, wspólne granie w grę z matką nie jest dla nastolatka niczym atrakcyjnym, ale jeśli chodzi o prawdziwe życie, to pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć. I jeśli ci trudno, czegoś nie wiesz, chcesz o coś zapytać, zawsze chętnie ci pomogę, na ile potrafię.

–  OK.

– Mam też dla ciebie propozycję.

Znów podejrzliwe spojrzenie na mnie.

–  Zapewne niekiedy wydaje ci się, że cię nie rozumiem, nie wiem, co naprawdę czujesz i przeżywasz. I jeśli tak myślisz, również masz rację. Nie jesteśmy w stanie, patrząc na kogoś z zewnątrz, zobaczyć tego, co się dzieje w jego głowie. Dlatego ludzie ze sobą rozmawiają. Rozmawiają o tym, co czują w środku, żeby drugi człowiek mógł ich lepiej od środka zobaczyć. Czy zatem moglibyśmy się umówić w ten sposób, że będziemy sobie mówić, co czujemy?

– Ale po co?

– Bo wtedy jest szansa, że lepiej się poznamy. Nie masz niekiedy wrażenia, że zachowujemy się wobec siebie jak dwóch kosmitów z obcych planet, którzy nie potrafią się dogadać?
Zaśmiał się.
– Ja tak czasem myślę. Tymczasem język uczuć jest zrozumiały dla większości ludzi, nawet takich kosmitów jak my. Poza tym uczucia, czyli to, co nosimy w środku, nigdy nie są złe, złe mogą być jedynie nasze zachowania, które są wynikiem np. złości czy żalu, smutku lub bezsilności. To właśnie zachowania prezentujemy innym na zewnątrz i to nie to, że czujesz złość kogoś rani, ale dopiero to, kiedy np. z powodu tej złości komuś powiesz coś przykrego. To jak? Spróbujemy mówić sobie o tym, co czujemy, zamiast burczeć na siebie?

– No, nie wiem. Może – odpowiedział mój syn.

Prawdopodobnie na jeden raz to i tak dla niego było za wiele. Nie męczyłam go tego dnia więcej. Ale później, w różnych trudnych dla nas obojga sytuacjach, zamiast samej złościć się na niego i mierzyć go miarą dorosłego, przypominałam sobie o jego burzliwym mikrokosmosie wewnętrznym i mówiłam mu, co czuję, gdy jakieś jego zachowanie mnie raniło. A gdy jednak zdarzyło mi się powiedzieć mu coś przykrego, przepraszałam. Przecież mimo że jestem dorosła, jestem też człowiekiem, a każdy człowiek, z mózgiem w pełni ukształtowanym czy nie, daje się ponieść emocjom.

Jedna rozmowa nie wystarczy

Rozczaruje się ten, kto myśli, że po jednej takiej rozmowie jego dziecko nagle stanie się złotym nastolatkiem. Proces dojrzewania, jak sama nazwa wskazuje, jest procesem. Nie da się go przyspieszyć. Na to potrzebny jest czas. Przeprowadzenie podobnej rozmowy z synem czy córką nie sprawi, że nagle przestaną oni zwracać się do rodzica i innych ludzi bez szacunku (jeśli w ten sposób przejawiała się dotąd ich niedojrzałość). Nie sprawi też, że my, dorośli, nie będziemy zapominać o tym, co się dzieje w głowie naszego dziecka czy oczekiwać od niego, że zareaguje w danej sytuacji jak dorosły. Ale podejmując próby podobnych rozmów, zauważymy z czasem, że coraz częściej nastolatkowi zdarzy się zareagować bardziej dorośle, a my być może częściej złapiemy się na zgodzie na poszanowanie tego procesu, jaki zachodzi w młodym człowieku. Być może rozmowy między wami staną się częstsze i bardziej satysfakcjonujące obie strony. Być może, z czasem, wasze dziecko coraz rzadziej będzie was traktować jak tygrysa szablozębnego i zamiast ucieczki, walki lub chowania się we własnej skorupie, zacznie stawiać na porozumienie.

Spójrzmy też na to tak, że jeśli my, dorośli, nie rozumiejąc i nie okazując szacunku dla procesu dojrzewania nastolatka, wymagamy od niego, by on na poziomie swojego rozwoju, bez odpowiedniego wyposażenia, związanego chociażby właśnie z budową mózgu czy dostępną mu wiedzą i umiejętnościami, szanował nasz wewnętrzny mikrokosmos, wymagamy niemożliwego i są to wymagania bardzo niesprawiedliwe. Może więc okazać się, że zachowanie nastolatka jest lustrem nas samych, odpowiedzią na to, co my – dorośli – mu serwujemy.

Tak czy inaczej, warto przyjrzeć się samemu sobie i – jak bohaterka tego tekstu – poddać refleksji własne zachowanie, nim przystąpimy do rozmowy z własnym dzieckiem.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

może Ci się spodobać

Jak izolacja z powodu COVID-19 może wpływać na psychikę dzieci?

Od kilku miesięcy staramy się ograniczać kontakty z ludźmi, część z nas pracuje zdalnie, dzieci uczą się online. Jak tłumaczyć dzieciom tę trudną sytuację? Jak dbać o ich dobre samopoczucie? Na te pytania odpowiada psycholog Monika Socik.
Sonia Alicja Bednarek

Uwolnić kobiecość

„Przestań nieustannie korygować siebie. Zamiast dopasowywać się do jakiejś zewnętrznej wizji kobiecości, naprawiać i poprawiać siebie, wybierz samopoznanie…