konwencja stambulska
© Adobe Stock

10-lecie konwencji stambulskiej: komu konwencja nie w smak? (CZĘŚĆ II)

8 udostępnień
8
0
0

 

11 maja, mija 10 lat od przyjęcia przez Radę Europy Konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet i przemocy domowej, zwanej potocznie konwencją stambulską. O powstanie tego dokumentu walczyło wiele kobiet, w tym także Polki. Dziś wielu chce ten trud unieważnić. 

Część I tekstu o Konwencji znajdziesz tutaj. 

Minęło już 6 lat od wejścia Konwencji w życie, jednak do dziś w Polsce postulaty tej umowy zostały zrealizowane tylko częściowo. Tymczasem coraz częściej słychać głosy o potrzebie jej wypowiedzenia. Dla badacza problematyki płci społeczno-kulturowej (słynne gender) to niestety nic nowego. Długa historia praw kobiet (najpierw w ogóle emancypacja, wywalczenie prawa do nauki i głosowania, na końcu do masowego rynku pracy) pokazuje, że prawa kobiet mają specyfikę szybko przechylającego się wahadła. W socjologii fachowo nazywa się to backlash (uderzenie) – kiedy kobiety zdobywają na raz za dużo praw, część z nich jest im odbierana. Najbardziej skrajne światowe przykłady tego zjawiska to Iran czy Turcja, kiedyś dumne ze swej nowoczesności, dziś radyklane „piekła kobiet”.

Ale i w Polsce również nadal trzeba tłumaczyć, dlaczego równość kobiet i mężczyzn jest ważna, że więcej równości to mniej przemocy. Jak pokazuje historia, prawa kobiet nie są dane raz na zawsze, zawsze można je odebrać, co w naszym kraju niedawno się zadziało (opublikowanie wyroku TK w sprawie aborcji). Porównywanie zatem Polski do Gileadu z „Opowieści podręcznej” Margaret Atwood wcale nie jest przerysowaniem.

Turcja po wielu zapowiedziach, w które nikt nie wierzył, w marcu tego roku wypowiedziała konwencję, a oficjalnie stanie się to 1 lipca 2021 roku. Turcji przestało zależeć na wejściu do UE i dawno już pogrzebała idee świeckiego państwa Ataturka (mąż stanu, w Polsce odpowiednik Piłsudskiego), dążąc raczej do autorytaryzmu. Unii Europejskiej „nie jest to na rękę”, bo przez Turcję przelewa się fala uchodźców. Turcja jest jednym z poważniejszych partnerów NATO w ogóle na świecie, a UE nie podoba się (delikatnie mówiąc) polityka Turcji we wschodniej części Morza Śródziemnego i na Bliskim Wschodzie (naruszenia granicy ekonomicznej Cypru i Grecji, a w Syrii, Iraku i Libii podjęte przez nią interwencje wojskowe, krytykowane przez UE za jednostronność). Ostatnio szefowa Komisji Europejskiej skrytykowała publicznie prezydenta Erdogana za odstąpienie od konwencji, ale Turcja niezbyt się tym przejęła, wiedząc, że o wiele poważniejszą rzeczą dla UE jest obecny kryzys uchodźczy. Dlatego pozwala sobie na manifestacje seksizmu nawet podczas spotkań na szczycie (patrz: spotkanie przywódców UE i Turcji).

Stan na dziś

Konwencja jeszcze w Polsce obowiązuje, ale raczej teoretycznie, niż praktycznie – nie jest szeroko stosowana w uzasadnieniu wyroków dotyczących przemocy. Nie jest powszechnie znana (mimo niezdrowego zainteresowania mediów od samego początku prac nad nią), sędziowie nie mają z niej szkoleń, a władza, która powinna to zapewnić, raczej wspomina o wypowiedzeniu konwencji, niż ją należycie promuje. Za niekompletne wdrożenie Konwencji Rady Europy nie grożą kary finansowe, jak to ma się w przypadku dyrektyw Unii Europejskiej – przystąpienie do umowy jest dobrowolne, a nie obligatoryjne. Jedyną karą może być miażdżący raport GREVIO – mechanizmu monitorującego konwencję – i wszystko wskazuje na to, że polski rząd taki niedługo dostanie (według harmonogramu Rady Europy powinno to być w I kwartale tego roku).

Nie ma jak dotąd ani kompleksowego planu działania jej realizacji, ani specjalnego budżetu, ba! Planowane modyfikacje wypadły nawet z prac ministerialnych (np. nad wprowadzeniem definicji przemocy ekonomicznej wobec kobiet). Nie ma nawet jednego poważnego organu, który odpowiada za jej wdrażanie. Oficjalnie jest to biuro ds. równości, ale zasadniczo go nie ma, bo nie funkcjonuje jako osobny urząd, lecz istnieje jako mały, liczący kilka osób wydział w strukturach ministerstwa rodziny.

Gdyby detalicznie wprowadzić do porządku prawnego w Polsce zapisy konwencji, mogłoby to znacząco pomóc unormować system przeciwdziałania przemocy wobec kobiet w Polsce tak, żeby skutecznie funkcjonował. Ale do tego nie ma dobrej woli.

Najważniejszym zadaniem konwencji jest podniesienie świadomości społeczeństwa w kwestii przestrzegania praw kobiet i zasady równości płci.

W polskim społeczeństwie nadal silnie ugruntowane są tradycyjne, patriarchalne stereotypy dotyczące roli kobiety i mężczyzny w rodzinie i w życiu publicznym. W ich rezultacie m.in. przemoc wobec kobiet i przemoc domowa ciągle jeszcze nie budzą zdecydowanego społecznego sprzeciwu. Dlatego konwencja jest szczególna, bo ujmuje kwestie przemocy nie tylko w perspektywie prawnej, ale i społeczno-kulturowej. I to budzi największy opór.

Prace nad konwencją odbywały się w atmosferze wręcz niezdrowego zainteresowania kościoła, mediów i przede wszystkim – konserwatystów zaniepokojonych przede wszystkim losem „jedności polskiej rodziny”.

– Kiedy ówczesny premier Donald Tusk poprosił mnie o przygotowanie Polski do przystąpienia do Konwencji, entuzjastycznie zapewniłam, że zrobimy to szybko. Nie zdawałam sobie sprawy, z jakim oporem się spotkamy, jak bardzo zaangażuje się w ten spór Kościół Katolicki – wspomina Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, w 2012 pełnomocniczka rządu ds. równego traktowania. – Watykan od początku był przeciwny Konwencji i wydał w tej sprawie oficjalne stanowisko. Przed podpisaniem Konwencji kapłani w kościołach odczytywali listy biskupie o tym, jak straszliwym zagrożeniem ona jest, że „pod płaszczykiem walki z przemocą”, sprowadza do Polski „ideologię gender”, która „zagraża rodzinie”. Politycy związani z Kościołem, wśród nich także zasiadający w ówczesnym rządzie, powielali te kuriozalne argumenty, na oficjalnych spotkaniach o Konwencji. Dlaczego emancypacja kobiet i walka z przemocą ma zagrażać rodzinie? Czy rodzina musi być oparta na idei podporządkowania i niższości kobiet? Podczas sporów o Konwencję zrozumiałam, jak wielki mamy problem z kwestią zasadniczą, jaką jest zasada równości kobiet i mężczyzn, jak wielu jest ludzi, w tym zajmujących eksponowane stanowiska publiczne, którzy z tą ideą – ideą równości – nie zgadzają się. Dyskusja o Konwencji odsłoniła pokłady mizoginii, wcześniej ukryte pod deklaracjami – pustymi deklaracjami – o równości praw wszystkich obywateli.

Gender i inne strachy

Przeciwnicy konwencji wielokrotnie powtarzali bezrefleksyjnie, że „godzi ona w religię i tradycję”, a tymczasem konwencja nawet nie wskazuje, że religia jest źródłem przemocy! Wymaga raczej, żeby strony zagwarantowały, iż kultura, zwyczaje, religia, tradycja czy tzw. “honor” nie będą uznawane za usprawiedliwienie dla wszelkich aktów przemocy objętych zakresem konwencji. Podobnie regulują to już polskie przepisy, które bezwzględnie zakazują stosowania przemocy wobec najbliższych – sprawcy przemocy nie mogą usprawiedliwiać się, że stosowali przemoc, bo tak nakazywały im ich przekonania religijne.

Argument, że konwencja godzi w religię jest więc nieprawdziwy, za to Konwencja zobowiązuje do zwalczania tylko takich uprzedzeń, zwyczajów, tradycji i innych praktyk, które opierają się na idei niższości kobiet lub na stereotypowych rolach kobiet i mężczyzn.

Przykładem takich zwyczajów są np. spotykane w niektórych częściach świata zabójstwa kobiet, które “splamiły” honor rodziny jak słynny, wspomniany już w części I tego tekstu przypadek w Turcji, który dał impuls do prac nad konwencją.


może Ci się spodobać
dostęp do dokumentacji medycznej

Dostęp do dokumentacji medycznej

Osoby wykonujące zawody medyczne są zobowiązane nie udzielać informacji na temat stanu zdrowia i udzielanych świadczeń nikomu innemu niż sam pacjent lub osoba przez niego upoważniona.
przemoc w rodzinie

Lockdown sprzyja przemocy w rodzinie

Epidemia koronawirusa i wymuszony nią lockdown przynoszą przerażający skutek uboczny. Organizacje pozarządowe i szpitale pediatryczne alarmują, że znacząco…
referendum

Referendum o rozwiązaniu Sejmu?

Czy w demokracji społeczeństwo dysponuje instrumentami prawnymi, aby nie czekać do wyborów, tylko zmienić władzę wcześniej? Dr hab. nauk prawnych Marcin Górski omawia możliwości i skutki przeprowadzenia referendum o rozwiązaniu Sejmu.